Archwium > Numer 555 (11/2019) > Reportaż > LAUDACJA DLA GRZYBA

LAUDACJA DLA GRZYBA
Leczą i trują, zmieniają sok w wino, świecą w ciemności. Podobno mogą zjadać plastik. Mowa o grzybach. Wciąż mało o nich wiemy. Czyżby szły na ratunek ludzkości?

FOT. ANDREW RIDLEY / UNSPLASH.COM


JOLANTA BRÓZDA-WIŚNIEWSKA

Fauna i flora w języku potocznym zostały sobie poślubione w nierozerwalną frazę. Ale nie ma rady: nauka się rozwija, więc trzeba ten związek poszerzyć o fungę – królestwo grzybów. W szkole uczyliśmy się, że grzyby to rośliny. Bo rosną w ziemi, ale nie mają chlorofilu i nie prowadzą fotosyntezy. Ciało grzybowe zawiera chitynę, tak jak ciało owadów. Grzyby potrzebują dostawy pokarmu z zewnątrz oraz tlenu do oddychania, jak zwierzęta. Rozmnażają się bezpłciowo i płciowo w bardzo skomplikowany sposób. Kim więc są? 

Osobne królestwo grzybów wyodrębnił w 1969 roku amerykański ekolog Robert Whittaker. – Do nas doszło to z dużym opóźnieniem. Poznawałam grzyby na studiach jako rośliny skrytopłciowe, tak zwane kryptogamy – mówi dr hab. Marta Wrzosek z Uniwersytetu Warszawskiego, pierwsza prezes Polskiego Towarzystwa Mykologicznego. Fascynujące są jej popularyzatorskie wykłady o królestwie grzybów, podczas których podkreśla odrębność królestwa fungi i przedstawia jej personifikację – kobietę o splątanych włosach przypominających strzępki, które łączą się w kępki muchomorów. 

Grzyb od wieków budzi fascynację i strach. Obrósł legendami. Starożytne greckie miasto Mykeny wzięło swoją nazwę od grzyba, z którego wytrysnęła woda. Jest też opowiastka o św. Piotrze i Panu Jezusie, którzy wędrowali razem po świecie. Piotr niósł podarowany przez dobrego człowieka placek owsiany. Choć placek był dla nich obu, Piotr w sekrecie przed Jezusem go podgryzał. Kiedy Jezus odwracał się, by spojrzeć na apostoła, ten, żeby ukryć samolubny postępek, wypluwał placek. Zdarzyło się tak kilka razy. A że jedzenia marnować nie wolno, Zbawiciel zamieniał wyplute kęsy placka w grzyby – przysmak wiewiórek i wilków. Jak mówi mykolog leśny, prof. Andrzej Grzywacz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, człowiek podpatrywał zwierzęta i uznał, że skoro grzyby im nie szkodzą, to sam może ich spróbować. Niestety, nie zawsze grzyby, które smakują zwierzętom, są dla nas bezpieczne.

Święty Wojciech grzybiarz

Polacy mają w genach rytuał grzybobrania. Jego mistrzowskie przedstawienie znajduje się w Panu Tadeuszu. „Realizujemy się ciągle w »uroczystym obrzędzie grzybobrania«, które w opisie Mickiewicza zbliża się do poloneza”, pisze eseistka Marta Kwaśnicka. 

Grzyby przyrządzał na ostatnią w swoim życiu kolację główny patron Polski, św. Wojciech. W wieczór przed męczeństwem nazbierał i ugotował dla siebie i swoich towarzyszy fungorum herbarumque, jak to zostało zanotowane po łacinie w Pasji z Tegernsee, czyli w opisie jego misji i męczeńskiej śmierci. Prawdopodobnie grzyby nie mają tu znaczenia symbolicznego, ale w kulturze często grzyb symbolizuje zaświaty.

Prawie każdy Słowianin dzieli doświadczenie św. Wojciecha i od czasu do czasu udaje się na trzecie łowy, czyli na grzybobranie. Późnym latem i jesienią, kiedy deszcz popada (a grzyb potrzebuje wilgoci jak kania dżdżu), wstaje wcześnie rano, wkłada kalosze, bierze wiklinowy kosz i kozik, jeśli należy do frakcji zbieraczy ścinających grzyby u nasady, i rusza do lasu. Dozwolone jest zarówno ucinanie, jak i ukręcanie grzyba ręką, byle nie zniszczyć znajdującej się w ściółce grzybni. Zbiorowe zakładowe wyjazdy na grzyby obrosły legendami o towarzyszących im libacjach i o niedoświadczonych mieszczuchach gubiących się w lesie z braku respektu dla żywiołu. Z lat osiemdziesiątych pamiętam niemożliwie zatłoczony pociąg relacji Kraków–Kołobrzeg, do którego w nocy wsiadali mieszkańcy Górnego Śląska, żeby nad ranem wysiąść w lasach koło Piły i jeszcze tego samego dnia wracać z pełnymi koszami grzybów do swoich domów. Dziś wysyp grzybów jest i w lasach, i – do przesytu – na portalach społecznościowych w postaci sfotografowanych trofeów. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jolanta Brózda-Wiśniewska - ur. 1974, dziennikarka, publicystka, krytyk muzyczny. Absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu. W latach 2000-2008 dziennikarka działu kultury "Gazety Wyborczej" w Poznaniu. Publikowała także w "Uważam Rze", "Tygodniku Powszechnym", "Ruchu Muzycznym" i "Canorze". Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Anglii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WYSPY NIEWIEDZY

Bóg lubi prowincję

PILI-PALA SPOTYKA MISIA

SŁODYCZE WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

RE-WELACJA


komentarze



Facebook