OBYWATEL CIEKAWY
Dziś powinniśmy uczyć młodych ludzi przede wszystkim sztuki samodzielnego myślenia. Tego, by wiedzieli, jaką drogą iść i po jakie narzędzia sięgać. Bo życie człowieka polega na rozwiązywaniu problemów w stale zmieniającym się świecie.

Aleksandra Przybylska: Kto to jest obywatel?

Piotr Lissewski: W sensie formalnym to człowiek przynależny regułom życia w granicach państwa, z akceptowaną przez siebie i podzielaną wspólnie historią i kulturą. Potwierdzeniem formalnej przynależności jest dowód osobisty.

To formalnie. A faktycznie?

To już pytanie o podmiotowość: Kim jesteś? Jak siebie rozumiesz? Jaki jest twój stosunek do innych? Czy wierzysz w jakiś zakres mocy sprawczej i możliwości wpływu na innych? Co możesz zrobić…

Właśnie! Jaki mamy dzisiaj jako obywatele wpływ na to, co się dzieje?

W bieżących sporach politycznych zdolność do oddziaływania na rzeczywistość została skanalizowana w takim gargulcu medialnym, społecznościowym. Jeśli leci dużo wody, to rynny są w stanie zebrać tylko tyle, ile się da. Gargulec to tzw. rzygacz, z którego wszystko leci w dół. Ludzie swoje emocje i potrzeby zmiany świata ubierają w słowa o bardzo różnym nasyceniu. Im większy spór, tym głębsza niechęć do innych poglądów. Efekt takich konfliktów jest przerażający, bo oduczamy się dochodzenia do rozumienia świata.

Arystoteles mówił, że szczęście dla wszystkich jest takie samo, choć są różne drogi dochodzenia do niego. Ważna jest umiejętność szukania i wybrania tej właściwej. Ale żeby ją wybrać, trzeba się trochę pospierać, niekiedy też trzeba pójść na kompromis.

Umiemy się dzisiaj spierać?

Wydaje mi się, że nie. Do tego budujemy barykady. Nie potrafimy współdziałać. A żeby coś osiągnąć, trzeba zrezygnować z części swoich oczekiwań, zrozumieć drugiego człowieka. Bo co ma być lepsze: to moje czy to jego?

A może nasze? Wspólne?

Właśnie. Rezygnowanie jest efektem umiejętności dzielenia racji, osiągania szczęścia. Tradycja arystotelesowska mówiła, że ludzie zawsze się łączą po to, by razem więcej osiągnąć. Przecież nikt sam nie wybuduje autostrady. A stworzone przez nas państwo to potrafi. I dalej: jeśli chcemy wybudować tę autostradę, to musimy z czegoś zrezygnować, oddać kawałek ziemi, znaczącą część podatków. Ja dzisiaj czegoś oczekuję i myślę, że inni też. Ale może ich potrzeba jest większa niż moja? Dlatego spotykam się z tymi ludźmi i staram się poznać ich racje.

Ale czy my mamy w ogóle ochotę na takie spotkania? I czy umiemy dyskutować?

Chęci są tym większe, im większa jest potrzeba. Ludzie niebiorący udziału w wyborach często myślą: Mój głos niewiele znaczy. Jeśli jednak czują intensywną potrzebę, to idą głosować bez względu na pogodę czy jakiekolwiek trudności.

Z umiejętnościami jest pewien problem, gdzieś je zatraciliśmy. Przestaliśmy dyskutować o priorytetach, przyjęliśmy dwudzielny podział na „naszych” i „wrogów”. Efektem tego jest też radykalizacja nastrojów i postaw. A potrzeba debaty niewątpliwie istnieje. Nieraz wystarczy usiąść z kimś przy kawie i porozmawiać, żeby się przekonać, że są inne racje niż te, którymi epatuje się na co dzień, podnosząc poziom walki politycznej.

Odnoszę wrażenie, że w naszym codziennym dyskursie wszystko stało się polityczne i jesteśmy tym zmęczeni. Więc mniej czy bardziej świadomie przed tym uciekamy.

To nie jest dobry znak. Takie stany przeżywaliśmy już w Europie nieraz, w Polsce także. Ludzie tracą wiarę w politykę, bo im się wydaje, że nie mają na nią żadnego wpływu. Tymczasem polityka jest przestrzenią możliwą do osiągania wszystkiego, czego sam nie jestem w stanie zrobić. Zamiast tracić wiarę w politykę, lepiej więc brać w niej większy udział – by znaleźć wsparcie dla swoich racji. Rezygnując z udziału w niej, zostawiamy miejsce tym, których nie akceptujemy lub akceptujemy, nie kontrolując ich. Partie agregują interesy, ale mają też tendencję do odrywania się od swych źródeł i traktowania obywateli jak pożywki. Świat nie jest podzielony na tę czy tamtą partię polityczną…

Jak to nie?! Świat w Polsce jest podzielony na PiS i PO.

To są jedynie łupy, które osiągnięto po drodze, kierując się mniej lub bardziej słusznymi intencjami. Z tych łupów zostało to, co widzimy. Ale to nie wszystko, co się dzieje wokół nas. Włączenie się do polityki, bez względu na szczebel tej aktywności, daje szansę na osiągnięcie czegokolwiek, a nie tylko czekanie na to, co zrobią inni. Każdy z nas może być premierem, zostać szefem partii czy prezydentem (tu obowiązuje jedynie bariera wieku). Demokracja niesie ze sobą wiele paradoksów. Ale też daje nadzieję – bo tylko w demokracji możemy kontrolować władzę. Z drugiej strony, jednym z większych paradoksów demokracji jest to, że dużo obiecuje, ale nic nie gwarantuje. Jedyną szansą dla nas jest praktykowanie demokracji w dyskusjach, sporach, próbie rozumienia innych i swojego miejsca.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Lissewski - ur. 1958, politolog, pracuje w Zakładzie Teorii Polityki na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Obszary jego zainteresowań naukowych to m.in. teorie polityki, edukacja polityczna czy cybertechnologia w polityce. (wszystkie teksty tego autora)

Aleksandra Przybylska - dziennikarka "Gazety Wyborczej", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także


komentarze



Facebook