Kryształowa świętość
Pwt 4,1-2.6-8 Ps 15 Jk 1,17-18.21b-22.27 Mk 7,1-8.14-15.21-23

Gdy podróżuję autostopem, bardzo często zdarza mi się spotykać ludzi z obrzeży Kościoła lub antyklerykałów. Co ciekawe, zarówno osoby niechętnie nastawione do instytucji Kościoła, jak i te, które uczciwie poszukują Boga, widząc zakonnika w białym habicie, niemal zawsze stawiają mi zarzuty, „że katolik to…” – i tu pojawia się lista wymagań moralnych, które należy spełnić, by móc uważać się za chrześcijanina: lawina związana z seksualnością, antykoncepcją, ostatnio in vitro, homoseksualizmem, a nawet z jedynie słuszną muzyką czy katolicką prasą.

Nie chodzi o to, że nie są to ważne zagadnienia, ale chrześcijaństwo nie jest systemem zasad etycznych, lecz w pierwszej kolejności spotkaniem z Chrystusem. Reszta jest rzeczą wtórną. Nasza religia jest relacją i to z tej relacji w logiczny sposób wynika moralność. Nie na odwrót. Jeśli się o tym zapomni, pozostanie jedynie faryzejski system uregulowań prawnych polegający na czystych rękach i zapominający o istocie – miłości do Boga i człowieka. A takie „moralne zasady” Jezus mocno piętnował.

Prawo i przykazania są dane od Boga nie po to, by nas ograniczać, lecz przeciwnie, aby prowadzić do szczęścia. I źle się dzieje, jeśli stają się celem samym w sobie. Niestety, nawet w Kościele można spotkać takich uczonych w Piśmie, którzy trzymając się „tradycji starszych”, potrafią zmasakrować drugiego człowieka w imię wierności prawu lub moralnym regułom. Wszystko na dodatek okraszone jest wyniosłymi słowami o trosce, miłości, stawianiu wymagań. „Zobaczysz, oni mi jeszcze kiedyś podziękują” – dodają z pewnością w głosie. „Jeżeli się w ogóle podniosą” – chciałoby się wówczas dodać.

Kiedy brat Albert Chmielowski poszedł do włóczęgów, którymi się opiekował, aby z nimi zamieszkać, ich herszt otworzył drzwi i zapytał: „A flaszkę masz?”. Albert miał.

Ludzie, którzy są blisko Chrystusa, przestrzegają prawa, ale się go nie boją. Chrześcijanin nie pyta nerwowo: „co o mnie pomyślą inni”, lecz pyta, co pomyśli Pan Bóg. I to pytanie bynajmniej nie wypływa z neurotycznego lęku, lecz z zaufania, że zbliżając się do Niego, zbliżamy się do źródła miłości.

Doskonałość moralna jest punktem dojścia, a nie wyjścia. Jeśli zapomnimy o tym, z chrześcijaństwa, które jest relacją z Chrystusem, uczynimy system moralnych norm, wspólnotę kryształowych ludzi, którzy po chwilach lewitacji upadają z trzaskiem na ziemię, rozsypując się w drobny mak, przy okazji boleśnie raniąc ludzi obok. Odłamkami swojej kryształowej świętości.


Krzysztof Pałys OP - ur. 1979, dominikanin, prowincjalny promotor powołań, rekolekcjonista. Prowadzi blog "Światła Miasta" - Kpalys.blogspot.com. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Bóg pojawia się incognito

10:15 DO TORUNIA

NIE MUSZĘ BYĆ ZADOWOLONY

CZEGO SZUKAM W DRODZE

PROMIENIOWAĆ SZCZĘŚCIEM


komentarze



Facebook