Archwium > Numer 402 (02/2007) > Orientacje > Po nas choćby potop

Po nas choćby potop

Apocalypto scenariusz i reżyseria: Mel Gibson wyst. Rudy Youngblood, Dalia Hernandez i inni USA 2006

Posłużmy się wytrychem z Szymborskiej – „Istnieli albo nie istnieli. Na wyspie albo nie na wyspie. Ocean albo nie ocean. Połknął ich albo nie” (Atlantyda). Załóżmy, że podobnie jest z filmem Mela Gibsona. Choć tytuł i dekoracje wskazują na opowieść o przyczynach konfliktu i upadku cywilizacji, to może całość jest tylko zgrabną konwencją kina przygodowego, za którą kryje się sens uniwersalny, w którym możemy odnaleźć samych siebie? Ekranowe wizje zagłady mało nas w końcu poruszają, stąd przypuszczenie, że apokaliptyczny, czarnobiały schemat ma zasugerować coś innego. Spróbujmy zapytać: co?

Pierwsza myśl – Apocalypto to opowieść o miłości, a właściwie o kilku jej aspektach: gwałtownych, wielkich, przerażających. Może nawet chodzi nie tyle o miłość samą w sobie, ile o to, jak ludzie są w stanie ją wypaczyć. Po kolei. Najpierw scena w mieście, prawdopodobnie stolicy kraju, gdzie w obliczu suszy dokonuje się masowych, rytualnych mordów. Wszystko po to, by przebłagać bóstwo, które trzeba nasycić krwią ofiar, a dzięki temu uwieść lud, by uwierzył w skuteczność podjętych praktyk i nie zbuntował się przeciw władcy. Mamy więc przykład manipulacji w celu ratowania własnej pozycji. Obracamy się ze wstrętem, bo brutalność i okrucieństwo scen testują naszą emocjonalną wytrzymałość. Czy słus (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook