Meldunek z Kafarnaum
Iz 43,18-19.21-22.24b-25 Ps 41 2 Kor 1,18-22 Mk 2,1-12

„Zebrało się tylu ludzi, że przed drzwiami nie było miejsca”. Ten brak miejsca jest zrozumiały, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że domy w Kafarnaum były niewielkie, a w ich wnętrzu z trudem mieściło się 50 osób. A tam gdzie pojawia się prorok, cudotwórca lub błazen, pojawiąją się i ludzie żądni znaku albo zwyczajni ciekawscy. Nic dziwnego, przez całe życie przecież szukamy kogoś innego niż my sami, bywa, że pytamy o przewodnika czy mędrca. Kogoś, kto wie lepiej i komu można się powierzyć, dać poprowadzić. Nawet wtedy pozostajemy jednak czujni, obserwujemy, wyciągamy wnioski. Nasz los rozgrywa się gdzieś między byciem obserwatorem i uczestnikiem, a więc kimś zaangażowanym.

Potem „przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech”. Słabość i niemoc okazały się tak silne, że zdolne były obudzić solidarność i przyjaźń. Zaprosić przyjaciół do współczucia i troski, a także do szukania ratunku oraz uzdrowienia. Okazuje się, że kiedy kochasz i zależy ci na przyjacielu, już nie potrafisz zachować dystansu obserwatora. Rodzi się ruch, angażujesz się i stajesz się bliskim. Przychodzi wiara, która otwiera na cud, a na pewno na zmianę.

„Siedziało tam kilku uczonych w piśmie”. Obserwator patrzy z dystansu i nie dowierza temu, co widzi. Jest jednak Spojrzenie dużo głębsze, bardziej przenikliwe, zdaje się, że dotyka tajemnic ludzkiego wnętrza. To dzięki temu przenikaniu ludzkiej tęsknoty możliwe staje się odpuszczenie grzechów, uleczenie bólu odłączenia, bycia porzuconym i niepotrzebnym. W przedziwny sposób zatrzymana zostaje nieodwracalność grzechu. Obserwator i tak zwany znawca jednak nie dowierza, zadaje pytania: jaką mocą, jaka sztuczka, dlaczego tak? A ten, któremu przebaczono, wie i doświadcza, z tym doświadczeniem nie sposób dyskutować.

„On wstał, wziął swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich”. Tam, gdzie narodzi się nadzieja, tam życie ulega przemianie, otrzymuje nowy kierunek. Jest jeszcze coś do zrobienia, jest droga do przebycia. Jej odkrycie możliwe jest jednak tylko dzięki poddaniu się temu leczącemu Spojrzeniu, które odczytuje to, co zapisane w głębi duszy. Proces uzdrowienia zaczyna się od wnętrza, od serca, to jak kruszenie lodu. Potem jest cud, a zawsze jest to cud życia na nowo rozpoczętego. Teraz już na własny rachunek.

„Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego”.


Tomasz Zamorski OP - ur. 1970, dominikanin, rekolekcjonista, doktor teologii. Pracował w Krakowie jako duszpasterz młodzieży, w Warszawie w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ani lepszy, ani gorszy

Gry Piłata

Więcej niż metafora

Możesz przyjąć miłość

WZÓR ŻYCIA


komentarze



Facebook