Do ostatniego kazania
Am 7,12-25 Ps 85 Ef 1,3-14 Mk 6,7-13

Wzywanie do nawrócenia i głoszenie Ewangelii często w naszych kościołach przybiera formę grożenia palcem, upominania i moralizowania, czasami wręcz popartego straszeniem: nawróć się i żyj przyzwoicie, bo jak nie, to pójdziesz do piekła! Czy tak głosili apostołowie, których Jezus rozsyłał?

Ewangelię poprzedza werset: „Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania”. I myślę, że właśnie to głosili apostołowie: czym jest nadzieja naszego powołania, naszego, tzn. wszystkich chrześcijan. A powołani jesteśmy do tego, abyśmy byli święci, nieskalani, abyśmy byli napełnieni wszelkim błogosławieństwem duchowym, łaską, mądrością i zrozumieniem – jak to wyjaśnia św. Paweł. Takie bogactwo przygotował nam dobry Bóg. Nasze powołanie nie jest zadaniem, które mamy zrealizować, normą, którą do wykonania wyznaczył nam Jezus. On nie mówi: rozkazuję wam być świętymi, masz zdobyć świętość. Jezus mówi raczej: mam dla ciebie świętość, łaskę, mądrość, przygotowałem to dla ciebie, nabyłem to dla ciebie – weź to! Nasze powołanie to jest obdarowanie.

Apostołowie wzywali do nawrócenia. Ale nawrócenie to znaczy w pierwszej kolejności zmiana myślenia, zmiana kierunku, zmiana drogi (tak jak grzech znaczy rozminięcie się z celem, zmylenie drogi). Zamiana myślenia, że powołanie Boże, wezwanie do świętości to ogromny ciężar nałożony na człowieka, zadanie ponad jego siły, na myślenie, że jest to prezent Pana Boga, w zasięgu ręki każdego z nas, jest właśnie nawróceniem i to nawróceniem w bardzo ważnym, może nawet podstawowym wymiarze, bo dotyczącym samej istoty chrześcijaństwa: nie my się zbawiamy naszym wysiłkiem, ale Bóg nas zbawia – przy naszej współpracy, rzecz jasna.

Kiedy przygotowywałem się do kapłaństwa, często sobie obiecywałem, że nigdy jako kaznodzieja nie będę groził palcem, nie będę mówił: musicie, powinniście, nie wolno – bo pójdziecie do piekła; będę mówił o pięknie, wielkości, godności chrześcijańskiego powołania, o nadziei, którą to powołanie w sobie niesie, powiem ludziom, jak wspaniale jest być chrześcijaninem. I ciągle, przez wszystkie dni mego życia, aż do ostatniego kazania, które wygłoszę (być może starczym, zniszczonym, ledwie słyszalnym głosem) – do tego właśnie chciałbym się przez całe życie nawracać.

     


zobacz także

Mówcie: Pokój temu domowi!

W poszukiwaniu rzeczy trwałych

ROZPACZ I NADZIEJA

Suma smaków

MĘDRCY ZE WSCHODU


komentarze



Facebook