Archwium > Numer 435 (11/2009) > Szukającym drogi > Będziemy porwani w powietrze, na obłoki, naprzeciw Pana

Będziemy porwani w powietrze, na obłoki, naprzeciw Pana

Poświęciłem ostatnio trochę czasu, by sprawdzić, w jaki sposób i jak często werset powyższy pomagał objaśniać wiarę wielkim nauczycielom Kościoła. Zająłem się tym pod wpływem młodego człowieka, który na swojej drodze do wiary potknął się o to zdanie. „W głowie mi się nie mieści – mówił – żeby wiara w Chrystusa żądała ode mnie otwarcia się na tak prymitywne wyobrażenia”.

Uświadomiłem sobie wówczas, że ja sam w ciągu dziesiątków lat mojej posługi duszpasterskiej chyba ani razu nie przywoływałem przytoczonych w tytule słów apostoła Pawła. Czyżby ten fragment słowa Bożego stał się w mojej duszy martwy?

Oszałamiające bogactwo interpretacji patrystycznych

W pismach ojców Kościoła znalazłem bezmiar objaśnień, nawiązań i aluzji do słów, że „będziemy porwani w powietrze, na obłoki, naprzeciw Pana”. Tutaj przytoczę tylko niewielką część tego, co znalazłem. I pierwsze zdumienie: Ani razu nie nawiązuje do tych tekstów święty Tomasz z Akwinu w swoich największych dziełach (Komentarz do Sentencji, Summa Contra gentiles, Summa teologiczna) – tylko kilka, jednak dość banalnych odniesień, znajduje się w jego komentarzach biblijnych.

Pierwsze wyjaśnienie tego faktu narzucało się samo: święty Tomasz jest tym teologiem, który zdecydowanie bardziej woli myśleć pojęciami niż symbolami. Stąd wstępna hipoteza: Być może stępiła się nasza wrażliwość na symboliczne wymiary rzeczywistości, a zarazem jednak podświadomie czujemy, że sam apostoł Paweł nie traktował przecież swojej wypowiedzi z materialną dosłownością.

Bliższy kontakt z tekstami ojców Kościoła potwierdza tę hipotezę. Oto na przykład Tertulianowi (Przeciw Marcjonowi, 3,24,11) w ok. 210 roku słowa apostoła Pawła o tym, że będziemy porwani na obłoki naprzeciw Pana, natychmiast kojarzą się z dwoma obrazami ze Starego Testamentu. Po pierwsze, z fragmentem zarysowanej przez proroka Izajasza wizji odnowionej Jerozolimy: „Kto to są ci, co lecą jak chmury i jak gołębie do okien swego gołębnika?” (Iz 60,8), i po wtóre, z wizją proroka Daniela, że „oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy” (Dn 7,13). Zatem nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, że Tertulian myśli tu symbolicznie.

Święty Hieronim w roku 406 zauważy, że nasze wznoszenie się do nieba zaczyna się już teraz: „Przez obłoki należy rozumieć proroków i apostołów. Jeżeli więc ktoś zostaje pochwycony do Chrystusa, wstępuje nad obłoki Prawa i Ewangelii, nad proroków i apostołów, a wziąwszy skrzydła gołębicy i przez ich naukę podniesiony na wysokości, kieruje się nie na dół, lecz w powietrze i ku duchowemu rozumieniu Pisma” (List 119,10).

Kilkanaście lat później święty Augustyn będzie mówił dość podobnie: że chmurami, które wznoszą do nieba, czyli do Pisma Świętego, są nauczyciele wiary. I zakończy Augustyn swoje uwagi osobistym westchnieniem: „Oby i mnie Pan Bóg raczył zaliczyć pomiędzy któreś z tych chmur” (Objaśnienie 1 Psalmu 103,11).

Najbardziej monumentalnie obraz porwania nas na obłoki naprzeciw Pana objaśnia chrzciciel Augustyna, święty Ambroży. Znajduje on dwie starotestamentalne antycypacje tej obietnicy: wniebowzięcie Henocha (Rdz 5,24) oraz proroka Eliasza (2 Krl 2,11). Oba te tajemnicze wydarzenia zapowiadały, zdaniem św. Ambrożego, przyszłe wniebowzięcie Kościoła. Wielki Biskup Mediolanu wskazuje jednak na dwie zasadnicze różnice: Henoch został wzięty, aby złość nie zmieniła jego serca, Kościół zostanie przeniesiony do nieba, kiedy już Chrystus przemieni go ostatecznie w „swoją oblubienicę chwalebną, świętą, nieskalaną i bez zmazy”. Eliasz został wzięty tylko sam jeden, Kościół będzie wzięty jako niedające się policzyć „Miasto, które żyć będzie na wieki” (Wykład Ewangelii Łukasza, II 88).

I przedstawia św. Ambroży trwającą poprzez tysiąclecia i kontynuowaną dzisiaj budowę tego Bożego Miasta: „Do budowy Kościoła wielu jest wysłanych. Są posłani patriarchowie, prorocy, archanioł Gabriel, niezliczeni aniołowie i mnóstwo niebieskiego wojska, które wielbiło Boga, kiedy nadszedł pierwszy Budowniczy tego Miasta (por. Łk 2,13). Wielu jest do niego wysłanych, ale buduje je sam Chrystus”. Zarazem Chrystus Pan pragnie, aby piękno tego Miasta było zasługą wielu budowniczych. Podczas budowy świątyni Salomona, która była figurą Kościoła, siedemdziesiąt tysięcy robotników nosiło ciężary na swoich ramionach i drugie siedemdziesiąt tysięcy obrabiało kamienie. Podobnie do budowy Kościoła – rozwija swoją myśl Ambroży – „niech przybędą Aniołowie, niech ociosują to, co w naszych kamieniach zbyteczne, niech wygładzą w nich to, co chropawe. Niech przyjdą i niech na swoich ramionach podnoszą je [to święte Miasto] do góry”.

Mentalność, która tworzyła takie interpretacje, była zupełnie niepodatna na naiwną dosłowność. Zarazem cechowała ją taka wrażliwość na symboliczne wymiary rzeczywistości, która od niej nie odciągała, ale przeciwnie, pomagała ją coraz głębiej rozumieć. Kiedy na przykład Orygenes (Homilie o Księdze Jozuego, 4,1) zestawia owo porwanie na obłoki naprzeciw Pana z cudownym przeprowadzeniem przez Morze Czerwone, to przecież niewątpliwie nie wyobraża sobie tej drogi astronomicznie. To tylko nasza skażona materializmem mentalność skłonna jest niekiedy przypisywać aż taką naiwność dawnym wypowiedziom o niebie i o szukaniu przez nas tego, co jest w górze.

Biblijna symbolika obłoków

Biblijna kontekstualność powyższych interpretacji wręcz rzuca się w oczy. Zobaczymy to jeszcze wyraźniej, jeśli przypomnimy sobie biblijną symbolikę obłoków. Bo przecież kiedy apostoł Paweł mówił o obłokach, na które będziemy porwani, z całą pewnością nie chodziło mu o chmury, z których pada deszcz. Obłoki są w Piśmie Świętym symbolem obecności Boga przychodzącego do ludzi.

Przypomnijmy, że na Górze Przemienienia „obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” (Mt 17,5). Również w dzień wniebowstąpienia Pana Jezusa „obłok zabrał Go im sprzed oczu” (Dz 1,9). „Na obłokach niebieskich, z wielką mocą i chwałą” (Mt 24,30; por. Ap 1,7) przyjdzie Pan Jezus na Sąd Ostateczny. W podobnych słowach mówił On o swoim ostatecznym, chwalebnym przyjściu przed sądem Kajfasza (por. Mt 26,64).

Odnosił w ten sposób Pan Jezus do siebie starotestamentalną symbolikę życiodajnej obecności Boga wśród swojego ludu. „A Pan szedł przed nimi podczas dnia, jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą” (Wj 13,21) – informacja ta powtarza się później w Piśmie Świętym wielokrotnie. Dość przypomnieć sobie gęsty obłok, który wśród grzmotów, błyskawic, ognia, dymu i trzęsienia ziemi spowił Górę Synaj w dniu zawarcia Przymierza Boga ze swoim ludem i obdarzenia Dekalogiem (por. Wj 19,16–18); dość przypomnieć sobie kontynuację tego symbolu później (por. Wj 40,34–38; Lb 9,15–23), również po wybudowaniu Świątyni (por. 1 Krl 8,10n) – żeby zrozumieć oburzenie, jakie wspomniane słowa Pana Jezusa wzbudziły w Kajfaszu.

Dla arcykapłana było czymś oczywistym, że zapowiadając swoje przyjście na obłokach niebieskich, Jezus przypisywał sobie boskość i że w ten sposób dopuścił się bluźnierstwa. Twarde serce Kajfasza nie rozpoznało czasu nawiedzenia swego i nie było zdolne uwierzyć, że Jezus naprawdę jest Synem Bożym, a w Dniu Ostatnim naprawdę „ujrzymy Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 26,64).

Podsumujmy

Pawłowy obraz porwania na obłoki naprzeciw Pana, aby już zawsze być z Panem, wyraża to, co niewyrażalne: że kresem drogi wszystkich przyjaciół Chrystusa będzie niedające się wyobrazić uwielbienie i przebóstwienie nas całych, którzy będziemy wtedy bez reszty rozkochani w naszym Panu i Zbawicielu.

Skorzystajmy z okazji i przypomnijmy sobie kilka innych zapisów, które znajdują się w Nowym Testamencie, a odnoszą się do tego, na czym będzie polegało to przekraczające wszelką wyobraźnię szczęście wieczne.

– Mnie osobiście szczególnie poruszają słowa Pana Jezusa o tym, że również Jego szczęściem będzie to, iż będzie nas u siebie gościł: „Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał” (Łk 12,37).

– W katechezach i na kazaniach chyba najczęściej powtarzamy mądre słowa apostoła Pawła z 1 Kor 2,9: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”.

– Słowa, które w tymże liście napisał apostoł Paweł pod koniec sławnego hymnu o miłości, wielu wierzącym w Chrystusa przypominają, że w życiu wiecznym będziemy w Nim po prostu rozkochani: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” (1 Kor 13,12).

– Apostoł Jan w krótkiej formule poucza nas jednocześnie o tym, że życie wieczne będzie polegało na przebóstwieniu naszego człowieczeństwa, i o tym, że przekracza ono wszelkie nasze obecne wyobrażenia: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2).

– Na pewno odnotować jeszcze warto bardziej pojęciowe niż obrazowe sformułowanie apostoła Piotra mówiące o tym, że przez swoją chwałę i doskonałość Pan Jezus udziela nam „drogocennych i największych obietnic, abyście się przez nie stali uczestnikami Boskiej natury” (2 P 2,4).


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Czy muzułmanie wierzą w Jezusa?

Jeden Pośrednik i wielu pośredników

POKARM, KTÓRYM JEST ZMARTWYCHWSTAŁY CHRYSTUS

Nasze Oświecenie

Kościół starożytny w obronie niewolników


komentarze



Facebook