Archwium > Numer 408 (08/2007) > Wędrówki wiary > Szukanie Boga w Paryżu

Szukanie Boga w Paryżu

Kiedy przyjeżdżałam do Paryża jeszcze jako studentka z Polski, w ramach zarobkowojęzykowych wakacyjnych wypadów, nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy tak naprawdę „Pan Bóg za granicą”.

Były to pobyty zazwyczaj dwumiesięczne, w czasie których trudno mówić o integracji i zaangażowaniu duchowym. Doświadczenie to nazwałabym raczej momentem przeczekania i zawieszenia, bo przecież mój kościół, z moim Panem Bogiem był w Polsce, a nie w tej francuskiej parafii. Sytuacja zmieniła się dwa lata temu, kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce nad Sekwanę.

Świadomość, że coś się zmieniło, nie przyszła znienacka. Wyjeżdżając z Polski, martwiłam się o wiele, ale nie przyszło mi do głowy, że trzeba będzie zadbać również o sprawy duchoworeligijne. Po przyjeździe do Francji też nie wydawało mi się, że coś wymaga przemyślenia, że może będzie inaczej.

Początkowo moje spotkania z Panem Bogiem były podobne do tych wakacyjnych sprzed kilku lat. W przypadkowych kościołach i klasztorach, odkrywanych w równie przypadkowych sytuacjach i momentach, od czasu do czasu uczestnictwo w mszach w polskich parafiach.

Kiedy jednak po kilku miesiącach moje nowe życie zostało w miarę możliwości zorganizowane, pojawiła się myśl, że i tu, we Francji, w nowym otoczeniu, jest gdzieś moja parafia. Nietrudno było w sercu tętniącej paryskim życiem dzielnicy odnaleźć nieco zaniedbany kościół. Parafia okazała (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Kto ma miękkie serce?

JEŚLI KOGOŚ UGRYZIE DUŻY PIES

Pornograficzne upodobania współmałżonka

Moc różańca

NIEPOKÓJ


komentarze



Facebook