Śniło mi się, że spowiadam
Boję się księdza, który nikomu nie stwarza problemów, jest fajny i wszystkim udziela rozgrzeszenia. Ale boję się też rygorysty, który wobec najmniejszych wątpliwości, rozgrzeszyć nie chce.

Spotykam się z opiniami, że spowiedź to robienie karykatury z Bożego miłosierdzia i że wykorzystywana jest jako prysznic dla sumienia, zastępujący rzetelną pracę nad sobą. Na co trzeba zwracać uwagę, by z sakramentu pojednania nie zrobić jego karykatury?

Istotne dla właściwego jego przeżywania, zarówno przez penitentów, jak i spowiedników, jest powracanie do znaczenia dogmatu chrystologicznego. Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, jest jedną osobą w dwóch naturach. Ma w sobie pełnię człowieczeństwa i pełnię bóstwa. Dogmat ten objawia się w sakramentach, bo Chrystus jest ich źródłem. Z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda. Tam wzięły początek sakramenty, tam początek wziął Kościół. Gdy myślimy o spowiedzi, to widzialny znak niewidzialnej łaski mówi o dwóch płaszczyznach: boskiej i ludzkiej, między którymi trzeba zachować równowagę. Nam czasem grozi karykatura, czyli przesada w akcentowaniu jednego albo drugiego, co prowadzi do antropologizmu albo teologizmu.

Które z tych niebezpieczeństw bardziej nam zagraża?

W polskim Kościele bardziej jesteśmy naznaczeni niebezpieczeństwem teologizmu. Kiedyś istniały na naszych ziemiach męskie klasztory kontemplacyjne, a dziś w Kościele, który ma najwięcej księży na świecie, jest ich niewiele. Trzy klasztory benedyktynów i dwa kamedułów. To wynik przerwanej tradycji. Zaborcy, likwidując w Polsce życie zakonn (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Powrót na Sołacz

OJCZE NASZ

Jak trwoga, to do Boga

JAK WĘDROWIEC

Serce Kościoła w Mielżynie


komentarze



Facebook