Gdzie jest Bóg?

W pierwszym odcinku Dekalogu Kieślowskiego chłopiec wychowywany w rodzinie niewierzącej pyta swoją wierzącą ciotkę: „Gdzie jest Bóg?”. Ciotka obejmuje go i powiada: „Bóg jest tutaj, Bóg jest wszędzie tam, gdzie ludzie naprawdę się kochają”.

Bóg jest „wszędziej niż wszędzie”

Prawda tej sceny głęboko porusza. Zarazem wciąż na nowo musimy sobie przypominać, że prawdy o Bogu nie da się zamknąć w żadnych ludzkich słowach ani gestach, gdyż przekracza ona wszelkie ludzkie środki wyrazu. Niekiedy jednak komuś głęboko Bogiem zafascynowanemu udaje się coś tak niezwykłego o Nim powiedzieć, że niemal przekracza to granice możliwości ludzkiego języka.

Bóg jest „wszędziej niż wszędzie” – napisała, zapewne pod wpływem jakiegoś mistycznego doświadczenia, Beata Obertyńska w swoich Grudkach kadzidła. Bóg jest intimior intimo meo – zachwycał się św. Augustyn, co w wolnym przekładzie można oddać: „Bóg jest mi bliższy niż ja sam sobie”.

Oba te sformułowania – więcej niż mistrzowskie – stanowią poniekąd echo biblijnych intuicji na temat Bożej wszechobecności. „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? – modlił się król Salomon podczas poświęcenia Świątyni. – Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem” (1 Krl 8,27).

„W Nim […] żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28) – wyjaśniał apostoł Paweł pogańskim filozofom na Areopagu. W połowie zaś II wieku św. Teofil z Antiochii w następujących słowach wyrażał prawdę, że Bóg, obecny w każdym miejscu, jest zarazem transcendentny wobec wszystkich miejsc: „On nie jest ograniczony miejscem, bo inaczej obejmujące Go miejsce byłoby większe od Niego. Bóg nie jest objęty żadnym miejscem, lecz sam jest miejscem wszystkiego” (List do Autolyka, 2,3 i 10).

O tym natomiast, że Bóg jest mi bliższy niż ja sam sobie, mówił nawet Pan Jezus: „Kiedy […] dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6,3n). „Panie, przenikasz i znasz mnie – wysławiał Bożą miłość Psalmista. – Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na moim języku, Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę” (Ps 139,1–5).

Rzecz jasna, grzesznikowi ta Boża wszechobecność musi przeszkadzać. Już pierwszy grzesznik tłumaczył się nieporadnie przed Bogiem: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się” (Rdz 3,10). „Czy może się człowiek – czytamy w księdze Jeremiasza – ukryć w zakamarkach, tak bym go nie widział? – wyrocznia Pana. Czy nie wypełniam nieba i ziemi?” (Jr 23,24). „Gdzież jest takie miejsce – pytał św. Augustyn – w którym by nie było Tego, który jest wszędzie? Czyż nie o tym właśnie przypomina nam Paweł, gdy mówi: Pan jest blisko, o nic się już więcej nie troszczcie?” (Mowa 171).

Augustyn zachwycał się tym, że Bóg jest wszędzie, bo całym sobą wiedział, że On jest Miłością. Kiedy jednak o tym się nie wie albo nie chce wiedzieć, Boża wszechobecność może przerażać, tak jak przeraziła kiedyś młodego Sartre’a. Nie chciał też nic wiedzieć o Bożej wszechobecności cudzołożnik z Księgi Syracha (23,18n):

Człowiek, popełniając cudzołóstwo, mówi do swej żądzy: „Któż mnie widzi? Wokół mnie ciemności, a mury mnie skrywają, nikt mnie nie widzi – czego mam się lękać? Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów”. Tylko oczy ludzkie są postrachem dla niego, a zapomina, że oczy Pana, dziesięć tysięcy razy jaśniejsze niż słońce, patrzą na wszystkie drogi człowieka i widzą zakamarki najbardziej ukryte.

A jednak nawet cudzołożnika ogarnia Wszechobecny swoją miłością – i skłania go do porzucenia grzechu i do wejścia na drogę prowadzącą do życia. Takiego właśnie spotkania z wszechobecnym Bogiem doświadczył grzesznik Augustyn, zawstydził się swojego zła i cały się otworzył na Bożą miłość, która przemieniła go w końcu w wielkiego świętego: „Przed Tobą, Panie, otchłań ludzkiego sumienia stoi otworem. Cóż więc potrafiłbym zakryć przed Tobą, nawet gdybym nie zechciał wyznać? To raczej Ciebie zakryłbym przed sobą, nie zaś siebie przed Tobą. Teraz więc, gdy moje westchnienie świadczy, iż nie znajduję w sobie upodobania, Ty stajesz się moim światłem, moim upodobaniem, miłością i pragnieniem. Wstydzę się siebie, porzucam siebie, aby wybrać Ciebie, i nie chcę podobać się ani sobie, ani Tobie, jak tylko ze względu na Ciebie” (Wyznania, 10,2).

„Któryś jest w niebie”

Skoro Bóg jest „wszędziej niż wszędzie”, skoro jest On bliższy mi, każdemu z nas, niż my sami sobie, to wobec tego, co mówią o Nim te święte teksty, w których nazwany jest On Ojcem niebieskim (np. Mt 5,48; 6,14.26.32)? Skoro już w Starym Testamencie zdawano sobie sprawę z tego, że „niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Go objąć” (1 Krl 8,27), to dlaczego sam Pan Jezus tak często mówi o swoim Ojcu, który „jest w niebie” (np. Mt 5,16.45; 6,1.9; 7,11)?

Dlaczego o Tym, który jest w każdym miejscu, Pismo Święte tak często mówi, że przebywa On w niebie? Przypomnijmy niektóre z tych tekstów. Kiedy Pan Jezus przyjął chrzest w Jordanie, otworzyły się nad Nim niebiosa i głos z nieba mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (zob. Mt 3,16n). Podniesienie oczu ku niebu jest charakterystycznym gestem Pana Jezusa, kiedy zwraca się do swojego Ojca (np. J 11,41; 17,1; Mk 6,41; 7,34). Również Jego widzialne odejście od nas przedstawiane jest w Nowym Testamencie jako wstąpienie do nieba (por. Mk 16,19; Dz 1,9–11).

To niebo, w którym przebywa Bóg i w którym nasz Pan Jezus Chrystus w swoim uwielbionym człowieczeństwie zasiada po prawicy swojego Ojca, jest naszym przeznaczeniem wiekuistym. Tam jest nasz skarb (por. Mt 6,20; 19,21) i nasza nagroda (por. Mt 5,12; Łk 6,23). Tam znajdziemy swoje „mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie” (2 Kor 5,1). To tam odszedł Pan Jezus, ażeby „przygotować nam miejsce”, gdyż „w domu Jego Ojca jest mieszkań wiele” (J 14,2).

Gdzie jest to niebo, czym jest to niebo, o którym mówią te teksty? Już król Salomon wiedział – aż dwa razy już przywoływaliśmy tu jego wypowiedź – że nie jest to niebo, którego badaniem zajmują się astronomowie. „Należy unikać – tłumaczył z całą jasnością w pierwszej połowie III wieku Orygenes – takiego wyobrażania sobie Boga, jak gdyby był On objęty jakąś formą cielesną i mieszkał w niebiosach. Gdyby Bóg nieba był objęty, ogarnięty niebem, wówczas byłby mniejszy od niebios” (O modlitwie, 23,1).

Pozytywnie na powyższe pytanie odpowiada Katechizm Kościoła Katolickiego, 2794: „To biblijne wyrażenie nie oznacza miejsca (»przestrzeni«), lecz sposób istnienia; nie oddalenie Boga, ale Jego majestat. Nasz Ojciec nie znajduje się »gdzie indziej«, On jest »ponad tym wszystkim«, co możemy zrozumieć z Jego świętości”. W uroczystej formule apofatycznej mówił to samo już apostoł Paweł: „Błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego nikt z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć” (1 Tm 6,15–16).

Własnymi siłami niewątpliwie nikt do tej „światłości niedostępnej” nie dojdzie. Do domu swojego Ojca tylko Jezus Chrystus może nas doprowadzić. Co więcej, już teraz – wprawdzie tylko zaczątkowo, ale realnie – nas do niego wprowadza. To o tym przecież pisze apostoł Paweł: „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, […] razem z Chrystusem przywrócił do życia […] i razem posadził na wyżynach niebieskich” (Ef 2,4–6).

Co konkretnie znaczą te słowa, że niebo jest dla nas dostępne już teraz, że już teraz niektórzy uczniowie Chrystusa Pana zasiadają „na wyżynach niebieskich”? Prostej, a zarazem przekonującej odpowiedzi na to pytanie udziela ojciec duchowy Augustyna, św. Ambroży: „Niebo jest tam, gdzie nie ma grzechu ani zbrodni, gdzie śmierć nie zadaje żadnej rany” (O sakramentach, 5,3,20).

„Odeszli daleko ode Mnie”

Wszechobecność Boga jest ontyczną cechą Jego relacji ze stworzeniem. Jednak duchowo, niestety, zarówno my możemy się od Boga oddalać, jak On może się od nas odwrócić. W Piśmie Świętym za pomocą tych obrazów często opisuje się ludzki grzech. „Jaką nieprawość znaleźli we Mnie wasi przodkowie – skarży się Bóg w Księdze Jeremiasza – że odeszli daleko ode Mnie? Poszli za nicością i sami stali się nicością” (Jr 2,5). „Im bardziej ich wzywałem – kontynuuje Pan Bóg tę skargę w Księdze Ozeasza – tym dalej odchodzili ode Mnie” (Oz 11,2).

Można być daleko od Boga, a sądzić, że jest się blisko: „[…] ten lud zbliża się do Mnie tylko w słowach i sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie” (Iz 29,13; por. Mt 15,9). Można nawet oddzielić się od Boga – od Boga wszechobecnego przecież! – przepaścią: „[…] wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem; wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha” (Iz 59,2).

To rozchodzenie się człowieka z Bogiem jest opisywane w Piśmie Świętym również od drugiej strony. „Od występnych Pan jest daleko, modlitwy prawych On słucha” (Prz 15,29); „Pan […] patrzy łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka” (Ps 138,6). Aż strach to mówić, ale to oddalenie od Boga może się utrwalić: „Poniosą oni karę wiecznej zagłady z dala od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego” (2 Tes 1,9).

Pytanie samo ciśnie się na usta: Przecież Bóg jest najdosłowniej wszechobecny! Zatem jak to możliwe, żeby być od Niego daleko, żeby On był daleko od nas, a nawet żeby być od Niego oddzielonym przepaścią? Zauważmy, że pytanie to, paradoksalnie, można sformułować też następująco: Jak to możliwe, że nasza ziemia nie jest niebem?

Odpowiedź na to pytanie jest tyleż prosta, co bolesna: Wszechobecny Bóg jest Miłością. Toteż jeżeli miłości nie ma tam, gdzie być powinna, znaczy to, że nie ma tam Boga. Ale zarazem znaczy to, że tworzony jest tam jakiś daleki od rzeczywistości świat pozorów. „Poszli za nicością i sami stali się nicością” (Jr 2,5) – skarżył się Bóg w Księdze Jeremiasza. To dlatego tak nieraz źle nam i gorzko na tej ziemi, że zgubiwszy miłość, zgubiliśmy jednocześnie i Boga, i samych siebie i uwikłaliśmy się w złudny świat pozorów.

Strach pomyśleć, czym by się to skończyło, gdyby Bóg nie ulitował się nad nami i nie przysłał nam swojego Syna.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół starożytny w obronie niewolników

SIEDZI PO PRAWICY OJCA

Niepozorny obrzęd wyrażający samą istotę Kościoła

Pielgrzymka pokoju

"ZRODZONY, A NIE STWORZONY"


komentarze



Facebook