W skarpetkach na ratunek
Ez 47,1-2.8-9.12 Ps 46 1 Kor 3,9b-11.16-17 J 2,13-22

We wspomnieniach rodzinnych przechowujemy opowieść o wydarzeniu, którego kilka szczegółów sam pamiętam, a resztę dopowiadają rodzice. Miałem z dwanaście lat, gdy któregoś popołudnia moja młodsza siostra bawiła się w piaskownicy przed naszym wieżowcem. Dokuczał jej jakiś starszy chłopak i w pewnej chwili zaczęła krzyczeć. Leżałem w pokoju, czytając książkę, i przez otwarte okno ósmego piętra usłyszałem głos. Nie pamiętam, co dokładnie zawołała, po chwili jednak gnałem w dół, przeskakując po kilka stopni, przekonany, że to szybciej niż windą. Rodzice dopowiadają, że wybiegłem wtedy z domu w skarpetkach.

Rozważając Ewangelię na dzień poświęcenia rzymskiej bazyliki na Lateranie, uważanej za matkę wszystkich świątyń, jestem przekonany, że Jezus też usłyszał głos wołania o pomoc. Jego wtargnięcie do Świątyni Jerozolimskiej, wywracanie stołów, rozrzucanie monet, przepędzanie baranów, wołów i gołębi zadziwia nie mniej niż bieganie w skarpetkach. Kiedy kręci bicz ze sznurków i wypędza handlujących, nie przypomina wcale statecznego Rabbiego. Gdy po tumulcie opada kurz, woła, by nie czynić z domu Ojca targowiska. Głos, który usłyszał, to wołanie Ojca, znieważonego przez brak ludzkiego szacunku. Jednak sposób, w jaki podjął się obrony, tak bardzo nie przystaje do popularnego obrazu Mistrza z Nazaretu, że nie dziwią pytania faryzeuszów, domagających się uzasadnienia niecodziennych czynów. Odpowiedzi Jezusa nie rozumieją jednak ani oburzeni Żydzi, ani zaskoczeni uczniowie. Dopiero potem zaczną dostrzegać w zmartwychwstaniu znak potwierdzenia intymnej więzi Jahwe i Jezusa. Tylko na mocy ich niezwykłej bliskości mógł Jezus w taki sposób wtargnąć do Świątyni, bo była ona miejscem obecności Jahwe, Świętym Świętych – właściwie Nim samym. Widząc zagrożenie Ukochanego, Syn, Lew Judy wypełnia wnętrze gniewem miłości.

Od Świątyni Jerozolimskiej poprzez bazylikę na Lateranie myśl czytań mszalnych prowadzi dziś do mnie. Apostoł Paweł oznajmia, że teraz ja jestem świątynią Boga i jest ona święta. I jak kiedyś Jahwe utożsamiał się ze Świętym Świętych w Jeruzalem, tak dzisiaj utożsamia się ze mną, który noszę w sobie Bożego Ducha. Te myśli przynoszą wielką pociechę, bo wiem, że jeżeli w jakimkolwiek zagrożeniu zawołam o pomoc do Jezusa, On rzuci się nawet w skarpetkach, z biczem w ręku, by chronić mnie od zła.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Różaniec Basi

Ważniejszy jest człowiek

Ratuje nas Duch Święty

OPŁATEK DLA WROGA

Notatki z podróży służbowej


komentarze



Facebook