KTO NAS OCHRZCIŁ?
Jesteśmy bardzo przywiązani do myśli, że chrześcijaństwo przyjęliśmy od Czechów, a chrzest odbył się w kraju. To są pewne aksjomaty, których nikt nie potrafi udowodnić, ale wszyscy Polacy w to wierzą.

Chrzest Polski / WSPÓŁCZESNY MURAL W POBLIŻU KATEDRY W GNIEŹNIE


Włodzimierz Bogaczyk: Które z dwóch wydarzeń ma większe znaczenie dla historii naszego kraju: chrzest Polski w 966 roku czy powstanie biskupstwa poznańskiego w 968 roku?

prof. Tomasz Jurek: Oczywiście chrzest, choć bez powstania biskupstwa nic by z niego nie wyniknęło. Chrzest władcy oznaczał chrystianizację kraju, ale ta byłaby niemożliwa bez kościelnej organizacji.

Są jednak historycy, którzy bronią pomysłu, że Mieszkowi na początku nie zależało na chrystianizowaniu poddanych. Zachowanie nowej wiary tylko dla siebie byłoby nawet w pewnym sensie logiczne.

Dlaczego?

Mieszko widział, jak wyglądają kraje wyznające chrześcijańskiego Boga. I pewnie wśród pytań, które sobie zadawał, było i takie: Dlaczego u nich jest lepiej niż u nas? Oni są chrześcijanami, więc jeśli chcemy do nich doszlusować, to musimy przyjąć chrzest.

Jednak księciu mogła być nieobca myśl, żeby przychylność Boga zachować tylko dla siebie. No bo po co się dzielić Nim z jakimiś prostaczkami, ważne, żeby mi pomagał.

To oczywiście pewien koncept, nikt nie wie, co naprawdę myślał Mieszko. Niektórzy historycy i archeolodzy znajdują potwierdzenie tego w fakcie, że jest bardzo mało śladów chrystianizacji w tych najstarszych czasach. Tylko znowu – jakich śladów my szukamy, skoro mamy kłopot nawet z ustaleniem miejsca chrztu? Jest wprawdzie sławne baptysterium, ale to też gigantyczny problem, czy to rzeczywiście baptysterium, czy może misa do mieszania wapna pod poznańską katedrą.

Są jeszcze inne koncepcje, prawda?

Oczywiście. Ostrów Lednicki, gdzie odkryto coś na kształt baseniku, też ma swoich zwolenników. Ale nie każde płaskie miejsce z zagłębieniem oznacza, że był tam chrzest. Przykład św. Ottona na Pomorzu w XII wieku pokazuje, że chrzcić można było wszędzie – kopano dół w ziemi, wpuszczano wodę i zanurzano ludzi.

Tak samo można polemizować z argumentem, że nie zachowały się kościoły z tamtych czasów. Jest kaplica z czasów Mieszka na Ostrowie Tumskim, zaczęto budować katedrę. I to właściwie tyle. Ale nie wymagajmy za wiele. Mogły istnieć kościoły drewniane, po których nie zostaje żaden ślad.

Dla archeologów ważnym wyróżnikiem chrystianizacji są pochówki szkieletowe. U pogan panowały pochówki ciałopalne. A na pewno misjonarze zwracali na to uwagę, żeby zmarłych nie palić, tylko chować w ziemi.

Długo jeszcze palono ciała?

Długo. Część archeologów twierdzi, że cmentarzy, na których grzebano ciała, z czasów Mieszka praktycznie nie ma. Ale są cmentarzyska datowane na przełom X i XI wieku i być może właśnie tam pogrzebane są ciała tych, którzy się ochrzcili w latach 60. czy 70.

Mnie się jednak wydaje dziwne, żeby Mieszko przyjął chrzest i nie dzielił się tą wiarą. Niewątpliwie miał do czynienia z duchownymi, a dla nich było oczywiste, że trzeba ochrzcić jak najwięcej ludzi. Z technicznego punktu widzenia nie było to wcale trudne. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby powiedzieć, że w czasach Mieszka I ochrzczono całą ludność.

Uważa pan profesor, że to było możliwe?

Oczywiście. To nie była Polska w dzisiejszym kształcie, państwo było mniejsze. Żyło w nim jakieś 200–250 tysięcy ludzi i ochrzczenie ich w ciągu kilkudziesięciu lat nie było problemem technicznym, wystarczyło wysłać kapłanów misjonarzy. Pojawia się jednak kwestia, co to znaczy zrobić z pogan prawdziwych chrześcijan i co oni z tej religii rozumieli.

Kiedy się zaczęła ta prawdziwa chrystianizacja?

No właśnie… Uważa się, że szanse na to były w XII czy XIII wieku, kiedy powstała gęsta sieć parafialna. Do kościoła można było dojść niemal z każdej wsi. Tylko czy to jest już prawdziwa chrystianizacja? I czy ona w ogóle do dzisiaj nastąpiła? Prawdopodobnie z okazji chrztu misjonarze powiedzieli ludziom, że jest jeden Bóg, jest dziesięć przykazań, to wolno robić, tego nie wolno, nie powinniście mieć wielu żon, powinniście w niedzielę chodzić do kościoła.

Nie jeść mięsa w piątek. Tylko kiedy jest piątek?

Tak, trzeba ich nauczyć dni tygodnia. To są bardzo trudne rzeczy. Można sobie wyobrazić, że ci ludzie niewiele z tego zrozumieli. Nawet jeżeli byli pełni dobrych chęci, to głębokimi chrześcijanami na pewno nie byli. To wymagało długiej katechezy, kapłanów, kościołów, organizacji kościelnej.

I ta struktura przyszła wraz z biskupstwem?

Biskup był warunkiem niezbędnym. Tylko on mógł święcić kapłanów. Oczywiście jacyś kapłani na pewno przybyli wcześniej, już z Dobrawą, ale celem misji było pomnażanie tej wąskiej kadry. Do biskupa należało też święcenie kościołów, w których mieli się gromadzić wierni.

Tego wszystkiego prawdopodobnie Mieszko szybko się dowiedział.

No tak. Przecież nie działał w próżni, miał kontakty z potęgami chrześcijańskimi, przede wszystkim z cesarstwem. Cesarzowi Ottonowi Wielkiemu niesłychanie zależało na chrzczeniu Słowian. Pewnie z radością przyjął księcia, który się ochrzcił, i stwierdził, że misję należy kontynuować.

Kwestia biskupstwa, które bardzo szybko pojawia się w Polsce, często jest interpretowana politycznie. Zawsze mamy przed oczami przykład Czechów, od których to chrześcijaństwo w jakiś sposób do nas spłynęło. W końcu to księżna Dobrawa namówiła męża, by się ochrzcił. A Mieszko, szczerze mówiąc, chyba był pantoflarzem.

Naprawdę?

Widać to w całej jego polityce. Póki żyła Dobrawa, był w ścisłym sojuszu z Czechami. Kiedy umarła, z miejsca się z Czechami pokłócił. Kolejna żona to Oda z Saksonii. I Mieszko jest odtąd w bardzo ścisłym przymierzu z Sasami. Zawsze prowadził taką politykę, żeby żona była zadowolona.

Nie oznacza to oczywiście, że decyzja o chrzcie zapadła w łożnicy książęcej. To była decyzja polityczna, wręcz cywilizacyjna. Mieszko wychodził z puszczy w szeroki świat. I jeżeli chciał w nim funkcjonować jako poważny gracz, to nie powinien być poganinem. Mógł oczywiście pójść w zaparte, ale skończyłoby się to najazdem saskim i narzuceniem obcej władzy.

Czyli religijności i myślenia o sprawach duchowych zdaniem pana profesora było w tym niewiele?

Nie powiedziałbym, że niewiele. Możemy tylko zakładać, co Mieszko myślał. I nie wszystko rozumiemy, bo wyparliśmy religię do sfery prywatnej. Natomiast w tamtych czasach ludzie patrzyli na to integralnie. Oni naprawdę głęboko wierzyli w bóstwa albo w Boga. To się wiązało ze wszystkimi dziedzinami życia, polityka była tym uwarunkowana.

Dlatego na Mieszka też trzeba patrzeć integralnie. Jeszcze jako poganin przegrał dwie bitwy z Wichmanem, saskim banitą, który uciekł do Wieletów, podburzył ich i razem ruszyli na Mieszka. Pokonali go dwa razy, zabili mu brata. A potem Mieszko zawiera sojusz z Czechami, chrzci się i w 967 roku toczy kolejną wojnę z Wichmanem. Teraz już jest chrześcijaninem, i to on zabija Wichmana. Karta się odwraca. Może sobie więc myśleć: Póki miałem za sobą tych pogańskich bogów, to Wichman mnie tłukł, ale kiedy trzymam z chrześcijańskim Bogiem – a na dodatek mam wsparcie dwóch hufców konnicy czeskiej – to ja biję Wichmana.

Ochrzcił się, pokonał Wichmana, doszedł do wniosku, że Bóg chrześcijan jest naprawdę potężny, więc postanowił sprowadzić do kraju biskupa, który ochrzciłby wszystkich mieszkańców. Tak było?

Możliwe. Wprawdzie wówczas, tak jak i dzisiaj, chrzcić mógł każdy kapłan. Ale powinien chrzcić biskup. Tym bardziej że generalnie chrztu udzielano z bierzmowaniem, a do tego biskup był (i jest) niezbędny.

Co wiemy o naszym pierwszym biskupie?

Bardzo mało. Nie wiemy, skąd pochodził. I się nie dowiemy.

Jak to?

Znów trzeba się cofnąć do chrztu. Jesteśmy bardzo przywiązani do myśli, że chrześcijaństwo przyjęliśmy od Czechów, a chrzest odbył się u nas w kraju. To są pewne aksjomaty, których nikt nie potrafi udowodnić, ale wszyscy Polacy w to wierzą.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


prof. Tomasz Jurek - ur. 1962, mediewista, kieruje Zakładem Słownika Historyczno-Geograficznego Ziem Polskich w Średniowieczu w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Włodzimierz Bogaczyk - przez 29 lat pracownik ?Gazety Wyborczej? jako dziennikarz i wydawca regionalny. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Bractwo św. Piusa a bractwo św. Piotra

Jestem zasmuconym katolikiem


komentarze



Facebook