Więcej niż metafora
Jon 3,1-5.10 Ps 25 1 Kor 7,29-31 Mk 1,14-20

Szymon, Andrzej, Jakub i Jan nawet nie wydają się zaskoczeni, jakby ten dzień był od dawna wyczekiwany. Żadnych wątpliwości, wahań, kalkulacji. Zostawili swoje sieci, łodzie i poszli za Nim. Już nie o ryby będzie chodziło w życiu, nie o pracę w każdym kolejnym dniu, teraz zaczyna się czas „łowienia ludzi”, bo „bliskie jest Królestwo Boże”. Pójście za Nauczycielem to duża zmiana i ryzyko, a jednak zaproszenie musiało być na tyle mocne i przekonujące, że odpowiedź była oczywista. Wezwał ich do łowienia, a przecież na tym właśnie się znali. To ważne, by zobaczyć, że Bóg, powołując nas, pozwala rozszyfrować swoje życie, zrozumieć je na głębszym poziomie. Powołanie w tej perspektywie jest odczytaniem tęsknoty wpisanej w ludzkie serce, dopiero pójście za nią czyni szczęśliwym. Na pewno jednak nie jest łatwe, o czym przekonać się można, śledząc historię Jonasza.

Jonasz jest człowiekiem po przejściach. Tym, który zstąpił w odmęty wątpliwości i pytań, prób uratowania siebie przed Bogiem i Jego roszczeniem. Symbolicznie wyraża się to w obrazie połknięcia przez wielką rybę i przebywania w jej wnętrzu. Ciemność, niemoc, uwięzienie to stan zmagania się ze sobą i z Bogiem. Dopiero po tej wewnętrznej walce Jonasz zdolny jest i gotowy usłyszeć Boże zaproszenie „Wstań, idź...”.

Podobnie było z autorem Listu do Koryntian. Zanim stał się Chrystusowym Pawłem, musiał utracić wzrok, by na nowo nauczyć się widzieć, by rozszyfrować Boże wezwanie. Dzisiaj przypomina, że „przemija postać tego świata”, że czas jest krótki. Wzywa więc do pośpiechu, tak jakby chrześcijanie mieli już teraz jedną nogą być po stronie rzeczy nieprzemijających. Jakby w nadziei mieli się wychylić ku Temu, który za zasłoną świata dopiero się objawi. Wezwanie Pawła każe przedzierać się przez szyfry miłości małżeńskiej, płaczu, radości, posiadania czegoś więcej.

Powołanie to metafora – obraz, dzięki któremu moje życie znajduje kierunek i sens. Jest wezwaniem do biegu na długi dystans. Choć równie cenne są i te małe, odszyfrowane w codzienności inspiracje. Swoją moc powołanie czerpie z obietnicy spełnienia, z przynależności do Boga i jego Królestwa. Dzięki niemu czuję, że jestem we właściwym miejscu i czasie. Ważną lekcją dzisiejszej liturgii jest i to, że do tego wezwania się dorasta, że jest miejsce na niezgodę i walkę z Bogiem.

Czas jest krótki, Bóg jednak czeka na odpowiedź człowieka wolnego, a nie niewolnika. Ostatecznie Boże wezwania i powołania to coś więcej niż metafora, to samo życie.


Tomasz Zamorski OP - ur. 1970, dominikanin, rekolekcjonista, doktor teologii. Pracował w Krakowie jako duszpasterz młodzieży, w Warszawie w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ani lepszy, ani gorszy

Nie jestem Martą Robin

Na drugi brzeg

Gry Piłata

CUDOWNE LATA?


komentarze



Facebook