Rekreacje

W finałowej scenie powieści Jurija Andruchowycza Rekreacje dochodzi do następującej sytuacji. W Czartopolu trwa Święto Ducha Zmartwychwstałego, czyli ukraiński festyn ludowy, w ramach którego na fali pierestrojki artyści manifestują swe przywiązanie do narodowej tradycji. Nagle uczestnicy festiwalu zostają otoczeni przez żołnierzy w sowieckich mundurach, wydających komendy w języku rosyjskim. W głowach poetów pędzonych kolbami karabinów na rynek miasteczka pojawiają się reminiscencje z ukraińskiej historii – kolejne generacje wymordowanych literatów, kolejne „rozstrzelane odrodzenia”. Gdy skazańcy oczekują na najgorsze, okazuje się, że był to… happening organizatorów imprezy.

W krajach Europy Zachodniej wszyscy uczestnicy takiego festiwalu od początku wiedzieliby, że mają do czynienia z inscenizacją. Nikt nie brałby tej zabawy w żołnierzy na poważnie. Na Ukrainie nabrać się dali wszyscy – a to dlatego, że taka sytuacja była absolutnie do pomyślenia. Wolność słowa czy sumienia nie były stanem nieodwracalnym w owym październiku 1990 roku, gdy Andruchowycz kończył pisanie swej powieści.

W sierpniu następnego roku w Zaporożu odbywał się festiwal „Czerwona Ruta” – największa estradowa impreza będąca manifestacją patriotyzmu ukraińskiej młodzieży. Zjechała się tam elita artystyczna młodego pokolenia oraz najbardziej świadomi narodowo studenci, głównie z Ukrainy Zachodniej. Był wśród nich także Andruchowycz.

Kied (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Do czego może służyć kościół

O policzkowaniu

Wolontariat kontra "wrażliwość społeczna"

Refleksje fatimskie

Samospalenie jak paschał


komentarze



Facebook