Archwium > Numer 567 (11/2020) > Po co nam ślub > CZY CHCESZ MNIE ZROZUMIEĆ?

CZY CHCESZ MNIE ZROZUMIEĆ?
Jeśli kłótnia służy przewietrzeniu emocji i rozładowaniu napięcia bez krzywdzenia, unieważniania i poniżania drugiej osoby, to możemy ją uznać za część higieny w związku.

Piotr Świątkowski: Ja się z żoną nie kłócę. Ja z żoną milczę.

Bogdan de Barbaro: Gdybyśmy byli w gabinecie psychoterapeutycznym, zapytałbym, na jaki temat pan milczy i ile milczenie pana i pana żonę kosztuje. Za milczenie płaci się smutkiem i dolegliwościami psychosomatycznymi. Tłumiona złość odbija się na organizmie i przeżyciach. Sama idea niekłócenia się jest zacna, jeśli wynika z idealnej harmonii, w którą – nawiasem mówiąc – trudno jest uwierzyć. Idealna harmonia jest podejrzana, bo przecież różnimy się między sobą. Mamy różne potrzeby, słabości i zasoby. Inaczej reagujemy na niebezpieczeństwo. Inaczej wyrażamy radość. Mamy różne pomysły pedagogiczne dotyczące naszych dzieci. Moglibyśmy godzinami mnożyć różnice. Pytanie, co zrobić z różnicą. Czy ją zwalczamy w partnerze, czy ją szanujemy?

Ja się z żoną nie kłócę. Ja na żonę warczę.

Czyli zaprasza pan do kłótni. Jeśli odburknę partnerowi, wyładuję się i idę dalej, to niech sobie to warknięcie będzie, bo jest szansa, że rozpuści złość. Ale jeżeli warczenie poniża albo jest unieważniające, to jest gorsze od kłótni.

O co się kłócą pana klienci?

Treść kłótni właściwie nie ma znaczenia. Co za różnica, czy żona ma do męża pretensję, że nie odnosi talerza do kuchni, a on do żony, że znowu wyczyściła kartę kredytową. Kłótnia odbywa się według klucza – może ja nie jestem w porządku, ale ty jeszcze bardziej jesteś nie w porządku. Jeśli ktoś czuje się nie w porządku, to może szukać ulgi w unieważnianiu drugiej osoby.

Wiem, że ciebie boli głowa, ale mnie boli bardziej. Ja z gorączką pracuję, nie leżę. Mógłbyś chociaż potrzymać garnek.

Licytujemy się, komu gorzej. Ale gdyby to było tylko tyle, to pół biedy. Pod licytacją znajdziemy pytanie: Dlaczego mnie nie wspierasz, skoro jest mi źle? Niedostatecznie mi współczujesz. Nie opiekujesz się mną, a ja doznaję krzywdy. Nie wyrażamy wprost wołania naszego wewnętrznego dziecka, więc wymuszamy troskę licytacją na nieszczęścia. Pamiętajmy, że każdy z nas przynosi do związku swoją historię. Ona też ma wielkie znaczenie.

Nie każda szkoła terapeutyczna lubi sięgać do dzieciństwa.

W gabinecie terapeutycznym spotykają się trzy perspektywy. Pierwsza to nasza przeszłość, druga – to wydarzenia bieżące i trzecia – to, co się dzieje między pacjentem a terapeutą. Te trzy obszary przeplatają się z sobą i się w sobie przeglądają. Są szkoły terapeutyczne, które zatrzymują się na tym, co dziś i jutro. Uważam, że abstrahowanie od przeszłości byłoby odwracaniem się od źródeł problemów i objawów. Przecież istnieje związek między wczoraj a dziś. Wgląd w to, co niegdyś, wydaje mi się nieodzowny.

Rodzice nie poświęcali czasu, nie opiekowali się, więc dorosły nie opiekuje się ani sobą, ani partnerem?

Może nam się wydawać, że nasz świat z czasów, gdy mieliśmy pięć lat, nie ma nic wspólnego ze światem, gdy mamy pięćdziesiąt lat. A tymczasem wzorce, zranienia i zasoby wyniesione z dzieciństwa tworzą matrycę, w którą wpisują się doświadczenia bieżące. Doświadczenia z przeszłości są okularami, przez które spoglądamy na teraźniejszość. Jako chłopiec pięcioletni czułem się odrzucany, a więc czterdzieści pięć lat później będę przyglądał się, jak ludzie zachowują się wobec mnie. Będę antycypował odrzucenie i okaże się, że wszystko wokół będzie to potwierdzało. Jeśli matka mnie odrzucała, odrzuca mnie żona. Ale czy ona naprawdę mnie odrzuca? Samoświadomość i wgląd w siebie pomoże mi zrozumieć, że odrzucająca matka w moim przeżywaniu zasłania mi żonę. Jeśli zobaczę w żonie odrzucenie z dzieciństwa, będę się tak zachowywał, że w konsekwencji spełni się przepowiednia. I w ten sposób odtworzę uraz z dzieciństwa.

Deklarujemy, że jesteśmy otwarci, dajemy wolność partnerowi, akceptujemy go. Aż po obiedzie wybucha awantura o nieodniesione talerze.

Mówimy o mechanizmach, które nie dzieją się w warstwie świadomej. Jeśli zapytamy małżonków o ich wolę, powiedzą o otwartości i wolności dawanej partnerowi. Wolimy o sobie myśleć raczej dobrze niż źle. Bo my naprawdę chcemy dobrze. Nasze uwięzienie w przeszłości może być dyskretne. Poczucie, że talerze muszą być równo położone, wyniosłem z przeszłości razem z emocjami, które zakładają to przekonanie. Gdy w dzieciństwie układałem talerze nierówno, ojciec na mnie krzyczał albo byłem świadkiem kłótni rodziców o porządek w kuchni. Nie jednej kłótni ani nie dwóch. Uczucia konstruują nasze myślenie.

Po dwóch latach terapii psychodynamicznej doszedłem do wniosku, że właściwie jedynym moim problemem jest niechęć do poważnej rozmowy z moją żoną. I tylko rozmowy z żoną pozwolą mi iść dalej.

Myślę, że to trafny wniosek. Gdyby trafił pan na terapię systemową, terapeuta zacząłby od tego tematu. Dla konfliktów w związku terapią pierwszego wyboru jest terapia obojga.

Tematem naszej rozmowy jest kłótnia, a my rozmawiamy o relacji.

Naszą intencją jest wzajemnie się wzbogacić. Pana intencją jest dowiedzieć się czegoś ode mnie, a nie zwalczać mój pogląd. Moją intencją jest przydać się panu, a nie pana pouczać. Ważne są wstępne intencje. Ludzie ze sobą rozmawiają z różnych powodów, dla realizowania różnych celów. Politycy rozmawiają, aby się wzajemnie unieważnić. Wczoraj oglądałem rozmowę w telewizji, w czasie której cała trójka, czyli dwóch polityków i dziennikarz, mówiła przez kilkanaście sekund jednocześnie. Byli zainteresowani niszczeniem się nawzajem. Była to kłótnia. Zauważmy, że różne są powody, dla których mówimy. Artyści mówią, żeby się wyrazić. Ale gdy chcemy być w dialogu, tak jak my w tej chwili, to naszą intencją jest to, żeby się wzajemnie zrozumieć. Ja mam sprawić, żeby pan miał więcej wiedzy na temat kłótni, a pan ma sprawić, żebym sprawniej docierał do moich myśli. To jest istotna różnica między nami a monologiem artysty czy potyczkami polityków.

Jak przerwać kłótnię?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Bogdan de Barbaro - ur. 1949, psychiatra i psychoterapeuta, kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, napisał bądź współredagował m.in. "Wprowadzenie do systemowego rozumienia rodziny", "Pacjent w swojej rodzinie", "Terapia rodzin a perspektywa feministyczna". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

NIEMIŁOŚĆ

BYĆ BLIŻEJ

Szczęście czy sukces?

ŚWIĘTY AUGUSTYN NIE WYSTARCZY

JAK KSIĄDZ RYSIO URATOWAŁ WIEJSKĄ SZKOŁĘ


komentarze



Facebook