Archwium > Numer 417 (05/2008) > Felietony > Wschodnia religia misteryjna

Wschodnia religia misteryjna

Uczestniczyłem niedawno za granicą w mszy świętej odprawianej w obrządku ormiańskim. Przed Podniesieniem kapłan zdjął z nóg obuwie i podczas Przeistoczenia stał bez butów. Niczym Mojżesz przed krzewem gorejącym, przejęty bojaźnią i drżeniem. Tak jak dla Mojżesza ziemia, po której stąpał, była święta, tak dla ormiańskiego duchownego święty był ten moment, w którym mógł dotykać samego Boga, gdy Ten wchodzi w materię.

W Kościele asyryjskim kapłan ma przymocowane do palców dłoni małe dzwoneczki, które wydają dźwięk w momencie epiklezy, czyli zstąpienia Ducha Świętego na chleb i wino.

Ta symbolika liturgiczna w Kościołach wschodnich ma uwydatnić obecność rzeczywistości nadprzyrodzonej – pomóc celebrować ów moment, w którym następuje wkroczenie wieczności w czas doczesny. Taka jest zresztą rola symbolu – to widzialny znak, który wskazuje na kryjącą się za nim niewidzialną rzeczywistość.

W Moskwie rozmawiałem w prawosławnymi teologami, którzy – używając języka dyplomatycznego – porównywali świątynię do ambasady. Jej głównym atrybutem jest eksterytorialność. Ambasada to kawałek jednego kraju na terytorium drugiego. Obowiązują na nim inne prawa, inny język, inne zwyczaje niż dookoła. Świątynia więc to jakby ambasada Królestwa Niebieskiego w rzeczywistości ziemskiej. Taki kawałek Nieba na Ziemi. Dlatego wnętrze cerkwi wygląda inaczej niż to, co się rozpościera za jej murami. Tutaj m&oacu (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Christiania czeka na chrystianizację

SMS z Portugalii

Miłość nie zna granic

Nuda niedzieli

Sambation, Chazarowie i Karaimowie


komentarze



Facebook