Archwium > Numer 424 (12/2008) > Dominikanie na niedziele > Przygotowanie na koniec świata

Przygotowanie na koniec świata
Iz 40,1-5.9-11 Ps 85 2 P 3,8-14 Mk 1,1-8

„Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną spalone” (2 P 3,10).

Słowa świętego Piotra brzmią jak zwiastun filmu grozy: wielki kataklizm, meteoryt pędzący prosto na naszą planetę czy wybuch supernowej. Wszystko to już widzieliśmy na naszych ekranach, spokojnie pogryzając fistaszki, bo dobrze wiadomo, że amerykańscy naukowcy na pewno znajdą jakiś cudowny sposób, aby w ostatniej chwili wybawić nas z opresji.

Różnica między dzisiejszym Słowem Bożym a kinem katastroficznym polega na tym, że Apostoł nie obiecuje nam żadnych cudownych rozwiązań, żaden deus ex machina nie przyjdzie ocalić tego świata: świat zniknie, bo – choć długotrwały – nie jest przecież wieczny. Czy trzeba czytać takie teksty, kiedy chrześcijanie przygotowują się do kolejnych świąt Bożego Narodzenia? Wszak w żłóbku pojawi się „Bozia”, jak mówimy dzieciom, nie zdając sobie sprawy, że nadejdzie taki dzień, kiedy zbuntowane nastolatki rzucą nam w twarz to określenie z szyderczym uśmiechem. Bo nie „Bozi” im trzeba, ale Boga mocy, nadziei i miłości, który pomoże im wejść w trudne dorosłe życie.

My, dorośli, także potrzebujemy Boga, nie „Bozi”. Dlatego Piotr nie rysuje przed nami jakiegoś tkliwego obrazka, ale z całą powagą mówi, że ten świat wraz ze wszystkim, co nas otacza, przeminie, a naszą nadzieją nie jest technologia, ale fakt, że Słowo Boże przyjęło ludzkie ciało. Jeśli ta prawda ogarnie i przemieni nasze życie, to okaże się, że jesteśmy gotowi na najbardziej radykalne zmiany w naszej rzeczywistości. I kiedy ze świstem rozedrze się zasłona nieba, okaże się, że żyjemy, bo nie w ciele i w naszej przemyślności położyliśmy nadzieję, ale w duchu oraz w Bożym miłosierdziu i łasce. Inaczej mówiąc, święty Piotr proponuje nam nie ocalenie świata, gdyż to niemożliwe, ale ocalenie nas samych. Ocalenie tego, co w nas nieprzemijalne, czyli miłości i dobra.

Adwent i Boże Narodzenie to przygotowanie na koniec świata i żadne najbardziej nawet kolorowe choinki nie mogą nam przesłonić tej prawdy. Jednak przyjście Jezusa w ciele pozwala nam oczekiwać tego dnia z radosnym podnieceniem, tak jak oczekiwali jego powtórnego przyjścia Apostołowie.

„Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was zastał bez plamy i skazy, w pokoju” (2 P 3,14).


Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego w Warszawie, obecnie mieszka i pracuje w Petersburgu (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dwa oblicza

Anioł czy demon?

Zamyślenia przy fontannie

WIERNOŚĆ OBIETNICY

WYTŁUMACZ MI


komentarze



Facebook