Z perspektywy nieba

Uroczystość Narodzenia Pańskiego, 25 grudnia 2010 roku

Iz 52,7–10  Ps 98  Hbr 1,1–6  J 1,1–18

Nie ma innych świąt religijnych, które miałyby tak bardzo ludzki charakter. Wpatrując się w historię sprzed dwóch tysięcy lat, stajemy wobec tajemnicy Emmanuela-Boga z nami, przyjmującego na siebie całą kruchość i ulotność ludzkiej kondycji. Rozpoznajemy w niej Boga, który nie jest nieskończenie odległy od naszego życia, ale nieskończenie mu bliski, także temu, co nam samym wydaje się błahe i niepozorne. Myślimy o bezbronności dziecka i o ludzkiej miłości, która otoczyła nowe życie. To, co ulotne i na wskroś ludzkie, okazuje się warte obecności samego Boga.

A jednak sekwencja wydarzeń, które miały miejsce dwa tysiące lat temu, rozgrywa się także na bardziej odległym planie – takim, który przekracza wszystko to, co uznajemy za bliskie i swojskie. Dziecko, które się narodziło, jest tam słowem wydanym w trwającej od wieków walce. Słowem tak niespodziewanym i niesłychanym, że znane nam zdumienie trzech magów jest tylko słabym odbiciem niebios osłupiałych wobec tajemnicy narodzin Odwiecznego. Tam, w niebiosach, przyjście Pana rozgrywa się w całej doniosłości, którą my rozumiemy jedynie fragmentarycznie. Z tamtej też perspektywy można by dopiero w pełni zrozumieć to, co wydarzyło się w Betlejem, z wszystkimi płynącymi z tego konsekwencjami dla świata i dla nas samych.

Jeśli bowiem – jak wierzymy i wyznajemy – Jego narodzenie było naprawdę początkiem końca zła ciemiężącego ziemię od grzechu Adama, to wydarzenia te nie wlewają tylko odrobiny ciepła w nasze serca. One nas potężnie uzdalniają do tego, by cały nasz świat wywrócić do góry nogami, by wszystko od nowa pomyśleć. By dotknąć spraw, których nie ruszamy od lat i których aż boimy się dotknąć, lękając się kolejnych niepowodzeń. By przebaczyć wyrządzone nam kiedyś zło, które zmieniło nasze życie i którego pamięć przez całe lata odbiera naszym sercom radość i pokój. By pomimo lęku i jak najgorszych doświadczeń spróbować powierzyć siebie innym ludziom w takiej bezbronności, której początek znajdujemy w bezbronności Dziecka wydającego się w nasze ręce.

To, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu, dało początek nowemu światu. Wskutek narodzin Dziecka długa grudniowa noc została przełamana. Zło nie zostało jeszcze tym samym unicestwione, ale kierunek został definitywnie odwrócony. Ku wiośnie, ku owocności.


Maciej Roszkowski OP - ur. 1973, dominikanin. Obecnie przebywa na studiach doktoranckich we Fryburgu szwajcarskim. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Gwałtowność

Walka o teraźniejszość

Gest miłości

Obrońca u Boga

Ewangeliczna chłosta


komentarze



Facebook