Archwium > Numer 433 (09/2009) > Szukającym drogi > Cwaniactwo w sprawach wiary

Cwaniactwo w sprawach wiary

Fatalny początek małżeństwa

Zwrócono się do mnie z pytaniem o ważność małżeństwa zawartego w takich oto okolicznościach. Panna młoda, nie przejmując się swoimi ciężkimi grzechami, sama sobie podpisała kartkę od spowiedzi i bez pojednania z Bogiem przystąpiła do ślubu, a nawet świętokradzko przyjęła komunię świętą. Wtedy nie zastanawiała się nad swoim postępowaniem, w ogóle nie pomyślała o tym, że może robić coś złego. Zresztą nie poczuwała się do żadnych grzechów, które wymagałyby spowiedzi, choć obiektywnie dopuściła się grzechów naprawdę ciężkich.

Czy małżeństwo zawarte z takim lekceważeniem jego wymiaru religijnego – zapytano mnie z niepokojem – ma moc wobec Boga i Kościoła? Czy można wówczas mówić o przyjęciu sakramentu małżeństwa? A może małżeństwo to zostało zawarte nieważnie?

Kiedy z takimi pytaniami przychodzi do mnie ktoś, kto sam tak fatalnie zaczynał swoje małżeństwo, nie muszę go już przekonywać – bo on to dobrze wie i beze mnie – że było to zachowanie niegodne i świadczące o braku szacunku zarówno dla siebie samego, jak i dla własnego małżeństwa. Głównym moim zadaniem jest wtedy zachęcić tego człowieka, by wszystko powierzył Bożemu miłosierdziu, szczerze się wyspowiadał, zaczął pilnować coniedzielnej mszy świętej, a w życiu codziennym starał się kierować zasadami wiary.

Sama zaś odpowiedź na sformułowane wyżej pytania o ważność oraz sakramentalność małżeństwa zawartego w takich okolicznościach jest stosunkowo prosta. „Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa – orzeka kanon 1060 Kodeksu Prawa Kanonicznego – dlatego w razie wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego”.

Również sakramentalność tak zawartego małżeństwa nie budzi wątpliwości. Kto przystępuje do ślubu w stanie grzechu ciężkiego, przyjmuje sakrament niegodziwie, ale jednak ważnie. Mówiąc inaczej: Chociaż przyjmując sakrament w stanie grzechu, człowiek ciężko obraża Pana Boga, to jednak Bóg będzie cierpliwie czekał na jego nawrócenie, nieustannie gotów udzielać mu łask, które z tym sakramentem się wiążą. Określa to tradycyjna doktryna o odżywaniu sakramentów – martwe w stanie grzechu, sakramenty odzyskują życie i właściwą im skuteczność z chwilą, kiedy grzesznik wraca do łaski.

Cwaniactwo – duchowy rak

Cwaniactwo oznacza osiąganie swoich celów przez kombinowanie, krętactwo, cudzym kosztem. Niestety jest u nas na nie duże społeczne przyzwolenie. Dzieci nie widzą nic złego w ściąganiu ani w podpowiadaniu, odmówienie zaś koledze pomocy w ściąganiu piętnują jako samolubstwo i brak solidarności. Dorośli puszczają potajemnie szambo do rzeki, a śmieci wywożą do lasu – bo tak jest taniej. Ani wstydu, ani zgorszenia nie budzi załatwianie sobie lipnych zaświadczeń lekarskich czy nieuzasadnione ubieganie się o zasiłek dla bezrobotnych – nawet przez ludzi, którzy już i tak nie płacą podatku ze swoich całkiem niezłych zarobków na czarno.

Wobec stosunkowo wysokiej obecności cwaniactwa w naszym społeczeństwie, nie trzeba się dziwić, że postawa ta, niby jakiś duchowy rak, nie omija również życia religijnego. W sposób spektakularny ujawniło się to w wypisywaniu się z Kościoła osiedlonych w Niemczech lub Austrii Polaków, którzy wcale Kościoła opuszczać nie zamierzali, tylko chcieli się uwolnić od podatku kościelnego.

Cwaniackich argumentów używają nieraz rodzice – sami niekiedy bardzo pobożni – żeby przekonać swoje dorastające dzieci do przyjęcia sakramentu bierzmowania. „Jeśli teraz przyjmiesz bierzmowanie – tłumaczą swojej zbuntowanej córce lub synowi – unikniesz kłopotu, kiedy będziesz chciał przystąpić do ślubu”. Nie ma w tym nawet śladu argumentu wiary, przekonywanie sprowadza się jedynie do argumentu czystego interesu.

Przykłady tego rodzaju podejścia do spraw wiary można mnożyć.

Budować na piasku czy w ogóle nie budować?

W obliczu takich i podobnych faktów człowieka głęboko wierzącego może ogarnąć pośpieszna, mało przemyślana gorliwość: „Komuś, kto aż do tego stopnia nie rozumie wiary, lepiej sakramentu w ogóle nie udzielać, niż narażać go na świętokradztwo”.

Jednak zauważmy: Są lepsze sposoby ochrony przed świętokradztwem niż odmowa sakramentu. Przecież rzadko się zdarza, żeby w obliczu alternatywy, której jeden człon jest zły, a drugi trudny do zaakceptowania, nie było wyjścia trzeciego, tego najlepszego. Kiedy mam do wyboru zbudować dom na piasku, albo w ogóle go nie zbudować, czymś najwłaściwszym będzie dom wybudować, ale postawić go na mocnym fundamencie.

Wobec alternatywy: przyjąć sakrament z obrazą boską albo w ogóle go nie przyjmować, należy dążyć do wyjścia trzeciego – przyjąć go (i bliźnim pomagać go przyjąć), ale tak, jak sakramenty powinno się przyjmować, jako wielki dar Boży na życie wieczne. Wiara jest przecież tym wymiarem naszego życia, który szczególnie domaga się prawdy i czystości.

Spróbujmy podsumować. Społeczne przyzwolenie dla cwaniactwa, niedobre samo w sobie, z chwilą kiedy ogarnia nasze zaangażowania religijne, może stać się irracjonalnym, ale niestety bardzo skutecznym narzędziem dechrystianizacji. Dlatego starajmy się cwaniactwo z naszego życia społecznego – tak jak tylko potrafimy – wykorzeniać. Zarówno w jego formie podstawowej, ekonomicznej, jak w formach pochodnych. W tym również cwaniactwo w sprawach wiary.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Płacenie podatków

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

Syndrom ocaleńca

DLACZEGO MAM WIERZYĆ?

Zawodowy obowiązek


komentarze



Facebook