Za pierwszym razem?
Iz 8,23b-9,3 Ps 27 1 Kor 1,10-13.17 Mt 4,12-23

Znamy pewnie doskonale opowieść o powrocie uczniów do łowienia ryb po śmierci Pana Jezusa, kiedy nie wierzyli jeszcze w Jego zmartwychwstanie i trochę rozczarowani wrócili do dawnego życia. Czytając dzisiejszą Ewangelię, można odnieść wrażenie, że wtedy, po zmartwychwstaniu, nie zdarzyło im się to po raz pierwszy. Nie zauważamy tego dlatego, że trochę się przyzwyczailiśmy do opowieści o powołaniu uczniów. Do ich spontanicznej, pierwszej reakcji, do ich wolności od wszelkich zobowiązań, materialnych i międzyludzkich, do ich odwagi w podjęciu ryzyka, którym musiało być pójście za mało znanym jeszcze, nowym nauczycielem, czy do ich niezwykłego zaufania wobec proponowanej przez Niego drogi. Ale czy na pewno tak wyglądało ich powołanie?

Otóż chyba nie bardzo. Czytamy w relacji Jana, że Pan Jezus powołał Andrzeja i Piotra jeszcze w trakcie działalności Jana Chrzciciela, a tu Mateusz pisze o czasie już po jego uwięzieniu. U Jana czytamy, że przy okazji powołania Jezus nazywa po raz pierwszy Szymona Kefasem, czyli Piotrem, a u Mateusza znamy go już pod tym imieniem. Wydaje się więc, że Mateusz opowiada nie o pierwszym, ale o kolejnym, pewnie drugim powołaniu uczniów. Mogło być tak, że spotkali Go pierwszy raz jeszcze jako uczniowie Jana. Zachwycili się, zobaczyli w Nim coś niezwykłego i pociągającego i poszli za Nim. Kiedy jednak Jan Chrzciciel został uwięziony, wystraszyli się, dostrzegli niebezpieczeństwo, jakie wiąże się z głoszeniem nowej nauki, niebezpieczeństwo śmierci nawet. Zrezygnowali. Odeszli i wrócili do rybactwa, do swojej dawnej pracy. Postanowili nie angażować się w coś, co może się okazać porażką. I to, co najbardziej niezwykłe, to powrót Pana Jezusa. Który nie idzie dalej, nie szuka nowych uczniów, ale zawraca. Czeka na nich. Żeby powołać ich po raz drugi. Wierzy w nich, że nie zawiodą, że stać ich będzie na powtórną odpowiedź na Jego wezwanie. I oni zostawiają wszystko. Idą za Nim, ale nie za pierwszym razem, lecz odpowiadając na kolejne, pełne cierpliwości i zaufania wezwanie.

Może więc niekoniecznie trzeba nam szukać takiej radykalnej gotowości do pójścia za wezwaniem Pańskim, jaką, wydaje się nam, mieli pierwsi uczniowie. Może chodzi bardziej o gotowość ciągłego odpowiadania, szczególnie wtedy, kiedy gdzieś się zawieruszymy, bo Pan przyjdzie po nas znów. Zaczeka. Zawoła powtórnie. Zna nas i wie, że stać nas na odpowiedź. Choćby za trzecim razem.


Adam Szustak OP - ur. 1978, dominikanin, wędrowny kaznodzieja, przez kilka lat duszpasterz akademicki krakowskiej "Beczki", prowadzi stronę www.langustanapalmie.pl, mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kiedy byliśmy grzesznikami

Niechaj stanie się Światłość

Robić żal

Od Świętych Rodzin zachowaj nas, Boże!

Zaloty


komentarze



Facebook