Zabita nadzieja
Pwt 30,10-14 Ps 69 Kol 1,15-20 Łk 10, 25-37

Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych bracia opowiadali mi, jakim szacunkiem i zaufaniem cieszy się tam ksiądz. „Nic nie musisz robić, wystarczy, że jesteś w koloratce i w habicie, a ludzie już traktują cię z sympatią. To nie jest żadna uniżoność, raczej serdeczna reakcja na kogoś, kogo chciało się spotkać”. Istnieje też i druga strona medalu: „Jeśli jednak zawiedziesz to zaufanie, zasądzą wobec ciebie najwyższy możliwy wymiar kary i wyegzekwują ją z całą bezwzględnością albo będziesz musiał spłacać niewyobrażalnie wysokie odszkodowanie”. Szerzej piszę o tym na stronie 32.   Przypomniałem sobie tę opowieść, czytając przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Wyobraziłem sobie reakcje człowieka, który „schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli”. Leżał ten półżywy biedak przy drodze, ręką ani nogą nie mógł ruszyć, a gdy z największym wysiłkiem otworzył oczy, zobaczył nadchodzącego kapłana. „Jestem uratowany!” – pomyślał. Wiedział, że nadchodzi pomoc, że nie umrze przy drodze. Jakież było jego zdziwienie, gdy kapłan minął go bez słowa. Jeszcze przez sekundę ranny łudził się, że zaraz wróci, że podejdzie z drugiej strony. Z najwyższym wysiłkiem podniósł głowę i zobaczył plecy oddalającego się człowieka. Czuł się jak rozbitek na bezludnej wyspie, który widzi oddalający się okręt. Po chwili sytuacja się powtórzyła. Lewita zapalił nadzieję, by ją już ostatecznie zabić. Pobitego człowieka nie bolały najbardziej rany zadane przez zbójców, ale serce, w którym zgasła nadzieja, poczucie, że zawiedli ci, których nadejścia bardzo się oczekiwało.

Czy powinieneś się zatem dziwić, że niektóre diecezje amerykańskie zbankrutowały po aferach 2002 roku? Czy uprawnione jest twoje pytanie, dlaczego wobec amerykańskich duchownych katolicy tak bezwzględnie egzekwowali prawo? Najbardziej boli podeptane zaufanie, zniszczona przyjaźń, zdrada tego, na czyją dobroć się liczyło.

Pan Jezus kończy przypowieść pytaniem, kto się okazał bliźnim człowieka, który wpadł w ręce zbójców. Warto może, byś w ramach rachunku sumienia zadał sobie pytanie, czy były sytuacje, w których ktoś nie mógł nazwać cię bliźnim. Zwłaszcza, czy nie był to ktoś, kto oczekiwał od ciebie pomocy, która nie przekraczała twoich możliwości i nie była poza Twoim zasięgiem.


Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ku temu co niezmienne

ZASADA JEŻA

ZACZĘŁO SIĘ OD PIŁKI

JESTEM PRZEOREM BOGATEGO KLASZTORU

Dlaczego chcesz wracać?


komentarze



Facebook