Archwium > Numer 400 (12/2006) > Listy do lwa > Most na środku rzeki

Most na środku rzeki
Jakże mógłbym wierzyć, że nie ma tu ludzi ryzyka i męstwa? Ludzie tacy żyją tu, to pewne, niekoniecznie są znani, być może nikt nie postawi im pomników, ale przecież muszą istnieć, by miasto mogło żyć, zapadać w sen, budzić się jeszcze przed świtem.

Szanowny Lwie,

kiedy dniem wstrząsają dreszcze, a mgły powoli wstępują na maszty galarów i słychać na moście turkot dorożek, na pierwsze śniadanie nie ma nic lepszego niż pół butelki czerwonego z kawałkiem bułki i jajkiem na twardo, jeśli jest oczywiście na podorędziu. Na drugie zresztą też. Kolacji nie doczekałem, ale nic nie stało na przeszkodzie, by wypróżnić drugie pół butelki czerwonego i przekąsić lekko fioletowym ze starości jajkiem lub — jeśli tym razem los uśmiechnął się do brodatego Jacques’a — kawałkiem baraniny.

Jedzenie pod mostem w piątek nosi na sobie piętno grzechu, gdyż trudno o ryby, zresztą, któż tam pamięta, że należy powstrzymać się ze wszystkich sił od tłuszczów, ochłapów i kości. I jak na urągowisko żujący te odpadki od rzeźnika wpatrują się ciągle w wodę, która niesie ze sobą mnóstwo smakowitych ryb. I nie widziałem, by któryś z tej hołoty miał wędkę, postarał się o wędkę, sieć czy podbierak. Woda niesie mnóstwo smakowitych ryb, ale nie tylko. Zdarzają się ciała ludzi zdesperowanych lub zabitych, co na jedno wychodzi rybom i krzyczącym rybitwom, płyną butelki i obumarłe konary platanów, a nawet raz przepłynął blisko nas ślubny bukiet. Płynie więc wszystko, co płynąć może, nawet kamienie. Most stoi za to krzepko, opierając się ramionami o dwa brzegi, bo nikomu do tej pory nie przyszło do głowy zbudować mostu na środku rzeki — tak, aby łączył jej źródło z morzem, do którego wp (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Michał Zioło OCSO - ur. 1961, drogę zakonną rozpoczynał jako dominikanin, w 1987 roku przyjął święcenia kapłańskie. W 1995 roku przeszedł do trapistów. Jest autorem książek, m.in. "Dziennik Galfryda"; "Bobry Pana Boga"; "Mamo, mamo, ile kroków mi darujesz?"; "Piosenka humbaka". Pod koniec ubiegłego roku nakładem Wydawnictwa W drodze ukazał się wywiad-rzeka z Michałem Zioło pt. "Po co światu mnich?" Mieszka w opactwie Notre-Dame d'Aiguebelle na południu Francji. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

O starzejącej się wspólnocie

ILE MOGĘ MU DAĆ

Biedni ludzie

Nie wyśniłem biskupa

Kiedy umrę


komentarze



Facebook