Czyny sercowe

Droga do szczęścia reż. Sam Mendes wyst. Kate Winslet, Leonardo DiCaprio i inni USA/Wielka Brytania 2008

Śpiewała o nich Anna Szałapak, do przejmującego wiersza Agnieszki Osieckiej. O upalnym warszawskim lecie, Janie kanceliście i Jagnie, która, jak pamiętam, była dobra i czysta. O miłości wielkiej, co umysł zmąciła i szerokim gestem pisała po białych zeszytach. Że ona była zakochana i leczyła jego smutki, a on był dla niej niczym młody bóg. I w końcu o tym, że zostawił ją bez pożegnania, a ona porzucona odebrała sobie życie. Dramatyczna wymowa tej opowieści równoważona jest satysfakcjonującym morałem, o tym że nieodwzajemnienie miłości nikogo nie uratuje, a ten, kto wszystko pojął, za nieczułość zostanie ukarany surowym wyrokiem Boga zatroskanego skomplikowanymi losami ludzi. Dalekie echo tej piosenki pobrzmiewa w filmie Mendesa. April i Frank, młode małżeństwo z dwójką dzieci na amerykańskich przedmieściach w połowie lat 50. ubiegłego wieku. Oboje w stanie, który trafnie zdiagnozował Camus: „Czasem rozsypuje się dekoracja. Poranne wstawanie, tramwaj, cztery godziny w biurze albo w fabryce, posiłek, tramwaj, cztery godziny pracy, sen i poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, sobota w tym samym rytmie: najczęściej tą drogą idzie się łatwo. Tylko pewnego dnia pojawia się – dlaczego – i wszystko rozpoczyna się w znużeniu zabarwionym zdumieniem” (Eseje). Frank ugrzązł w dobrze płatnej, ale nudnej (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Giełdy przejawiają ducha spowiedzi

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

...byłbym niczym

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook