Wszechmoc Boża

W Piśmie Świętym prawda o Bożej wszechmocy lubi towarzyszyć głoszeniu, że Bóg jest Stwórcą wszechświata. „Podnieście oczy w górę – woła prorok Izajasz (40,26) – i patrzcie: Kto stworzył te gwiazdy? – Ten, który w szykach prowadzi ich wojsko, wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli”.

Również poganie wyobrażali sobie bogów jako istoty niezwykle potężne. Ponieważ jednak nie znali prawdy o stworzeniu świata, ich ukształtowane poza religią objawioną wyobrażenia o boskiej potędze co najmniej w dwóch kwestiach różniły się od biblijnej prawdy o Bożej wszechmocy.

Ujawniło się to wręcz spektakularnie, kiedy lud Boży postanowił czcić Boga prawdziwego, swojego Wybawcę z niewoli egipskiej, w symbolu potężnego byka (por. Wj 32). Bóg stanowczo odrzucił tę formę oddawania Mu czci – przecież potęga tego zwierzęcia nie ma nic wspólnego z miłością, a ponadto w przeciwieństwie do potęgi Bożej ma ona swoje granice.

Prawdzie, że wszechmoc Boża przeniknięta jest dobrocią i miłością, poświęcimy osobną uwagę. Natomiast tę prawdę, że nie ma ona granic, wyraża niekiedy Pismo Święte za pomocą negowania w Bogu wysiłku, który my musimy podejmować, kiedy docieramy do granic swoich możliwości: „Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan – to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona” (Iz 40,28).

W perspektywie tej wszechmocy, która nie musi zdobywać się na żaden wysiłek, znany dwudziestowieczny mistyk opisuje nawet pochodzenie Osób Boskich:

Bóg Ojciec kocha swe Słowo, a Słowo spogląda na swego Ojca. Spogląda na źródło, z którego nieustannie wypływa, spogląda na Ojca, który nieustannie je rodzi, tak jak ognisko rodzi nieustannie promienie i światło. I kocha to Źródło, odnajduje się w nim. Oto właśnie kontemplacja, proste spojrzenie Boga na swoje Słowo i Słowa na swego Ojca. Z tej kontemplacji rodzi się obopólne uwielbienie, umiłowanie Boskiej natury, miłość dwóch Osób. Wiemy, co wynika z tego aktu miłości Ojca i Syna – akt miłości nieskończonej, Miłość substancjalna, która jest trzecią Osobą Trójcy. Dwie Osoby są odtąd złączone wspólną miłością, wspólnym tchnieniem wypływającej z nich miłości, która wypełnia je radością. (…) Jak dobrze jest rzucić czasem spojrzenie na to szczęście Boga! Radość spokojna, radość triumfująca, niewyczerpane szczęście, radość pogodna. Nie ma w niej burz, są wynikiem pełni Boga, nie przekraczają Jego sił, Bóg nie musi działać siłą, nie musi wybuchać, by tchnąć miłość, tchnąć Ducha Świętego, nie, to jest normalne, to zeń wypływa.

Ale wróćmy do cytowanej wyżej perykopy z Iz 40. Dwa następne zdania mówią o tym, że kochający nas Bóg chce dawać nam udział w swojej wszechmocy: „On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą” (Iz 40,29–31). Później Pan Jezus pouczy nas o dwóch konkretnych sposobach naszego udziału w Bożej wszechmocy: przez wiarę (por. Mt 17,20) oraz przez modlitwę (por. Mt 18,19).

Czego „nie może” Wszechmocny?

Komentarza domagają się twierdzenia – a takie znajdują się również w Piśmie Świętym – że Bóg coś „musi” i niektórych rzeczy „nie może”. Na przykład, Bóg „musi okazać się prawdomówny” (Rz 3,4) i „nie może zaprzeć się samego siebie” (2 Tm 2,13). Można ułożyć całą listę prawdziwych twierdzeń, że Bóg czegoś „nie może”: nie może się mylić, nie może nikogo skrzywdzić, nie może przestać istnieć, nie może nikogo okłamać, itp. Mówiąc krótko, Bóg „nie może” nie być nieskończenie dobry i potężny; po prostu „nie może” nie być Bogiem.

Nie jest, oczywiście, tak, że Bóg do czegokolwiek jest przymuszony lub przez coś zdeterminowany albo jakoby obowiązywały Go (i w ogóle jakoby istniały) jakieś prawa wyższe lub wcześniejsze od Niego. Prawa logiki oraz zasady moralne z Niego przecież wypływają i odzwierciedlają Jego prawdę.

Co zatem wyrażają prawdziwe zdania, mówiące o tym, że Bóg czegoś nie może? Zauważmy, że we wszystkich podanych wyżej przykładach tego typu negacja ma sens jednoznacznie pozytywny, wyklucza w Bogu samą nawet możliwość jakichkolwiek uchybień lub niedoskonałości. Takiego języka używamy też w odniesieniu do człowieka: mówimy niekiedy o kimś, że jest mistrzem tak doskonałym, że „nie może” spartaczyć podjętego przez siebie zadania, „nie może” wypuścić ze swojego warsztatu jakiejkolwiek fuszerki itp.

W tym miejscu warto przypomnieć popularne w swoim czasie ateistyczne pytanie pułapkę obliczone na wykazywanie, jakoby sama nawet idea wszechmocy Bożej była wewnętrznie sprzeczna: Czy Bóg mógłby stworzyć taki kamień, którego nie mógłby podnieść?

Spróbujmy nadać temu pytaniu formę bardziej poważną. Bo przecież samo wyobrażanie sobie Boga jako kogoś zajmującego się podnoszeniem kamieni urąga najbardziej elementarnym intuicjom na temat Boga i jest dla Niego obraźliwe. Równie głupio ktoś mógłby pytać: Czy Bóg mógłby stworzyć taką bułkę, której nie mógłby zjeść?

Ale potraktujmy to pytanie poważnie i sformułujmy je następująco: Czy Bóg mógłby stworzyć taki świat, nad którym nie byłby już w stanie zapanować? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: Oczywiście, że nie mógłby. Bo jest naprawdę wszechmocny, to znaczy nieskończenie potężny. Jakakolwiek podatność na brak kłóci się z pojęciem wszechmocy. Nie na tym przecież polega wszechmoc Boga, żeby jej mogło (albo nawet musiało!) czegoś brakować.

„Dla Boga nie ma nic niemożliwego”

Wydobądźmy teraz z Pisma Świętego kilka fragmentów, w których mówi się o wszechmocnej Bożej miłości do nas ludzi. Chodzi o to, że Bóg w swojej miłości do nas nie jest związany ani naszym zdrowym rozsądkiem, ani granicami naszej ludzkiej wyobraźni. Kiedy wybrał sobie Abrahama i postanowił obdarzyć go potomstwem liczniejszym niż gwiazdy na niebie, nie stanowiło dla Niego żadnej przeszkody to, że jego wybraniec oraz jego żona byli w wieku, kiedy ludzie już naprawdę nie mogą mieć dzieci. Bo przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego! (por. Rdz 18,14).

Później anioł Gabriel (którego imię znaczy „moc Boża”) sięgnie po te słowa, zwiastując przyjście Zbawiciela (por. Łk 1,37). Bo wcielenie Syna Bożego – chociaż dokonało się tak cicho, że nawet Józef, dziewiczy mąż Maryi, go nie zauważył – jest dziełem wszechmocy Bożej większym nawet niż stworzenie świata. Wszechmocna miłość Ojca Przedwiecznego to sprawiła, że Jego Syn przyjął naszą ludzką naturę.

Cofnijmy się jeszcze do Starego Testamentu i przypomnijmy sobie rozkaz, jaki podczas oblężenia Jerozolimy dał Bóg Jeremiaszowi. Już było wiadomo, że Jerozolima padnie, a najeźdźca, zanim zacznie wprowadzać swoje porządki, wszystko zniszczy. Tymczasem Bóg każe prorokowi zachować się w sposób poniekąd absurdalny, tak jakby to był czas głębokiego pokoju. Każe mu nabyć pole, zapłacić za nie pełną cenę srebra, sporządzić akt notarialny, a wszystko to, by dać świadectwo, że „będą jeszcze w tym kraju kupować domy, pola i winnice” (Jr 32,15). Jeremiasz zrozumiał wtedy, że Bóg każe mu przypominać ludowi, iż „żadna rzecz nie jest niemożliwa” dla Stwórcy nieba i ziemi, który nie opuści swojego ludu (por. Jr 32,16–44).

Później sam Pan Jezus odpowie uczniom na ich niepokój, że chyba tylko nieliczni będą zbawieni: „Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga” (Łk 18,27).

Jego wszechmoc i miłość podstawą naszego zawierzenia Bogu

Przede wszystkim jednak wszechmoc nie jest w Piśmie Świętym abstrakcyjną cechą dalekiego Boga. Bóg prawdziwy, Stwórca wszystkiego, co istnieje, oczywiście, jest Bogiem wszechmocnym, ale Jego wszechmoc tym m.in. się wyraża, że On dobrotliwie czuwa nawet nad każdym wróbelkiem i nad każdym włosem na naszych głowach, nad nami zaś czuwa najszczególniej: „Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29–31).

Prawdę o takim właśnie charakterze Bożej wszechmocy Pismo Święte przekazuje w formie nie tyle pouczeń, ile świadectwa. Wiele w nim podziękowań Wszechmocnemu za to, że nas kocha i nad nami czuwa. Takie dziękczynienia szczególnie często pojawiają się w Psalmach: „Okrzyki radości i wybawienia w namiotach ludzi sprawiedliwych: Prawica Pańska moc okazuje, prawica Pańska wysoko wzniesiona, prawica Pańska moc okazuje (Ps 118, 15n; por. 18,36; 48,11; 63,9).

O tym, że mój los nie jest Bogu obojętny, Psalmista przypomina sobie zwłaszcza w momentach zagrożenia: „Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie, wbrew gniewowi mych wrogów; wyciągasz swą rękę, Twoja prawica mnie wybawia” (Ps 138,7). Najczęściej jednak zawierzenie potężnemu Bogu wyraża się w jednym i drugim: w dziękczynieniu za ocalenie oraz prośbie, ażeby zagrożenie Bóg usunął ostatecznie (por. Ps 25,15; 31,15–18; 32,6).

Zdarza się niekiedy, że człowiek – nie wątpiąc, że Bóg go kocha i że jest wszechmocny – niecierpliwi się, bo czuje się tak, jakby On o nas zapomniał i naszych utrapień nie zauważał: „Przecież to przez wzgląd na Ciebie ciągle nas mordują, mają nas za owce na rzeź przeznaczone. Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz o nędzy i ucisku naszym?” (Ps 44,23–25).

Zawierzenie Jezusa swojemu Ojcu w niebie

Szczytowym wyrazem najdosłowniej całoosobowego zawierzenia się Bogu w sytuacji utrapienia była modlitwa Pana Jezusa w obliczu męki krzyżowej, modlitwa idealnie skuteczna, a zarazem, biorąc po ludzku, mogłoby się wydawać, że niewysłuchana. „Z głośnym wołaniem i płaczem – pisze o tej modlitwie autor Listu do Hebrajczyków – za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości” (Hbr 5,7). Wsłuchując się w powyższe zdanie, możemy zaskoczeni pytać: O czym autor tych słów mówi, skoro Pan Jezus nie tylko nie został wybawiony od śmierci, ale zadano Mu śmierć najokrutniejszą z okrutnych?

A przecież w zdaniu tym wyrażono wielką prawdę. Owszem, Syn Boży został ukrzyżowany i zabity. Jednak śmierć Go nie pokonała, to On ją pokonał! Został On wybawiony od śmierci nie tylko w tym sensie, że zmartwychwstał, ale ponadto w tym sensie, że właśnie dzięki swej śmierci ma moc obdarzać życiem wiecznym wszystkich, którzy chcą do Niego należeć. Zatem wysłuchał jednak Przedwieczny Ojciec swojego Syna, kiedy Ów Go błagał o wybawienie od śmierci. Wysłuchał, bo jest wszechmocny. Zarazem wysłuchał Go inaczej, niż my może byśmy się spodziewali.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Grzechy świętych

KIEDY DZIECKO STAWIA TRUDNE PYTANIA

Pytanie o moralność samobójstwa heroicznego

PROCES UCHWALANIA DOGMATÓW

Złe mówienie o księżach


komentarze



Facebook