Archwium > Numer 395 (07/2006) > Felietony > Dajmonion i anioły w Wenecji

Dajmonion i anioły w Wenecji

Nigdzie chyba nie da się dokładniej zaobserwować szczytu i upadku malarstwa europejskiego, niż przebywając w Wenecji, a zwłaszcza odwiedzając znajdujące się w sąsiedztwie budynki Gallerie dell’Accademia oraz Collezione Peggy Guggenheim. Nie chodzi mi bynajmniej o walory estetyczne wystawianych tam dzieł, ale o ukryty w nich potencjał duchowy.

Swego czasu, będąc w moskiewskiej szkole ikon, długo rozmawiałem z prawosławnymi ikonopisami. Opowiadali mi, że każde dzieło artystyczne odzwierciedla duchowy stan jego twórcy. Ikony, których tworzenie przepojone jest modlitwą i które powstają w stanie łaski uświęcającej, niosą ze sobą ogromny ładunek duchowości otwierającej człowieka na rzeczywistość nadprzyrodzoną. Na tej samej zasadzie dużą część współczesnego malarstwa określić można jako antyikony. Jeżeli człowiek się nie spowiada, jeżeli żyje permanentnie w grzechu – mówili mi prawosławni mnisi – to wówczas w swym malarstwie daje wyraz kłębiącym się w nim demonom.

Ten sekret twórczości artystycznej znał chyba Czesław Miłosz, gdy w swym wierszu Ars poetica? pisał: „słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion”, by w końcu wyrazić nadzieję, „że dobre, nie złe duchy mają w nas instrument”.

Duchowość jest sprawą tak nieuchwytną i zależną od indywidualnej formacji sumienia, że trudno w tej kwestii wydawać autorytatywne sądy. Przebywając jednak w weneckiej Akademii i oglądając obrazy Be (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Skandal!

Pana Jezusa traktuje się poważnie

This is Oxford

Czego się boją misjonarze

Celibat i wolność sumienia


komentarze



Facebook