Archwium > Numer 432 (08/2009) > Szukającym drogi > Aktualność ofiar, które przeminęły

Aktualność ofiar, które przeminęły

O składaniu ofiar mówi się w Starym Testamencie wiele i często. Zatem jako chrześcijanie mamy obowiązek pochylić się czasem nad tamtymi tekstami w duchu wiary. Prawo Mojżeszowe nie zostało przecież przez Pana Jezusa zniesione, ale wypełnione (por. Mt 5,17–19).

Składanie ofiar było szkołą prawdziwej religijności

Składanie ofiary było w czasach Starego Testamentu prawdziwym wydarzeniem. Zacznijmy od tego, że wiązało się z poważnym wysiłkiem ekonomicznym. Należało dopilnować tego, aby składane w ofierze zwierzę było zdrowe i dorodne („bez skazy”) oraz aby ofiary pokarmowe były „z najczystszej mąki”. W wypowiedziach Starego Testamentu wielokrotnie przypomina się o tym, że Bogu powinno się składać w ofierze to, co najlepsze.

Przepisy dotyczące składania ofiar objaśniały niekiedy bardzo szczegółowo, od jakich skaz zwierzę ofiarne powinno być wolne: „Nie będziecie składać w ofierze Panu zwierząt ślepych, ułomnych, okaleczonych, spuchniętych, parszywych, owrzodzonych. Nie będziecie takich zwierząt składać na ołtarzu na ofiarę spalaną dla Pana” (Kpł 22,22; por. Pwt 15,21; Ml 1,8). Znaczenie wychowawcze takich przepisów wydaje się oczywiste: uczyły one nawet ludzi prymitywnych najwyższego respektu w stosunku do Pana Boga. Dodajmy, że zarówno przynoszącego ofiarę, jak i składającego ją kapłana obowiązywały skrupulatne przepisy na temat czystości rytualnej (por. np. Kpł 21,1–8).

Ważny przekaz religijny zawierał się również w obu głównych rodzajach składanych wtedy ofiar. Ofiary całopalne w sposób przejmujący przypominały – co najmniej na płaszczyźnie podświadomości – że Bóg jest Panem nas całych. Z kolei ofiary biesiadne polegały na tym, że tylko ich część była „zamieniana w dym na ołtarzu, jako ofiara spalana dla Pana” (Kpł 3,11), druga zaś część była spożywana przez ludzi (por. 1 Sm 1,4n). Otóż podkreślały one łączność i wspólnotę składających ofiarę – zarówno z Bogiem, jak między sobą wzajemnie. Tę wspólnotę z Bogiem i w Bogu szczególnie przejmująco wyrażał ryt wylania na ołtarzu połowy krwi zwierzęcia ofiarnego i pokropienia drugą jej połową zebranego ludu (por. Wj 24,6–8).

Z czasem zaczęto sobie uświadamiać, że składane Bogu ofiary powinny być wolne nie tylko od skazy fizycznej, ale że czymś jeszcze ważniejszym jest to, żeby nie były naznaczone żadną nieuczciwością. Składać Bogu w ofierze coś zdobytego drogą grzechu, to przecież zwyczajna bezczelność – tłumaczy autor Księgi Syracha: „Kto przynosi na ofiarę rzecz niesprawiedliwie nabytą, ofiaruje szyderstwo: dary bezbożnych nie są bowiem przyjemne Panu. Nie ma upodobania Najwyższy w ofiarach ludzi bezbożnych, a grzechy przebacza nie przez wzgląd na mnóstwo ofiar” (Syr 34,18n).

Nawet krwawe ofiary były jednak tylko symboliczne

Drugie zdanie z powyższego cytatu świadczy o tym, że ludzie Starego Testamentu bardzo jasno zdawali sobie sprawę z tego, że składanie ofiar jest nieporozumieniem, jeżeli sami nie jesteśmy szczerze oddani Bogu. Myśl tę znajdziemy zwłaszcza w późniejszych księgach Starego Testamentu. „Ofiara występnych obrzydła dla Pana, upodobaniem Jego są modły uczciwych” (Prz 15,8; por. 21,27).

Prorocy będą wprost mówili, że ofiary składane przez ludzi nieautentycznie religijnych nie tylko nie są Bogu miłe, ale wręcz pobudzają Go do gniewu. Przypomnijmy kilka charakterystycznych wypowiedzi proroków na ten temat, zazwyczaj mają one postać mowy samego Boga.

„Przestańcie składania czczych ofiar! – woła Bóg na początku Księgi Izajasza. – Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań. Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu!” (Iz 1,13–16).

Równie stanowczo przemawia Bóg przez współczesnego Izajaszowi, ale działającego w królestwie północnym proroka Amosa: „Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami. Nie będę miał upodobania w waszych uroczystych zebraniach. Bo kiedy składacie Mi całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, na ofiary biesiadne z tucznych wołów nie chcę patrzeć. Idź precz ode Mnie ze zgiełkiem pieśni twoich, i dźwięku twoich harf nie chcę słyszeć” (Am 5,21–23 ).

Podobne słowa nieprzejednanej krytyki pod adresem fałszywej religijności, która chciałaby składać Bogu krwawe ofiary zamiast własnego serca, znajdziemy u proroka Micheasza (6,7), Ozeasza (6,6), Jeremiasza (6,20), Malachiasza (1,10–13). Przypomnijmy, że znacznie wcześniej, na samym początku izraelskiej monarchii, król Saul usłyszał następujące upomnienie: „Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość – od tłuszczu baranów” (1 Sm 15,22). Ma się rozumieć, nie są to wszystkie wypowiedzi biblijne, w których relatywizuje się znaczenie ofiar ze zwierząt na rzecz oddania nas samych Panu Bogu.

Wszystkie te wypowiedzi zawierają w sobie ukryte założenie, że Bóg nie potrzebuje żadnych ofiar i one w niczym Go nie wzbogacają. Jeżeli zaś potrzebuje nas samych, to również nie dlatego, że bez nas byłby uboższy albo mniej spełniony, ale dlatego, że nas po prostu kocha, i to absolutnie bezinteresownie.

Ta prawda, że Bóg ofiar nie potrzebuje, najmocniej wybrzmiała w Psalmie 50: „Do Mnie należy cała zwierzyna po lasach, tysiące zwierząt na moich górach. Znam całe ptactwo powietrzne, i do Mnie należy to, co się porusza na polu. Gdybym był głodny, nie musiałbym tobie mówić, bo mój jest świat i to, co go napełnia. Czy będę jadł mięso cielców albo pił krew kozłów?”.

I kończy się powyższy wywód stwierdzeniem, że w gruncie rzeczy Bóg oczekuje tego, iż człowiek będzie Mu składał w ofierze sam siebie: „Złóż Bogu ofiarę dziękczynną i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu, wtedy wzywaj Mnie w dniu utrapienia: Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz”. Spójrzmy na jeszcze inne sformułowanie tej prawdy, że Bóg czeka nie tyle na moje ofiary, ile na mnie samego: „Ty się bowiem nie radujesz ofiarą i nie chcesz całopaleń, choćbym je dawał. Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym” (Ps 51,18n).

Poniekąd podsumowaniem starotestamentalnej nauki na temat ofiar składanych Bogu są zapisane w Ewangelii słowa uczonego w Piśmie: „Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary” (Mk 12,33).

Uosobieniem autentycznej postawy ofiarniczej, do której wychowywał Stary Testament, był Jan Chrzciciel, o którym sam Pan Jezus wydał świadectwo, że „między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11,11). Na temat Jana Ewangelista napisał, że „nosił on odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder” (Mk 1,6) – słowem, nawet zewnętrznie upodobnił się do zwierzęcia ofiarnego. Jednak Jan, choć swoje niezwykle ofiarne życie zakończył śmiercią męczeńską, był tylko zwykłym człowiekiem i nie mógł przynieść nam odkupienia z grzechów.

Ofiara, która nigdy nie przeminie

Co ciekawe, Nowy Testament nie włącza się w prorocką tradycję krytykowania świątynnych ofiar składanych bez należytego usposobienia. W Ewangeliach znajdziemy tylko suchą informację, że Maryja i Józef, kiedy przyszli z Dzieciątkiem do świątyni, złożyli w ofierze parę synogarlic (por. Łk 2,24). Cienia krytyki nie ma również w słowie Pana Jezusa, kiedy uzdrowionemu z trądu każe pójść do kapłana i złożyć stosowną ofiarę (por. Mt 8,4).

Po prostu czas ofiar symbolicznych, również tych krwawych, wtedy się kończył, toteż bezprzedmiotowa stawała się troska o to, aby je składać w należytym usposobieniu. Jedyne pouczenie Pana Jezusa na temat duchowej postawy, jaka powinna towarzyszyć składaniu ofiary, dotyczy w gruncie rzeczy wszystkich sytuacji, kiedy zbliżamy się do Boga: „Kiedy przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5,23n).

Znamienne, że nie ma w Ewangeliach nawet najmniejszej wzmianki o tym, ażeby sam Pan Jezus składał przepisane w Starym Testamencie ofiary. Nawet podczas wieczerzy paschalnej, którą odbył z uczniami w przeddzień swojej męki, nie było na stole mięsa z paschalnego baranka. On sam bowiem był tym Barankiem, który nazajutrz miał złożyć ofiarę z samego siebie za grzechy całego świata. Już Jan Chrzciciel wskazywał na Niego, że jest On „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29).

Ofiarniczy charakter męki, której właśnie wtedy Jezus wychodził naprzeciw, został z całą jasnością podkreślony w ustanowieniu Eucharystii: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane… Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 22,19n).

W Nowym Testamencie mówi się wielokrotnie, że Jezus umarł za nasze grzechy. Ojciec Przedwieczny – niektórzy ludzie aż zaczynają w tym momencie źle o Nim myśleć – „własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” (Rz 8,32). Sam zaś Pan Jezus powtarzał na różne sposoby, że „dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,11), że „nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13) i że „za nas poświęca w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17,19).

Nie wyliczymy tu wszystkich wypowiedzi Nowego Testamentu na temat ofiary, którą złożył za nas Pan Jezus. „Chrystus umarł za nas jako za grzeszników – czytamy w Liście do Rzymian – w oznaczonym czasie” (Rz 5,6). A w Liście do Efezjan: „Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu” (Ef 5,2). I w Pierwszym Liście Apostoła Jana: „On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2,2).

Na usta cisną się pytania: W jakim sensie Pan Jezus oddał za nas swoje życie? Co to znaczy, że poszedł na krzyż z miłości do nas? Co takiego się stało podczas Jego męki, że stał się On ofiarą przebłagalną za grzechy całego świata?

Otóż ofiara Pana Jezusa nie polegała na potwornej męce, którą przeszedł On na krzyżu. Ofiarą Pana Jezusa jest miłość, niewyobrażalnie potężna miłość, w jakiej trwał On nawet w straszliwych torturach krzyża. W Wielki Piątek siły zła zmobilizowały się maksymalnie, ażeby udowodnić swoją wyższość nad siłami dobra i miłości – i poniosły druzgocącą klęskę. Jezus bowiem wydał samego siebie na ofiarę za nas – w tym sensie, że pozwolił siłom zła, ażeby zrobiły z Nim wszystko, co chciały. I okazało się, że nawet w obecnym świecie, tak bardzo wypaczonym przez zło, nawet w najbardziej makabrycznych okolicznościach, można pozostać kimś krystalicznie, całoosobowo kochającym. Odtąd wystarczy przybliżyć się do Chrystusa i Jemu powierzać swoją słabość, aby stać się uczestnikiem Jego zwycięstwa.

Kiedy autor Listu do Hebrajczyków chciał tę prawdę przedstawić chrześcijanom pochodzenia żydowskiego, którzy mieli żywe jeszcze wspomnienie ofiar składanych w świątyni jerozolimskiej – po prostu przeciwstawił tamte symboliczne (chociaż krwawe) ofiary ze zwierząt realnie zbawiającej ofierze Chrystusa Pana: „Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych – nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu” (Hbr 9,11–14).

Starajmy się włączać w jedyną ofiarę Chrystusa

Wprawdzie ofiary starotestamentalne przeminęły, jednak zarówno pouczenia dotyczące ducha, w jakim należy je składać, jak i upomnienia, że nasze ofiary mogą nie podobać się Bogu – pozostały zdumiewająco aktualne.

Owszem, zmieniła się świątynia. Nie ma już świątyni jerozolimskiej. Bóg z nas samych, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa, buduje sobie świątynię duchową (por. Ef 2,19–22). „To wy, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1 P 2,5). Jedyną Ofiarą w tej Świątyni, czyli w Kościele, skupiającą w sobie wszystkie poszczególne ofiary, jest Eucharystia: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?” (1 Kor 10,16).

Nie zabijamy już zwierząt ofiarnych, raczej samych siebie staramy się składać w ofierze Bogu: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12,1). Postawę tę Pan Jezus nazywał wzięciem swojego krzyża, ażeby pójść za Nim (por. Mt 16,24). Polega to na trwaniu w Bożych przykazaniach także wtedy, kiedy to trudne.

Niektórych swoich uczniów Chrystus Pan wzywa do szczególnego udziału w swojej Ofierze, tak jak kiedyś wezwał apostoła Pawła: „Skoro krew moja ma być wylana przy ofiarniczej posłudze około waszej wiary, cieszę się i dzielę radość z wami wszystkimi: a także i wy się cieszcie i dzielcie radość ze mną!” (Flp 2,17n). Trudno wątpić, że apostoł Paweł, dokonawszy swego męczeństwa, znalazł się wśród tych, którzy „zwyciężyli dzięki krwi Baranka” (Ap 12,11).

Jednak na co dzień – pamiętając o ogólnej wierności Bożym przykazaniom – zwłaszcza trzy rodzaje ofiar warto składać Bogu z siebie. Po pierwsze, pokutę: „Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym” (Ps 51,19). Po wtóre, ofiarę naszej modlitwy, zwłaszcza modlitwy uwielbienia i dziękczynienia: „Pieśnią chcę chwalić imię Boga i dziękczynieniem Go wysławiać. Milsze to Bogu niźli bawół, niż cielec, co ma rogi i racice” (Ps 69,31n). A po trzecie: „Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami” (Hbr 13,16).

Niestety, również wierzący w Chrystusa mogą składać ofiary czcze, wstrętne w oczach Boga: „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21).


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Zagadka polowań na czarownice

Syndrom ocaleńca

Obecność religii w życiu publicznym

Pierwsza komunia dziecka z niepełnosprawnością umysłową

Spowiedź przez Internet


komentarze



Facebook