Archwium > Numer 425 (01/2009) > Sylwetka > Chciał iść i szedł

Chciał iść i szedł
Wyruszając w 1931 roku do Afryki, Kazimierz Nowak myślał o jednym: by pisaniem reportaży zapewnić byt żonie i dwójce dzieci. Samotna wyprawa wzdłuż kontynentu zajęła mu pięć lat. Przed nim nikt czegoś takiego nie dokonał.

„Wyczyn Kazimierza Nowaka zasługuje na to, aby jego nazwisko znalazło się w słownikach i encyklopediach, by było wymieniane obok takich nazwisk, jak Stanley i Livingstone”. Tymi słowami Ryszard Kapuściński uczcił pamięć Nowaka, skromnego urzędnika z Poznania, który w podróż po Afryce wyruszył… rowerem.

Gdy po tysiącach kilometrów przeprawy przez spieczone słońcem piaski pustyni, rozległe sawanny i niegościnny busz, gdzie samotny Polak musiał stawiać czoło zmęczeniu, chorobom i nie zawsze przyjaznej przyrodzie, jego rower, „wierny towarzysz i druh minionych lat, ostatecznie wypowiedział służbę i stał się niezdolny do użytku”, Nowak kontynuował podróż pieszo, czółnem, konno, na wielbłądzie…

Przed północą 22 grudnia 1936 roku, po pięciu latach włóczęgi, przekroczył granicę polskoniemiecką w Zbąszyniu, by dzień przed Wigilią Świąt Bożego Narodzenia wrócić do Poznania, gdzie w małym mieszkaniu na Łazarzu, przy ulicy Lodowej, oczekiwała go żona Maria z dwójką podrośniętych dzieci.

Niecały rok później, 13 października 1937 roku, Kazimierz Nowak, osłabiony i wycieńczony nawrotami malarii, zmarł na zapalenie płuc. Za trumną szło sześciu księży, delegacja harcerzy ze sztandarem Ligi Morskiej i Kolonialnej (choć Nowak nigdy nie krył swej niechęci do kolonializmu) i setki poznaniaków. Pochowano go w stroju podróżnym, z kaskiem korkowym złożonym na piersi, na cmentarzu Matki Boskiej Bolesnej (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

"Będziecie świadkami Moimi"

NOWY STARY KULT JEDNOSTKI

"ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ"

NIKT PANI NIE POWIE, KTO STWORZYŁ GENDER

MIĘDZY MŁOTEM A...


komentarze



Facebook