Bądź moim światłem

V niedziela zwykła, 6 lutego 2011 roku

Iz 58,7–10  Ps 112  1 Kor 2,1–5  Mt 5,13–16

W swojej pierwszej encyklice Deus caritas est papież Benedykt XVI zwraca uwagę na to, że spotkanie z Bogiem zawsze prowadzi do czynnej miłości wobec drugiego człowieka. Człowiek, doświadczając Bożej miłości, nie jest w stanie zatrzymać jej tylko dla siebie, lecz pojawia się w nim potrzeba dzielenia się nią z innymi. Papież zauważa jednak jeszcze odwrotne zjawisko. Miłość bliźniego staje się dla człowieka drogą do poznania Boga. Nie jest więc ona jedynie działalnością charytatywną, lecz drogą do spotkania z Nim. W tym duchu komentuje Ewangelię św. Augustyn. Boga nikt nigdy nie widział, jednak „abyś nie sądził, że wobec tego nie możesz w ogóle oglądać Boga, posłuchaj słów Apostoła: »Bóg jest miłością; kto trwa w miłości, trwa w Bogu«. A więc miłuj bliźniego i rozpoznaj w sobie źródło tej miłości, a w nim dojrzysz Boga w tej mierze, w jakiej to jest możliwe”. Boga możemy ujrzeć w źródle miłości, które znajduje się w naszym sercu.

Piękny przykład takiej postawy pozostawiła nam św. Teresa z Lisieux. Dręczona pokusami przeciw wierze, czując, że wznosi się przed nią wysoki mur odgradzający ją od nieba, zastanawiała się, jak ma dalej żyć. Czytając Pismo Święte, natrafiła na fragment z Księgi Izajasza: „Podziel się swoim chlebem z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza” (Iz 58,7–8). Pod natchnieniem tych słów dokonała genialnego odkrycia: jeśli lampa mojej wiary przygasła, zapalę lampę miłości bliźniego, a to da mi pewność, że nie zgubię drogi do Niebieskiej Ojczyzny. Święty Augustyn pięknie to ujął, pisząc: „Miłując bliźniego i troszcząc się o niego, przemierzasz drogę. Jaką drogę? Drogę wiodącą do Boga, którego mamy miłować całym sercem, całą duszą i całym umysłem. Nie doszliśmy jeszcze do Boga, ale mamy z sobą naszego bliźniego. Weź więc na siebie tego, który ci towarzyszy w drodze, abyś doszedł do Tego, z którym pragniesz przebywać”.

Jest jeszcze trzeci aspekt tej tajemnicy podwójnego przykazania miłości, które zostawił nam Jezus. Miłując bliźniego, stajemy się świadectwem dla tych, którzy Boga nie znają. Już nie ja, który pomagam drugiemu człowiekowi, odkrywam w sobie i w nim miłość Bożą, ale ten, który mi pomaga, staje się dla mnie dowodem Bożej miłości. To właśnie oznacza „być solą”, „być światłem” dla świata. Najdobitniej ten rys miłości bliźniego jest chyba widoczny w życiu i posłudze bł. Matki Teresy, której sam Jezus wyznaczył misję: Idź, bądź moim światłem.


Wojciech Surówka OP - ur. 1975, dominikanin, duszpasterz Lednicy 2000, mieszka na Polach Lednickich. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Fregit

ILE RAZY?

BUTY

PAŚĆ ZNACZY KOCHAĆ

POSŁUGA JEDNANIA


komentarze



Facebook