Archwium > Numer 417 (05/2008) > Dominikanie na niedziele > Serce Kościoła w Mielżynie

Serce Kościoła w Mielżynie
Dz 2,1-11 Ps 104 1 Kor 12,3b-7.12-13 J 20,19-23

Anders Bodegård, szwedzki tłumacz Kapuścińskiego, pisząc o Podróżach z Herodotem, wskazuje, dlaczego mistrz zainteresował się tym starożytnym historykiem. Odczuwał z autorem Dziejów pokrewieństwo, pozwalające zrozumieć własne wędrówki: „Skąd w Herodocie wzięła się ta pasja? Może z pytania, które pojawiło się w umyśle dziecka: skąd biorą się statki? Bo dziecko, bawiąc się w piasku na skraju zatoki, widzi, że daleko, na linii horyzontu nagle pojawia się statek, który płynąc w ich stronę, robi się coraz większy. Skąd przypłynął ten statek? Przecież ta linia, bardzo daleko, wydawała się końcem świata!”.

Koniec świata wcale nie musi być w Indiach. Wystarczy pojechać na wielkopolską wieś, zagubioną gdzieś przy drodze między Słupcą a Gnieznem. Nie piszą o niej gazety, zajmujące się wielkimi sprawami, ostatnio też – niestety coraz częściej – skandalami w Kościele. A w Mielżynie siostry dominikanki od lat prowadzą Dom Pomocy Społecznej dla niepełnosprawnych dziewcząt i kobiet.

Siostry z dumą pokazują nowe budynki. Gdy trzeba, podpowiadają gościom, jak się zachować – bo na przykład lepiej jest najpierw usiąść, by mieszkanki domu się oswoiły – nowa osoba to dla nich trudne przeżycie. Siostra Rafała prowadzi mnie do Nicole – dwuletniej dziewczynki z wodogłowiem. Komplikacje zdrowotne sprawiły, że musi oddychać za pomocą zewnętrznego aparatu. Siostry musiały nauczyć się jego obsługi, co oznaczało niespodzianki i konieczność przekraczania siebie. Pierwszego dnia po powrocie ze szpitala źle założona rura od respiratora wypadła z tchawicy Nicole. Nie było czasu na zastanawianie się, Rafała rzuciła do siostry Hani, pielęgniarki: Wkładaj! A kiedy ta oponowała, mówiąc, że nigdy tego nie robiła, Rafała zawołała: Najbardziej się nadajesz! Zanim przyjedzie karetka, mała umrze. Odetchnęły, kiedy się udało.

Herodot i Kapuściński podróżowali na krańce świata, ciekawi, skąd się biorą statki. Dzięki ich przyjaźni, zadzierzgniętej poprzez wieki, odkrywam, że wędruję po świecie, by podglądać Ducha Świętego. Fascynuje mnie w człowieku zdolność czynienia rzeczy niemożliwych, przekraczania siebie. Jest ona z Ducha Świętego, którego Zmartwychwstały daje uczniom, posyłając ich na świat. W Mielżynie, na końcu świata, Duch sprawia rzeczy niezwykłe. I dlatego z mistrzami reportażu rozmawiam o tym, czy koniec świata nie bywa czasami jego sercem.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Sen o Łazarzu

TANIEC RADOŚCI

Znaleźć właściwą miarę

Przyodziej nagość moją

Różaniec Basi


komentarze



Facebook