Prezent od Mola

Nagle mi się przypomniał – to jest, zarówno prezent, jak i Mól Książkowy – więc zajrzałam na półkę z literaturą angielską na „M”, ale nie było tam Chwały córy królewskiej; nie było jej też w żadnym innym dziale i prawie już zaczęłam żałować, że się w ogóle przeprowadziłam na wieś, że naruszyłam uprzedni system porządkowy, a zwłaszcza – że, starając się zmniejszyć liczbę książek, które trzeba było przewieźć, podarowałam różnym bibliotekom przynajmniej jedną trzecią domowego księgozbioru. Był to gest hojny, lecz pochopny; nieraz już go żałowałam. Brakuje mi w różnych chwilach różnych tytułów, niekiedy zaś czuję się wręcz tak, jakbym sama sobie amputowała jakiś ważny fragment duszy. Marną jest pociechą myśl, że moje książki służą teraz komuś innemu. Cóż, jeśli mam być zupełnie szczera, to wyznam, że w najmniejszym stopniu myśl ta mnie nie pociesza.

Ale przecież nie oddałabym Marshalla! Zwłaszcza że to był prezent! – to myśląc, kontynuowałam poszukiwania, coraz bardziej rozdrażniona i zła na siebie. Nie, nie oddałabym nikomu. Aleksander, Mól Książkowy (jak zwykł się przedstawiać) przyniósł mi tę książkę osobiście, jako dodatek do jednej ze swoich wizyt. Zawsze dzwonił na dwa dni przed wizytą i umawiał się na określoną, zwykle popołudniową, godzinę. Przybywał punktualnie, z uśmiechem stawał w progu i od razu oczy uciekały mu do książek, którymi i duży przedpokój był wypełniony. Odwieszał wytarty, czarny płaszcz i& (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Małgorzata Musierowicz - ur. 1945, abolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka "Jeżycjady", mężatka, matka czworga dzieci, pasja: hodowla róż w ogródku, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

"Nic straconego nie ma..."

Jesteśmy wolni...

Na Gołasa

Szkiełko

Byliśmy wielcy


komentarze



Facebook