Nikt nie woła

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona reż. David Fischer wyst. Brad Pitt, Cate Blanchett, Tilda Swinton USA 2008

Oswoić przemijanie, tak by na trwałe odcisnąć na ziemi swój ślad. Kto z nas tego nie pragnie? Gdzieś wewnętrznie wstrząsają nami słowa psalmisty – „ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje”. Albo te mniej „święte” – „Moja Wybranka, moja kość, moja faktoria, moja rzeka…” – majaczy Kurtz w Jądrze ciemności, a Marlow wstrzymuje oddech, wsłuchując się w tę litanię. Spodziewa się, że usłyszy, jak puszcza wybuchnie potwornym niepohamowanym śmiechem, który poruszy gwiazdy na niebie, ale ta zbywa słowa Kurtza głębokim milczeniem. To wszystko jest odmianą nieuniknionej utraty; mierzeniem się z fundamentalną niemożliwością posiadania wszystkiego, od drobnych rzeczy po cały świat.

Przypadek Benjamina Buttona to niezwykła historia, z założenia zmuszająca nas do przyjęcia prawdziwości baśniowych prawd jako oczywistych i naturalnych, zakładająca od pierwszej do ostatniej sceny pewną umowność, za którą kryje się poruszający traktat filozoficzny – summa życiowych doznań o przemijaniu, samotności, miłości i śmierci, sensie życia i zmagania z losem. Jak to wygląda? On rodzi się starym (prawie osiemdziesięcioletnim) niemowlakiem, z wszystkim dolegliwościami podeszłego wieku, ale w niezwykły sposób młodnieje z wiekiem. Ona starzeje się w porządku natury. (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Na całe życie

Po nas choćby potop

Giełdy przejawiają ducha spowiedzi

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook