Mapa pielgrzymów

Bo jechać to jest nic. Najważniejsze zaczyna się dopiero potem, właśnie teraz,
gdy wszystko już znieruchomiało, struchlało i powoli obraca się w nicość.
Andrzej Stasiuk, Fado

Moja pierwsza pielgrzymka dominikańska z Krakowa do Częstochowy to rok 1994. Byłem duszpasterzem akademickim w krakowskiej „Beczce”. Pierwszego dnia, zaraz na drugim etapie, po odpoczynku obok zoo i minięciu podnóży kopca Piłsudskiego, schodzimy w dół do trasy prowadzącej na Kryspinów. Po jakimś kilometrze, dwu, nasza grupa myli drogę. Zamiast skręcić w prawo, w stronę przejścia nad autostradą Kraków – Katowice, idziemy prosto, prowadzeni łukiem szosy. A to dlatego, że spowiadający na końcu idącej przed nami grupy dominikanin, traci z nią kontakt wzrokowy i odruchowo wybiera drogę na Kryspinów.

Nie wiem, czy nasz pilot się wtedy zagapił czy nie dość znał trasę, że poprowadził grupę za spowiadającym, ale pewnie od tamtego zdarzenia, kiedy w konsekwencji nadłożyliśmy spory szmat drogi, piloci pielgrzymki tak bardzo dbają o mapy. Przygotowując się do wyruszenia, trzy razy objeżdżają wcześniej trasę. Najważniejsze są dla nich check pointy – charakterystyczne miejsca, które łatwo zapamiętać. Gdy główny pilot chce w czasie marszu ustalić, w jakiej odległości znajdują się poszczególne grupy, kontaktuje się z nimi przez krótkofalówkę. Piloci, zapisawszy wcześniej czas mijania check pointów, odpowiadają, ile minut od danego punktu jest gr (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

O CIERPLIWOŚCI BOGA I DOJRZAŁOŚCI CZŁOWIEKA

ODGADNĄĆ WSPÓŁCZUCIE

Wołanie o światło

W skarpetkach na ratunek

JAK WĘDROWIEC


komentarze



Facebook