Archwium > Numer 441 (05/2010) > Szukającym drogi > Ile jest dogmatów wiary?

Ile jest dogmatów wiary?
Ile jest dogmatów wiary? Czy istnieje jakiś oficjalny wykaz dogmatów, jakie są wyznawane w Kościele katolickim? Spróbujmy się zastanowić, dlaczego nikt takich wykazów jakoś nie sporządzał.

Przyjąć i nie dyskutować

A ile jest praw przyrody? – zaczął kiedyś odpowiadać pytaniem na pytanie profesor chemii, który regularnie uczestniczy w prowadzonej przeze mnie grupie religijnej. I zaproponował następującą odpowiedź: Praw przyrody jest tyle, ile ich potrzebujemy do objaśnienia tego, co w przyrodzie udało nam się już poznać. Badacza przyrody interesuje nie tyle liczba praw, którymi ona się rządzi, ale raczej poznawanie jej samej i lepsze rozumienie tego, co dotychczas było przed nami zakryte.

Analogia wydaje się trafna. Dogmatów wiary jest tyle, ile ich rozpoznał starający się jak najwierniej głosić Chrystusa Kościół. Tak jak przyrodoznawca, choć swoimi badaniami przyczynia się do lepszego poznania praw przyrody, nie zajmuje się ustalaniem ich liczby, bo swoją uwagę kieruje przede wszystkim na poznawanie samej przyrody – podobnie Kościołowi chodzi przede wszystkim o to, żeby głosić Chrystusa Pana prawdziwie i z miłością, a dogmaty wiary Kościół woli głosić i objaśniać, niż je liczyć. Przecież w Kościele wierzymy w dogmaty ze względu na Chrystusa, a nie dla nich samych.

Bo czym jest dogmat wiary? Jest to zdanie – powiada św. Tomasz z Akwinu – wyrażające nieomylnie prawdę wiary, ku tej prawdzie zmierzające. Zatem wierzymy nie tyle w zdanie, w którym dany dogmat jest wyrażony, ale w prawdę, na którą ono wskazuje i którą przed nami odsłania. Zarazem nigdy dość podkreślania, że prawda wiary zawsze jest większa od zdań, w których ją wyrażamy, toteż zgłębiać ją możemy coraz bardziej i z góry wiadomo, że do końca nie zgłębimy jej nigdy.

Nieżyczliwa wierze mentalność oświeceniowa narzuciła nam takie rozumienie dogmatu wiary, że jest to zdanie, które mamy przyjąć i nie dyskutować, nawet jeżeli go nie rozumiemy albo wydaje nam się ono absurdalne. W rzeczywistości, z dogmatami wiary jest zupełnie inaczej. Wskazując na prawdę wiary, dogmat zaprasza do jej zgłębiania, a dopiero zgłębiając prawdę wiary, można docenić jej wspaniałość i przyjmować ją jako swoją własną prawdę. Oddajmy to za pomocą prostej metafory. Podróżujący przez pustynię, który ugania się za kolejnymi fatamorganami, będzie usychał z pragnienia, dopóki naprawdę nie znajdzie wody. Otóż dogmat wiary to jest poniekąd wskazanie na studnię, w której znajduje się woda żywa, to jakby zaproszenie: „stąd czerp, tutaj znajduje się prawda, mocą której na pewno dojdziesz do życia wiecznego”.

Dogmat wiary – powiedzmy to samo za pomocą innej metafory – to jakby wskazówka, że ta oto ziemia jest bogata w złoto, że jeżeli tutaj będziesz kopał, to do złota dokopiesz się na pewno i będziesz go znajdował coraz więcej. Przyjęcie dogmatu, aprobata dla zawartej w nim prawdy, to dopiero początek duchowej przygody, która dzięki temu dogmatowi nas czeka. Bardzo wielu katolików zna to z własnego doświadczenia, że dopiero po latach zaczyna mnie zachwycać i mieć realny wpływ na moje życie dogmat, w który wierzyłem od dawna.

Jakim prawem Kościół żąda od nas przyjęcia dogmatów?

Jeszcze dwa inne niepokoje formułowane są w związku z dogmatami: Jakim prawem Kościół żąda od nas przyjęcia dogmatów? Może faktycznie narusza to naszą umysłową suwerenność? A ponadto: Czy nieomylność, którą Kościół przypisuje głoszonym przez siebie dogmatom, może być cechą w ogóle jakichkolwiek ludzkich twierdzeń?

Oba pytania dają okazję do przypomnienia tego, co jest absolutnie jedyne i niepowtarzalne w wierze chrześcijańskiej. Mianowicie nasza wiara chrześcijańska nie jest dziełem ludzi, jej początkiem jest dar, jaki ludzkość rzeczywiście – a nie w jakichś wyobrażeniach życzeniowych – otrzymała od Boga w osobie Jego Syna. Po prostu to się stało naprawdę, że Bóg „Syna swego Jednorodzonego nam dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Gdyby Pan Jezus był tylko genialnym mędrcem, obdarzonym nadzwyczajną charyzmą religijną, to Jego nauki – podobnie jak nauczanie innych wielkich ludzi, również tych najmądrzejszych – nie byłyby nieomylne i można by je było poprawiać oraz uzupełniać. Przyjmowanie wówczas jakichkolwiek dogmatów świadczyłoby o duchowej niedojrzałości albo i gorzej – o umysłowym zniewoleniu. Dlatego nie trzeba się dziwić temu, że ludzie niewierzący niekiedy w ogóle nie są w stanie zrozumieć jak to możliwe, że ich wierzący znajomi, których nieraz podziwiają za ich intelektualną samodzielność, aprobują dogmaty wiary, co więcej – wcale się tego nie wstydzą.
Bo sens i wartość dogmatów wiary można zobaczyć dopiero w wierze, że Pan Jezus jest Synem Bożym, przez którego świat został stworzony i który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem, po dokonaniu zaś naszego odkupienia przez mękę i śmierć na krzyżu, zmartwychwstał. Stało się to w ściśle określonym miejscu i czasie, ale stało się to dla zbawienia wszystkich ludzi, wszystkich kolejnych pokoleń aż do końca świata.

Otóż jeżeli naprawdę Ojciec Przedwieczny posunął swoją miłość aż do tego, że dał nam własnego Syna, to niewątpliwie dał nam Go w taki sposób, ażeby wszyscy ludzie – niezależnie od tego, w jakim miejscu i czasie się znajdują – mogli mieć autentyczny dostęp do Niego i do Jego darów. I niewątpliwie potrafił zatroszczyć się o to, ażeby Jego Ewangelia w ciągu wieków i tysiącleci nie uległa przeinaczeniu.

Po to właśnie Jezus Chrystus wybrał apostołów i założył Kościół, ażeby był on depozytariuszem prawdy o Nim („Kto was słucha, Mnie słucha”, Łk 10,16), a także szafarzem Jego przebaczenia („Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone”, J 20,23) oraz realnej Jego obecności, w sakramencie Eucharystii, wśród tych, którzy w Niego uwierzyli („To czyńcie na moją pamiątkę”, Łk 22,19).

Rzecz jasna, ludzie różnie patrzą na Kościół. Ponieważ jednak Kościół naprawdę (a nie tylko w przeświadczeniach katolików) jest darem Bożym, zapewniającym nam duchową przestrzeń, w której wierzący mają realny dostęp do nauki i łaski naszego Zbawiciela, a nawet do Niego samego, dobrze jest naszą wiarę w Niego, w Jezusa Chrystusa, rozciągnąć również na Kościół. Wtedy natychmiast zrozumiemy, że dogmatów wiary nikt nam nie narzuca, ale są one niedającą się przecenić pomocą samego Ducha Świętego (por. J 14,26), żebyśmy mogli autentycznie i coraz głębiej rozumieć Ewangelię.

Zrozumiemy ponadto, że nieomylne nauczanie wiary jest bardziej nawet obowiązkiem Kościoła niż przywilejem – obowiązkiem nieporównanie ważniejszym niż ścisła powinność podczas grzybobrania nieomylnego rozróżniania grzybów jadalnych od trujących. Nieomylność grzybiarzy chroni bowiem życie doczesne, od tego natomiast, czy otwieramy się na autentyczną prawdę Bożą, czy na jej falsyfikaty, może zależeć nasze życie wieczne.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Skłócone dzieci jednego Kościoła

Relikwie świętych

PROCES UCHWALANIA DOGMATÓW

Zwodniczy urok New Age

Bracia Pana Jezusa


komentarze



Facebook