Wrześniowe lato
Rdz 2,18-24 Ps 128 Hbr 2,9-11 Mk 10,2-16

Zatrzymałem się w Kotlinie Kłodzkiej. Na dziesięć dni. Znajomi z Wrocławia użyczyli chaty. Dziesięć dni w samotności, ciszy, z luksusową w dzisiejszych czasach możliwością leniwego obserwowania, jak mijają godziny. Po poranku nastaje upalny dzień, zmierzch powoli przechodzi w chłodny wieczór, a potem noc, gdy na czarnym niebie błyszczą niewidoczne w mieście gwiazdy. Bez pośpiechu można wreszcie smakować codzienne, prozaiczne czynności.

Rano trzeba rozpalić ogień w piecu, poczuć szorstkość drewna, zamknąć metalowe drzwiczki i czekać, chwyci czy będę musiał znów szukać starych gazet na rozpałkę. Ale nie trzeba się spieszyć. Cicha msza w pokoju na piętrze, potem pół godziny medytacji. Właściwie wszystko staje się medytacją. Kiedy kroję chleb na śniadanie, to po prostu kroję chleb. Nóż przenika chlebne ciało, okruchy zostają na stole. W garnku podnosi się mleko, trzeba zdjąć w odpowiednim momencie. Śniadanie, nic wielkiego. Patrzę w okno, dzień zapowiada się piękny.

Może wyjdę w góry. Przejdę przez opustoszałą wieś, minę kamienny kościół z pokrytą czarnym gontem spiczastą wieżą. Na łąkach nieruchomo sterczą fantastyczne konstrukcje wyciągów narciarskich. Czekają na zimę. O, wtedy tu ludzi jak mrówek, zaśmieje się młoda dziewczyna w sklepie. Albo zostanę w domu. Poczytam coś na tarasie, podnosząc co chwila wzrok znad książki, popatrzę na górski grzbiet, za którym już Czechy. Nic wielkiego, dzień po prostu. Rutynowe czynności, małe niespodzianki. Słońce przyjemnie ogrzewa twarz, wiatr szarpie kurtkę, gdy wychodzę na szczyt, niemal spod nóg wyskakują spłoszone sarny. Dzieje się dzień, dzieje się życie i chyba Bóg się dzieje. Trzeba się tylko zatrzymać, żeby poczuć.

Jezus nie zostawił żadnej wzniosłej, tajemnej nauki. Nie przeprowadzał swoich uczniów przez skomplikowaną architekturę zaświatów. Mówił po prostu o ziarnie, które staje się krzewem, o zakwasie, który w końcu przemienia całe ciasto, o Ojcu, który jak w niebie, tak jest i na ziemi.

Kiedy dawał życiowe wskazówki, nie wikłał się w zawiłą kazuistykę uczonych w Piśmie. Mówił zwyczajnie. Bądź wierny swojej żonie, pozwól dzieciom być blisko, doceniaj to, co powszednie, małe, niegodne. Jak w niebie, tak i na ziemi. Bóg dzieje się na ziemi, na najbliższej nam ziemi. Na innej nas nie ma.


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Co przed nami?

Była sobie bajka

Widz i uczestnik

Nieznany Znany

CV lub notka o autorze


komentarze



Facebook