Archwium > Numer 541 (09/2018) > Jest mi to obojętne > INSTRUKCJA OBSŁUGI PARAFII

INSTRUKCJA OBSŁUGI PARAFII
To jest wspólnota Pana Jezusa, nie moja. Jestem w środku, czasem z tyłu. Na pewno nie jestem księdzem dyrektorem.

Piotr Świątkowski: Przyrównał ksiądz parafię do dworca kolejowego.

ks. Jacek Socha: To porównanie Thomasa Mertona. Dworcem było dla niego życie chrześcijańskie. Mnich stoi na peronie i czeka na pociąg. Nie ma innego zajęcia. Ktoś siedzi w barze, ktoś inny ciągle rozmawia przez telefon. Jest też ktoś, kto mieszka na dworcu. Kościół i parafia to złożone konstrukcje.

Ktoś przychodzi tylko na chwilę spojrzeć na rozkład jazdy, ktoś stoi pół kilometra od peronu i nie wierzy już, że pociąg przyjedzie, inny się ukrywa za filarem. Ciekawy jest ten nasz dworzec – Kościół.

Ten, kto się ukrywa w kościele, jak pan powiedział: za filarem, pewnie jest zmęczony. Nie ma siły, żeby podejść bliżej ołtarza. Nie oceniajmy go zbyt pochopnie, gdyż nie wiemy, co się w nim dzieje. Przyszedł do kościoła ze swoim krzyżem. Nie jest ani gorszy od tych w pierwszym rzędzie, ani leniwy.

Mimo wszystko przychodzi.

Żeby wytchnąć. Żeby na chwilę złapać oddech. Na razie nic za tym nie idzie, ale niewykluczone, że Pan Bóg znajdzie do niego drogę, na przykład poprzez Słowo. Był u nas niedawno w parafii ksiądz Nikos Skuras, który tak głosił, że trudno pozostać obojętnym. Jego słowa czasem poruszały, czasami oburzały. Ja nie jestem Nikosem. Mam inny styl. Ale lubię, kiedy słowo dotyka, coś zmienia w człowieku, porusza serce. Wierzę, że na tego za filarem przyjdzie czas. Bóg chce każdego ocalić. Tylko my jesteśmy oporni, niedojrzali, samotni. Cierpimy. Pamiętam pewną osobę, która pod wpływem czytania z Księgi Izajasza zerwała grzeszną relację. Do tego momentu nie miała motywacji, by to zrobić. Bardziej niż o tych stojących za filarem martwię się o tych, którzy w ogóle nie przychodzą do kościoła.

Dla Thomasa Mertona byliby to podróżni, którzy nigdy nie wybiorą kolei. Wolą siedzieć w samochodzie, w korku, i martwić się, że skończy się paliwo.

Takich też spotykam. Przychodzą prosić o chrzest dziecka. Nie znamy się. Nigdy się nie widzieliśmy. Nawet nie wiedzą, że od kilku lat jestem tu proboszczem.

I traktują księdza jak urzędnika.

Wtedy zaczynam mówić o Jezusie Chrystusie.

Nie o dokumentach?

Przejście na inny poziom otwiera człowieka, a czasami dziwi.

Nie mówią: Niech już ksiądz przestanie z tą wiarą?

Raz mi się zdarzyło, że usłyszałem: Nam chodzi tylko o zwykły chrzest.

Ochrzcił ksiądz?

Pewnie. Chrzczę wszystkie dzieci.

A jeśli rodzice nie mają ślubu?

Patrzę na to w perspektywie rozwoju. Dziś nie mają, ale jutro mogą mieć. Co z tego, że im odmówię? Co to da?

Pogrzebu ksiądz odmawia?

Chować trzeba wszystkich, także tych, którzy żyli bez sakramentów. Pan Bóg dociera do człowieka nie tylko przez sakramenty. Ja nie wiem, co się działo w sercu umierającego człowieka. Ostatnio jacyś ludzie mi powiedzieli, że chcą zamówić pogrzeb bez mszy świętej. Pytam: Nie chcecie mszy za zmarłą? A oni na to: Po co. My wolimy tak na skróty.

Pocieszam się wtedy tym, że raz w tygodniu sprawuję Eucharystię za parafian – żywych i zmarłych. Również za tych, którzy nie mieli mszy pogrzebowej. Są też tacy, którzy umarli w tej parafii, a ja o tym nie wiem. Rodzina ich nie zgłosiła, nie mieli związku ze wspólnotą.

Użył ksiądz słowa „wspólnota”, nazywając tak parafię. Mam wrażenie, że parafie zmieniają się w zbiory małych wspólnot.

To prawda. Papież Franciszek przypomina jednak, że całość jest większa niż część i jest też większa niż suma części. Dlatego w naszej radzie duszpasterskiej zasiadają przedstawiciele wielu wspólnot i grup działających w parafii. Najważniejszym punktem programu spotkań rady jest słuchanie siebie nawzajem. Każda wspólnota musi wiedzieć, czym żyją inne wspólnoty. Trzeba ustalić grafik korzystania z domu parafialnego, ale też zwyczajnie trzeba się ucieszyć sobą. To też jest myśl Franciszka. Ucieszmy się. Ja jestem w Szkole Nowej Ewangelizacji, ale jest też Żywy Różaniec. Nie jestem z nimi, ale się cieszę, że oni są i się modlą za mnie i za parafię. Jest Apostolat Maryjny, a ja jestem w neokatechumenacie i cieszę się, że tamci się rozwijają, albo się smucę, gdy są w kryzysie. Nie musimy wspólnie czegoś robić, bo nie mamy już na to siły i czasu, ale możemy współodczuwać. Mówię o tym zwłaszcza podczas rekolekcji adwentowych i odpustu.

Oprócz rady duszpasterskiej jest jeszcze rada ekonomiczna parafii. Rada to sejm, a ksiądz to rząd?

Można tak powiedzieć. Moje kapłaństwo jest służebne wobec kapłaństwa wiernych. Niestety, nie wszystko jest tak, jak być powinno. Marzę na przykład o tym, by rada duszpasterska lub po prostu wierni świeccy wzięli odpowiedzialność za sprawy administracyjne parafii. Na razie jednak to ja muszę znaleźć wykonawcę remontu, podpisać z nim umowę i pilnować, aby praca została dobrze i na czas wykonana. Jest tak, choć ja nie chcę być dyrektorem do spraw administracyjnych. Chciałbym oddać remonty świeckim, ale to kwestia procesu i zmiany mentalności nie tylko mojej, ale w ogóle w Kościele w Polsce, w diecezji i w moim dekanacie, pośród moich parafian. Nie działam bowiem samotnie. Odnoszę wrażenie, że bardzo angażujemy się jako parafie, diecezje czy prowincje w remonty, renowacje i dotacje… i mamy coraz mniej energii i chęci na działalność pastoralną.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Jacek Socha - ur. 1969, prezbiter archidiecezji gdańskiej, doktor teologii moralnej, od 2009 roku proboszcz parafii pod wezwaniem św. Mikołaja w Gdyni Chyloni. Duszpasterz m.in. wspólnoty neokatechumenalnej, Żywego Różańca, wspólnoty "Chrystus Powróci" i Wspólnoty Trudnych Małżeństw "Sychar". Doradca duchowy w Stowarzyszeniu św. Mikołaja Biskupa oraz redaktor "Głosu Mikołaja". Wraz z Kingą Frąckowską napisał książkę "Nawracanie proboszcza". (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

HEJ, JEZU

EFEKT ŚWIĘTEGO MATEUSZA

RUSKA ZABIERZE CI MĘŻA

KRZYŻYK POD KRAWATEM

CZY MOGĘ PRZESŁAĆ OFERTĘ?


komentarze



Facebook