Powrót na Sołacz
Iz 55,10-11 Ps 65 Rz 8,18-23 Mt 13,1-23

Zdarza się niekiedy Ewangelię przeżyć na sobie. Można to nazwać paradoksem, ja nazwałbym Bożym zrządzeniem, że rozmyślając, co napisać na temat przypowieści o Słowie Bożym rzucanym jak ziarno na różne rodzaje gleby, znalazłem się na bezdrożach.

Ziarno, trafiając na niewłaściwą glebę, umiera. Jak zatem troszczyć się o ziemię duszy? Poszedłem za obrazem doświadczonego rolnika , którego postać zacząłem wiązać z tą Ewangelią, i postanowiłem sprawdzić, czy ojcowie Kościoła objaśniali przypowieść o siewcy, odwołując się do uprawy ziemi. W przeglądarkę internetową wpisywałem łacińskie słowa i sprawdzałem, czy u Augustyna i innych nie pojawia się wątek rolnika . Długo nie trafiałem na satysfakcjonującą inspirację, a presja rosła, bo planowałem napisać rozważanie przed wieczorną transmisją meczu w mistrzostwach Europy. Wobec narastającej pustki, bardziej z posłuszeństwa niż z ochoty, wybrałem się na rozmyślanie. W kaplicy poprzez niepokój przebiła się myśl, że to zawierzenie Jezusowi użyźnia duszę. Wielu ludzi uważa słowo „zawierzenie” za kościelną nowomowę. A jednak właśnie zawierzeniem chcę nazwać chwile, gdy w cichej modlitwie walczyłem, by w myślach nie budować scenariuszy, gdy dzień się kurczy.

Kiedy w kaplicy trzymałem się krzesła, by wysiedzieć przepisane 30 minut, zobaczyłem nagle w myślach Sołacz, willową dzielnicę Poznania z parkiem i stawem, po którym, gdy byłem chłopcem, pływały zielone łódki. Po wyprowadzeniu się z Łazarza chodziliśmy z rodzicami do sołackiego kościoła. W bocznym ołtarzu po prawej stronie wisiał obraz Jezusa Miłosiernego, kroczącego wśród pejzażu jak z nabożeństw majowych. Kiedy miałem cztery czy pięć lat, traktowałem Jego postać z tego obrazu jak kogoś żywego, może z powodu spojrzenia, o którym sądziłem, że jest zwrócone tylko na mnie. W Jego oczach było coś takiego, że choć niewiele rozumiałem, siedząc na dywanie pokrywającym stopień ołtarza, czułem, że jestem u siebie.

Jako dziecko uczyłem się modlitwy „Jezu, ufam Tobie”, siadając pod okiem Jezusa. Teraz w kaplicy, jako dorosły mężczyzna, wracałem do tej praktyki. Święty Benedykt pisał, że nim mnisi zabiorą się do jakiegokolwiek dzieła, mają najpierw prosić, by Bóg błogosławił ich zamierzenia. Zapomniałem o tym wskazaniu i dlatego niniejsze rozważanie musiałem pisać podczas transmisji meczu, który Polacy ostatecznie zremisowali z Austrią 1:1. Następnym razem zacznę od kaplicy, bo jednak bardzo lubię piłkę nożną.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

W skarpetkach na ratunek

Siedemdziesiąty siódmy powrót

OBLICZA MIŁOSIERDZIA

ODGADNĄĆ WSPÓŁCZUCIE

Serce Kościoła w Mielżynie


komentarze



Facebook