Jak pani może mówić o dziecku
Wydawało mi się zawsze, że kobieta w ciąży to jest ktoś wyjątkowy. Ktoś, kim trzeba się szczególnie zająć, zrozumieć go, wysłuchać. Ktoś, komu ustępuje się miejsca w tramwaju albo w kolejce. Kiedy trafiłam do szpitala, przekonałam się, że nie jestem nikim wyjątkowym. Jestem przypadkiem medycznym, wydarzeniem statystycznym, histeryczką.

Joanna dokładnie pamięta tamten dzień. Była zima, jechała pociągiem. Przyglądała się siedzącym w przedziale pasażerom i myślała sobie: jadę tu z wami, a wy nie wiecie, że ja nie jestem sama, że w moim brzuchu siedzi sobie od kilku tygodni maleńki człowiek. Była taka dumna i szczęśliwa – będzie mamą.

Tę podróż jeszcze długo potem wspominała i wyrzucała sobie: gdybym nie pojechała na delegację, gdybym odmówiła, gdybym się nie zdecydowała na pociąg, tylko na samochód, gdybym się cieplej ubrała, gdybym poszła na zwolnienie lekarskie, gdybym, gdybym, gdybym…

Ale tamtego dnia w pociągu była szczęśliwa, trzymała rękę na brzuchu – jeszcze takim zwyczajnym, płaskim, choć przecież był już w nim człowiek. Nikt z pasażerów o tym nie wiedział, tylko ona wiedziała i chciała, żeby ten brzuch już się zaokrąglił, żeby się zrobił śliczny, ciążowy brzuszek i żeby wszyscy widzieli, że ona jest już mamą. Bo tak się poczuła od pierwszej chwili, gdy na teście ciążowym zobaczyła dwa paseczki.

Wybiegła z łazienki, by je pokazać Tomkowi. I stali mocno przytuleni do siebie i nic nie mówili. Dopiero chwilę później zrobili sobie herbatę, usiedli przy stole, obliczali, kiedy narodzi się ich dziecko i zaczęli wymyślać imiona. Byli rodzicami. Mamą i tatą.

– Było nam wszystko jedno, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. To było nasze pierwsze dziecko, a planowaliśmy przynajmniej trójkę – mówi Joasia.


Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ILE KOSZTUJĄ MARZENIA?

A ŻŁÓBEK BĘDZIE?

Nie ma życia na parafii

NIE TYLKO JAZZ

Przez nich świeci światło


komentarze



Facebook