TWARDA MOWA PAPIEŻA
Nauczaniem na temat moralności życia małżeńskiego powinni zajmować się świeccy żyjący w związkach małżeńskich (!). Osoby samotne wyjaśniające narzeczonym w trakcie kursów przedmałżeńskich nauczanie Humanae vitae to nie najlepszy pomysł.

FOT. MIKE WILSON / UNSPLASH.COM


prof. Barbara Chyrowicz SSpS

Działanie moralne to działanie racjonalne. W praktyce oznacza to, że świadomie wybieramy cele, do których dążymy, i potrafimy przewidzieć konsekwencje podjętych działań. Bierzemy zatem pełną odpowiedzialność za możliwe do przewidzenia skutki tego, co robimy. Jeśli z jakichś powodów nie życzymy sobie skutków planowanych przez nas działań, to po prostu odstępujemy od ich realizacji. To wydaje się logiczne. Mają jednak miejsce i takie sytuacje, w których jeden ze skutków naszych działań akceptujemy, a innych chcielibyśmy ze wszech miar uniknąć. To między innymi sytuacja małżonków, którzy nie chcą, nie wnikając w powody tego niechcenia, by ich współżycie doprowadziło do poczęcia nowego życia. Ciąża nie jest skutkiem ubocznym (nazywanie jej zagrożeniem jest nieporozumieniem), jest prawdopodobnym, dalszym skutkiem współżycia rodziców. Tym pierwszym i bezpośrednim jest przeżycie przyjemności, którego znaczenie sięga poza samą przyjemność. Stosunek małżeński, na co wyraźnie zwraca uwagę encyklika Pawła VI Humanae vitae, umacnia i wyraża jedność1. Dlaczego zatem sama jedność nie może być wystarczającym powodem usprawiedliwiającym podjęcie współżycia? Dlaczego zabezpieczenie się przed poczęciem, polegające na wyeliminowaniu niechcianego skutku, miałoby pozbawiać je godziwości?

Nie ma prostych odpowiedzi na postawione pytania. Jednym z najczęstszych głosów krytycznych podnoszonych wobec nauczania encykliki stał się zarzut, że doktryna, która dopuszcza uwzględnianie naturalnych okresów niepłodności w planowaniu potomstwa, ale wyklucza posłużenie się w tym samym celu antykoncepcją, jest po prostu niezrozumiała. Wbrew opiniom kontestującym znaczenie tej różnicy papież Paweł VI pisze w Humanae vitae, że „ludzie naszej epoki są szczególnie przygotowani do zrozumienia, jak bardzo ta nauka jest zgodna z ludzkim rozumem”2! Od wydania encykliki minęło pięćdziesiąt lat – żyjemy w tej samej czy w innej epoce? A może Paweł VI był z „innej epoki” i tylko mu się wydawało, że rozumie otaczający go świat?

Waszyngtoński (i nie tylko) protest

Cofnijmy się do 1968 roku, czyli do daty powstania encykliki. Paweł VI podpisał ją 25 lipca, a już 30 lipca ukazało się w Waszyngtonie oficjalne stanowisko katolickich teologów niezbyt zachwyconych jej treścią. Teologowie podkreślali, że encyklika nie jest nauczaniem, które ma walor nieomylności, a historia Kościoła katolickiego zna stanowiska wypowiadane ongiś autorytarnie, które po latach zostały uznane za nieadekwatne lub za błędne. Dostrzegli pozytywny wymiar nauczania encykliki, ale uznali, że jest ona sprzeczna z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, ponieważ utożsamia głos Kościoła z głosem kościelnej hierarchii, odrzucając świadectwo katolickich małżeństw i nie respektując w dostateczny sposób danych naukowych. Kolejna kwestia to zła – w ich przekonaniu – interpretacja pojęcia prawa naturalnego, na które powołuje się papież, uzasadniając swoje stanowisko. Niezwykle trudno, zauważyli, jest wyprowadzić z prawa naturalnego tezę o niedopuszczalności sztucznej antykoncepcji. Powołując się na Konstytucję duszpasterską o Kościele w świecie współczesnym, przyjęcie przez Pawła VI metody okresowej wstrzemięźliwości jako sposobu regulacji poczęć uznali za niewłaściwe, ponieważ przedłużające się okresy abstynencji mogą wystawić na próbę małżeńską wierność3. Ostatecznie stwierdzili, że w Humanae vitae brak rozwoju doktryny w stosunku do encykliki Piusa XII Casti connubii i dokumentów Soboru Watykańskiego II, a ponieważ katolikom wolno się nie zgadzać z nauczaniem magisterium Kościoła, które nie ma charakteru nieomylnego, jeśli tylko potrafią wskazać po temu wystarczające racje, jako rzymskokatoliccy teologowie uznali, że małżonkowie mogą zgodnie z własnym sumieniem decydować o stosowaniu sztucznej antykoncepcji, gdy uznają, że jest to konieczny środek ochrony ich małżeństwa. Wyrazili też przekonanie, że prawdziwe oddanie tajemnicy Chrystusa i Kościoła domaga się w tej kwestii szczerej wypowiedzi wszystkich katolickich teologów4. To jeden z bardzo wielu sprzeciwów wobec nauczania zawartego w encyklice, ich detaliczne wyliczanie nadałoby temu tekstowi charakter historyczny i polemiczny, którego chcę uniknąć. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że Paweł VI (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Chyrowicz SSpS - prof. nauk humanistycznych, dr hab. filozofii, etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Jest między innymi autorką książek "O sytuacjach bez wyjścia w etyce" (2008) i "Bioetyka. Anatomia sporu" (2015) oraz współautorką podręcznika "Etyka zawodu psychologa" (2017). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

GRANICE SZCZĘSNE I NIESZCZĘSNE

CIAŁO, KTÓRE ZDRADZA

WIARA I DANINA

LITANIA DO BLIŹNIEGO NIEZNOŚNEGO

REQUIEM DLA KOZŁA


komentarze



Facebook