Zmartwychwstanie
Dz 10,34a.37-43; Ps 118,1-2.16-17.22-23; Kol 3,1-4 lub 1 Kor 5,6b-8; sekwencja; 1 Kor 5,7b-8a; J 20,1-9 lub Łk 24,13-35

W pierwszy dzień tygodnia, w niedzielny poranek, nic WIELKIEGO się nie zaczęło.

Piotr i Jan nie wybiegli z pustego grobu, by głosić nowinę o zmartwychwstaniu. Jan dopiero po latach przyznał się, że właśnie wtedy uwierzył (J 20,9). Odeszli w milczeniu. Tylko Maria Magdalena została i płakała, bo gdzieś zapodziały się wonności i zabrali „Jej Pana” (J 20,11–13). Miłość nie pozwalała jej odejść i nawet śmierć nie przeszkadzała Marii w czekaniu. Śmierć nie ma władzy nad miłością.

Gdy słońce było wysoko, Maria Magdalena przybiegła i oznajmiła, że widziała Pana (J 20,18). Nie tylko widziała Go, ale pozwolił się objąć za nogi i oddać pokłon (Mt 28,9).

Piotr dźwigał ciężar zdrady. W pustym grobie nie było Jezusa, a na dodatek Zmartwychwstały do niego nie przyszedł. Piotr zaczął na Niego czekać. Zaczął tęsknić. Pan przyszedł, kiedy łowili ryby. Gdy zjedli śniadanie, Jezus Zmartwychwstały pytał Piotra, czy kocha. Bo jeśli kocha, to ktoś inny go opasze i poprowadzi, dokąd nie chce (J 21,15–19).

Pan przychodzi, pokazuje swoje rany (Łk 24,39; J 20,20), wyrzuca brak wiary i posyła, by iść i głosić aż na krańce świata, choćby ten kraniec był tuż za zamkniętymi drzwiami (Mt 28,19; Mk 16,14–18).

Zmartwychwstanie nie jest tylko raz i nie zawsze o świcie. I wcale nie następuje wtedy, gdy sobie je zaplanujemy. Pan przechodzi przez zamknięte drzwi naszych serc i wychodzi z tłumu znad samej przepaści, tak że nikt Go nie może zatrzymać (Łk 4,29–30). Ktoś niezdarnie przełamujący chleb na rozstaju dróg karmi nas i odchodzi spokojnie, a my niespodziewanie odkrywamy, że zaczyna w nas pałać nasze serce (Łk 24,13–35). Nieznajomy wypowie nasze imię i odkryjemy w Jego głosie, że to Ten, który wie, co w nas naprawdę jest (J 2,25;20,16).

Zmartwychwstanie jest tam, gdzie jest życie. Trudno spotkać Zmartwychwstałego, jeśli szukamy Go wśród umarłych (Łk 24,5); On jest z nami przez wszystkie chwile czasu aż do skończenia świata (Mt 28,20).

Czasem po całym dniu pustynnej drogi, na skraju widnokręgu zamajaczy nieznajoma postać, ktoś z boku szepnie: To jest Pan (J 21,7). Gdy odrzucimy bukłaki pełne wody, by nie krępowały ruchów, i zaczniemy biec w gęstniejący mrok, właśnie wtedy zacznie się nasze zmartwychwstanie.


Krzysztof Popławski OP - ur. 1964, dominikanin, przez trzy lata misjonarz na Tajwanie i w Chinach, w latach 2006?2014 prowincjał polskich dominikanów, obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, autor m.in. "Roku taty" i "Oczka. Miniatur (anty)klerykalnych". Mieszka w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Notatki niepotrzebnego księdza

Dłonie Boga

Idźmy za Nim

Błogosławieni miłosierni...

BRATERSTWO BRONI, A NIE KOMBATANCTWO


komentarze



Facebook