Zapomniane wyznanie
Iz 62,1-5 Ps 96 1 Kor 12,4-11 J 2,1-12

Izrael został utkany z miłości, którą obdarzył go Bóg. Ten, który był najpierw nie-ludem, a następnie – poprzez sprzeniewierzenie się Bożemu wyborowi – zasłużył na miano nierządnicy, zostaje na nowo przez Boga przywołany i utwierdzony w przymierzu. Słowem, które dominuje w dzisiejszym opisie powołania Izraela, jest oblubieńczość. Usiłuję sobie przypomnieć, ile kazań zdarzyło mi się słyszeć o Kościele jako Oblubienicy Chrystusa. Niewiele, mówiąc oględnie.

Powiedzmy, że niejednokrotnie to my, księża, nie jesteśmy ani dość święci, ani szczególnie mocno związani z Bogiem i dla­tego milczymy w tej sprawie. Z drugiej strony nam się zdaje, że także dla Was nie jest to najważniejsze. Jeśli zaś w istocie nie jest to temat, który by porywał nasze serca, to skupiamy się w kazaniach i modlitwach na sprawach bardziej żywotnych.

Oczywiście można na to spojrzeć jeszcze inaczej: fundamentalne sprawy są jasne i wiadome i nawet w dobrych i kochających się związkach małżonkowie nie szepczą sobie do końca życia wyznań miłości, ale po prostu żyją razem, starając się poświęcać temu, w co wspólnie wierzą.

Nie jestem jednak pewien, czy myśląc tak, nie popełniamy błędu. To, że nie mówimy o miłości, da się najczęściej wytłumaczyć w sposób najprostszy – tzn. jej deficytem. I nawet jeśli dotyczy tylko części kapłanów i świeckich, i tak jest to konstatacja bardzo smutna.

To, co piszę, nie zmierza oczywiście do końcowego apelu o zgaszenie światła w Kościele. Gorąco wierzę, że to, co „oblubieńcze”, jest do odzyskania. Musimy jednak, po pierwsze, nie udawać, że wszystko jest w porządku i że taka jest zwyczajna kolej rzeczy; po drugie, zachować nadzieję na zmianę; po trzecie, płakać nad obecnym stanem rzeczy (bo nad niektórymi sprawami należy płakać); po czwarte wreszcie, możemy zastosować się do rady C.S. Lewisa, który twierdził, że jeśli chcemy kochać, a odkrywamy, że nasze serce jest zimne, powinniśmy się zachowywać właśnie tak, jak gdybyśmy (!) naprawdę kochali. Powinniśmy więc USIŁOWAĆ wspominać, USIŁOWAĆ szeptać, USIŁOWAĆ trwać myślą. I wytrzymać świadomość, że być może przez całe miesiące i lata będziemy to robić nie z miłosnego pragnienia, ale wyraźnie się przymuszając.

Przecież dobry Bóg w końcu ulituje się nad nami i odmieni nasze serca.


Maciej Roszkowski OP - ur. 1973, dominikanin. Obecnie przebywa na studiach doktoranckich we Fryburgu szwajcarskim. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Oswajanie śmierci

Ideał braterstwa

Gest miłości

Walka o nadzieję

Walka o teraźniejszość


komentarze



Facebook