Wędrowcy i schroniska
Am 7,12-15 Ps 85 Ef 1,3-14 Mk 6,7-13

Na świecie istnieją wędrowcy. Przemierzają krainy, łączą przeciwległe światy. Noszą nowiny. Bywa, że wędrują sami. Niektórzy po dwóch, inni w grupach. Są apostołami, głoszą idee, nauki o życiu. Jak kazanie z ambony. Przewodzą, nawracają, spierają się, strząsają proch, rzucają anatemę z goryczą niewysłuchanych. Bywają i tacy, którzy są zwiastunami Boga. Jak anioły zstępują z nieba, niosą życie na ziemię – łagodne, pełne, nieokiełznane, rześkie. „O jak są pełne wdzięku na górach stopy zwiastuna radosnej nowiny”.

Wędrowiec zaszczyca obecnością, daje czas, dzieli się sobą. Wchodzi do domu, żąda gościny, bywa, że o nią prosi. Czasem wędrowcy zasiadają razem, delektują się mądrością albo jej szukaniem, wymieniają zdania, dzielą się debatą, wyrokują. Jak sanhedryn. Czasem uczą się tylko po to, by przekazać dalej; niektórzy dla siebie, bo umiłowali wiedzę. Schodzą się, potem rozchodzą, znowu się schodzą. Czasem ci sami, czasem całkiem inni. Nawet jeśli ci sami, to i tak inni. Niosący w sobie inne słowa zasłyszane gdzieś, pokryci innym prochem, z innych przemierzonych dróg. Czasem raz w życiu ktoś spotka się z kimś. Wędrowcy nie czekają. Wędrowcy docierają – każda beztroska chwila to chwila stracona.

Niektórzy zostają przewodnikami. Z tych, jedni zachwalają przez siebie zdeptane szlaki, inni cieszą się każdą nową, znalezioną przez adepta wędrówki drogą.

Ale na świecie są także schroniska. Przy szlakach, w głuszy, w górach, dolinach, na pustkowiu, w miastach. Zawsze otwarte, każdy może wejść. Choć raz nieprzyjazne było, gdy dotarłem nocą. Inne zamknięte dla wędrowców zimą. Zawsze samotne, ciche, bezgłośne, zapraszają. Nikogo do wejścia zmusić nie potrafią. Nie wędrują. Mają czas, nie pędzą. SĄ. Z betonu, kamienia, drewna. Te z drewna najlepsze, bo drzewa są ciepłe, silne i mądre. Pachną. Niejedno widziały, niejedno przeżyły.

Schronisko zaszczyca gościną. „Gość w dom, Bóg w dom” – czasem jeszcze słychać. Ma swoją „pojemność”, ma swoje „granice”. Ale „na ziemi” jest jeszcze miejsce. Woda w schronisku za darmo, choć droga. Lodowata, wrząca, ciepła bywa rzadko. W schronisku można śpiewać, rozmawiać, posiedzieć, zatrzymać się, spocząć. Musi być draniem, kto w nim gospodarzy, by zawiodło. Ale i to się zdarzyć może.

Schronisko drogi nie wskaże. Będzie wsparciem na szlaku. Czeka na przybysza. Odchodzącego odprowadza wzrokiem. Niektórzy ludzie są jak wędrowcy, inni jak schroniska. Potrzebni sobie, dzięki swej inności. To się spotykają, to rozstają.


Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZRÓB TO JAK KRÓL

Taniec duszy i ciała

JESTEM WSZYSTKIM NARAZ

ZBUDUJ ŁÓDŹ

PIĘKNI LUDZIE


komentarze



Facebook