Archwium > Numer 429 (05/2009) > Orientacje > Przyjaciele pani Walentyny

Przyjaciele pani Walentyny

Człowiek na linie USA/Wielka Brytania 2008 reż. James Marsch wyst. Philippe Petit

Każdy w życiu ma jakieś marzenie, czegoś pragnie, o czymś myśli, coś, co lubi, co chciałby jeszcze raz zobaczyć, usłyszeć. Zdanie legenda, zapamiętane z Barei, mistrza wyłuskiwania detalu i absurdu minionej rzeczywistości, podprowadzało pod największe marzenie pani Walentyny Wnuk, która od wielu lat była salową i która najbardziej chciała usłyszeć piosenkę pana Koracza o zdrowiu. Philippe Petit mówi w tym filmie również o marzeniach, o tym, że „lepiej przeżyć 30 lat pełnym życiem niż 80 na pół gwizdka, gdzie jest tylko praca, jedzenie i sen. Warto mieć marzenia, gonić za nimi – to czyni człowieka szczęśliwym. Wtedy poczucie spełnienia w życiu jest ogromne”.

Film Jamesa Marscha powstał z miłości i jak wszystko, co opiera się na wielkich emocjach, jest cudownie niedoskonały, a jednocześnie obdarzony jakąś niezwykłą mocą. Tą miłością jest tytułowy spacer, fascynujący świat otwartej przestrzeni i wysokości, w której zawieszona na linie niknie sylwetka linoskoczka. Ten świat stworzony z marzeń, ożywiany nieco nostalgicznymi chropowatymi sekwencjami zdjęć z ręcznej kamery na nieuwznioślonej łączce, opowiadającymi o przygotowaniach do finałowego przejścia między wieżami Manhattanu, grzeszy nieco infantylną manierą neobarokową. Jest w nim jednak coś hipnotycznego. Może ze względu na specyficzny cyrkowy anturaż towarzyszący bohaterowi – ar (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ciężar zaschniętej ziemi

Drodzy Czytelnicy,

Jeżeli można mówić "happy"

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook