Przyodziej nagość moją
Iz 25,6-10a Ps 23 Flp 4,12-14.19-20 Mt 22,1-14

Właściwie jak nazwać tę przypowieść? Myślałem – to królewska uczta, od której zaproszeni się wymawiają. Dlatego Władca każe sługom zapraszać na rozstajnych drogach wszystkich napotkanych. I tak sala wypełnia się ludźmi, zarówno dobrymi, jak i złymi. Biletem wejściowym nie jest zatem bycie dobrym, tylko przyjęcie zaproszenia i strój weselny. Tutaj jednak sprawy się komplikują. Król spostrzega wśród biesiadników kogoś bez stroju i pyta, jak wszedł do środka. Znajomymi, z którymi rozmawiałem o przypowieści, obdarzali współczuciem człowieka bez szaty. Oniemiał po pytaniu, mówili, pozbawiono go możliwości obrony. A przecież, zaskoczony zaproszeniem, nie mógł się przygotować – skojarzenie to wspierali wersją przypowieści z Ewangelii według św. Łukasza, gdzie mówi się o przynaglaniu do przyjścia.

Oprócz tego człowieka wszyscy ucztujący mieli jednak właściwe stroje. Wcześniej myślałem, że i nieubrany, i przystrojeni zwołani zostali wtedy, gdy pierwsi zaproszeni nie okazali się godni. A może jednak człowiek bez szaty był wśród pierwszych zaproszonych? Ogromnie zapracowany, nie miał czasu. Nie chciał odrzucić zaproszenia, ale myślał, że później zajmie się Królem. I kiedy usłyszał trąbę na rozpoczęcie wesela, rzucił się w drogę, jak stał, by zdążyć. I znalazł się przed Bogiem.

Tę Ewangelię nazwałbym więc przypowieścią o nagości wobec Boga. Biblia mówi, że nie można zobaczyć Jahwe i pozostać przy życiu. Przerażenie biedaka bez szaty to reakcja właściwa. Odkrył, że nie jest przygotowany na spotkanie z Ogniem Pożerającym. Niestety, uwierzył w ostateczność tego doświadczenia i nie odwołał się do miłosierdzia. A gdyby poprosił Króla o szatę?   Odkrywanie, że wobec Stwórcy pozostaję nagi, jest wpisane we wzrost duchowy. A zmaganie polega na tym, żeby nie dać się zahipnotyzować przerażeniu. Nieżyjący już ksiądz Henri Nouwen opowiada o tym w książce Wewnętrzny głos miłości: „Pisałem ten intymny dziennik w najtrudniejszym okresie mojego życia. Był to czas skrajnego lęku, kiedy zastanawiałem się, czy będę w ogóle w stanie dalej żyć. Wszystko legło w gruzach – moje własne poczucie wartości, chęć do życia i pracy, przekonanie, że jestem kochany, nadzieja na uzdrowienie, moja wiara w Boga... wszystko. Oto ja, piszący bezustannie o życiu duchowym, znany jako ktoś, kto kocha Boga i daje ludziom nadzieję, zostałem powalony i znalazłem się w zupełnej ciemności”. A jednak ksiądz Nouwen, wsparty w czasie kryzysu przez przyjaciół, codziennie wstawał i prosił Boga: „Przyodziej moją nagość”.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

TANIEC RADOŚCI

Tęsknota i przyjaźń (2)

JAK WĘDROWIEC

Ratuje nas Duch Święty

NIC SIĘ NIE ZMIENIA


komentarze



Facebook