Archwium > Numer 447 (11/2010) > Szukającym drogi > Nieuczciwe miłosierdzie

Nieuczciwe miłosierdzie

Wydawać się może, że pewne problemy moralne, z którymi ludzie borykali się dawniej, dziś nas nie dotyczą. Jednak warto czasami się im przyjrzeć. Okazuje się bowiem, że dzięki takim przypomnieniom można zobaczyć coś bardzo ważnego.

Czy mogą nas czegoś nauczyć niepokoje dawnych mędrców o to, by miłosierdzie okazywane ludziom potrzebującym nie było skażone żadną nieuczciwością?

Rozdawać innym cudze?

Święty Jan Złotousty ostro upominał swoich słuchaczy, żeby nie mylili miłosierdzia ze złodziejskim zakłamaniem: „Lepiej jest nic nie dawać, niż dawać innym cudze. Gdybyś zobaczył dwóch ludzi, jednego nagiego, a drugiego odzianego w szatę, i gdybyś następnie zerwał szatę z tego, który był w nią odziany, i odział w nią nagiego, czy nie uczyniłbyś niczego złego? Zatem czy nie ściągniesz na siebie wielkiej kary, jeśli dajesz małą cząstkę z tego, co zdarłeś z innych, i w dodatku nazywasz to jeszcze jałmużną?”1.

Wymyślona przez proroka Natana opowieść o niegodziwym bogaczu, który w „dobrym” celu obrabował ubogiego, nie wywarłaby na królu Dawidzie takiego wrażenia, gdyby nie mieściła się w granicach prawdopodobieństwa. Przypomnijmy ją: „W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła, biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył. On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka. Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał. Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego” (2 Sm 12,1–4).

Prorok Natan wymyślił tę opowieść, by upomnieć króla w związku ze zbrodnią, której ten się dopuścił. Problem jest jednak bardzo realny, skoro odbija się tak szerokim echem w przysłowiach i różnych powiedzeniach. „Obdarza tym, co nie jego” – mówimy – „cudzego nie żal”, „szczodry z cudzego majątku”, „dobrodziej z kasy publicznej”, „hojny z cudzych portek”, „rozdaje z cudzej kieszeni”. Takich powiedzonek znalazłoby się zapewne więcej.

Dzisiaj ten rodzaj „miłosierdzia” świadczony jest najczęściej z pieniędzy publicznych. Nieraz odnosi się wrażenie, że tworzenie synekur oraz łatwość powoływania na dobrze płatne stanowiska ludzi przypadkowych stały się plagą naszego życia społecznego. Są posady wynagradzane wysoko, bo wymagają wysokich kompetencji, ale nieodpowiedzialni „dobrodzieje” powołują na nie nieraz ignorantów i nieudaczników, bo ktoś się za nimi wstawił. Wina tych „dobrodziejów” jest wielka, nawet jeżeli takie nieodpowiedzialne decyzje im samym nie przynoszą żadnych korzyści finansowych. Jej miarą są gigantyczne nieraz szkody, które wepchnięci na wysokie i odpowiedzialne stanowiska nieprofesjonalni pracownicy powodują swoimi zaniedbaniami i błędnymi decyzjami.

Zjawisko nie rozrosłoby się do takich rozmiarów, gdyby udało nam się osiągnąć społeczną zgodę co do tego, że jest zwyczajną nieprzyzwoitością zabiegać o tego rodzaju protekcję.

Wspomagać ubogich z ukradzionego?

Istotę tego wypaczenia genialnie oddaje ludowe powiedzenie: „Ukradł jabłko i z biednymi podzielił się ogryzkiem!”. Święty Tomasz z Akwinu mówił z całą jasnością: Niech taki odda prawowitemu właścicielowi to, co mu zabrał, i niech nie udaje fałszywie dobroczyńcy ubogich2. Natomiast św. Augustyn przenikliwie zauważa, że złodziej za pomocą takiego „miłosierdzia” próbuje niekiedy przekupić Pana Boga. Argumentacja Augustyna jest prosta:

Ubogim pomagajcie z tego, co uczciwie zapracujecie; dzielcie się tym, co posiadacie sprawiedliwie. Nie oszukacie przecież Chrystusa, kiedy staniecie przed Jego sądem. On zawoła wtedy ubogich, których obrabowaliście. Jeżeli ty, silniejszy i mocniejszy, odebrałeś słabszemu jego własność, a on wezwie cię przed sędziego tej ziemi, aby między wami rozsądził, a ty będziesz próbował z tego, co zrabowałeś ubogiemu, coś dać temu sędziemu, aby wydał wyrok na twoją korzyść – czyż spojrzy na ciebie łaskawym okiem? Taka jest moc sprawiedliwości, że tym więcej mu się narazisz. Zatem nie wyobrażaj sobie, że Boga można przekupić; wyrzuć tego bożka [tzn. fałszywy obraz prawdziwego Boga] z świątyni twego serca. Bóg nie jest takim, jakim również ty być nie powinieneś. Przecież Bóg twój jest lepszy niż ty. On jest bardziej sprawiedliwy, On jest źródłem sprawiedliwości3.

W starożytnym chrześcijaństwie nieuczciwych pieniędzy lękano się do tego stopnia, że duchownych odpowiedzialnych za kościelne instytucje charytatywne zobowiązywano do starannego badania, kim są ludzie gotowi wspomagać te instytucje. Nie wolno bowiem było przyjmować ofiar na ubogich od kogokolwiek, kto budził podejrzenie, że swój zawód wykonuje niezgodnie z prawem moralnym. W Didaskaliach, anonimowym dokumencie z III wieku, znajduje się długa lista osób, których nie powinno się dopuścić do udziału w charytatywnym dziele Kościoła:

Nie należy przyjmować „ofiar na dożywianie sierot i wdów od bogaczy, którzy bliźnich zamykają w więzieniu, źle traktują niewolników, tyranię stosują w swych miastach, gnębią biedaków; od nikczemników i ludzi, co ciała swego haniebnie nadużywają, od przestępców wreszcie, od fałszerzy, od nieuczciwych adwokatów, kłamliwych oskarżycieli, stronniczych sędziów, malarzy i rzeźbiarzy bożków pogańskich, złodziejskich jubilerów, niesumiennych celników, jasnowidzów, fałszerzy wag i miar, szynkarzy dolewających wody, żołnierzy wywołujących burdy, morderców, oprawców sądowych, a także od wszystkich urzędników rzymskich, splamionych wojnami i przelewających bez sądu krew niewinną; (…) od bałwochwalców, od nieczystych, od takich, co wymuszają opłaty i uprawiają lichwę. Kto ofiary takich ludzi obraca na utrzymanie wdów, ten odpowie za to w dniu Sądu Pańskiego, bowiem Pismo Święte mówi: »Lepiej w miłości i przyjaźni jadać jarzyny, niż w nienawiści bić tuczne woły« (Prz 15,17)4.

Nawet jeśli tak rygorystycznie sformułowane zalecenia nie zawsze były przestrzegane, to jednak utrwalały one świadomość, że nie godzi się zarabiać na życie ani powiększać swojego majątku działaniami, które nie podobają się Bogu.

Zapewne nie było pokolenia, żeby ktoś nie próbował jakimiś aktami niby to charytatywnymi przyklepać swojego złodziejstwa czy innych nieuczciwości. Przypomina mi się gorzka refleksja jednego z naszych XIX-wiecznych satyryków:

Uboga, głodna wreszcie,
Skradła bochenek chleba
Złodziej! złodziej! złodziej!
Skradł milion – dał na kweście
Aż tysiąc; wielkie nieba!
Dobrodziej! dobrodziej!

Ale właśnie dlatego, że takie sytuacje się zdarzają, trzeba o nich mówić. Trzeba przypominać o dobru i przestrzegać przed złem. Na pewno przynajmniej niektórzy ludzie to usłyszą.

1 Św. Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię według św. Mateusza, 83,5, przeł. Jan Krystaniecki i Arkadiusz Baron, cz. 2, Kraków 2001, s. 486. 2 Suma teologiczna, 2–2 q. 32 a. 7. 3 Św. Augustyn, Sermo 113,2 (PL 38,649); przekład własny. 4 Didaskalia czyli katolicka nauka Apostołów, cap. 18, w: Marian Michalski, Antologia literatury patrystycznej, t. 1, Warszawa 1975, s. 329. W Tradycji apostolskiej [lib. 2 cap. 15], dokumencie nieco wcześniejszym, przypisywanym Hipolitowi Rzymskiemu, znajduje się lista analogiczna, jednak jej celem jest pouczenie, jakich ludzi nie powinno się dopuszczać do chrztu (Henryk Paprocki, Hipolita Rzymskiego Tradycja apostolska, Studia Theologica Varsaviensia 14 (1976) nr 1, s. 156n).

 


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

"Nauczać kobiecie nie pozwalam" (1 Tm 2,12)

Gdzie wtedy byłeś?

Autor pominął trzy wypowiedzi

Głód Eucharystii

Obecność religii w życiu publicznym


komentarze



Facebook