Trudni rodzice

Bardzo wdzięczny byłbym za wyjaśnienie, jak powinienem się zachowywać w stosunku do mojego ojca. Chciałbym żyć w zgodzie z czwartym przykazaniem Bożym. Pochodzę z rodziny patologicznej. Ojciec mój jest alkoholikiem, który przez lata dowartościowywał się kosztem swoich najbliższych, poniżając nas. Był dzieckiem niechcianym i to rzutuje na jego całe późniejsze zachowanie. Nigdy sobie z tym nie poradził.

Dzisiaj już wszyscy mieszkamy osobno. Mama moja odeszła od ojca, my jesteśmy dorośli, wyprowadziliśmy się, chociaż problemy zostały z nami. Prawie nie utrzymuję z ojcem kontaktów. Wiem natomiast, co się z nim dzieje, chociaż może wolałbym nie wiedzieć. Mam żal do niego o to, w jaki sposób wciąż się zachowuje. Po rozpadzie naszej rodziny jego życie się nie zmieniło. Właściwie jest jeszcze gorzej. Urządza libacje alkoholowe i awantury kobiecie, z którą jest obecnie. Na setki sposobów obraża moją mamę.

Wstydzę się tego wszystkiego. W miejscowości, w której mieszka, pozostali moi przyjaciele i znajomi. Wszyscy oni wiedzą o jego zachowaniach. Wiem, że łatwo czcić dobrego ojca, trudniej natomiast złego.

Aż strach zabierać się do tego gąszczu trudnych sytuacji związanych z poruszonym przez Pana problemem. Chyba już nawet nie przypomnę sobie wszystkich listów, których autorzy prosili mnie o rzucenie jakiegoś światła na ich problemy związane z zachowaniem czwartego przykazania. Tylko jeden z tych listów zdecydowałem się opublikować. Dałem mu tytuł Trudne relacje z teściami i można go znaleźć w mojej książce Listy szóste.

Otrzymywałem m.in. listy od osób samotnych, pełne żalu do rodziców, którym tak bardzo nie podobali się kolejni kandydaci na męża czy żonę, że w końcu uniemożliwili rodzonemu dziecku założenie własnej rodziny. Niekiedy rodzice posuwają się do czegoś jeszcze gorszego: robią wszystko, ażeby rozbić małżeństwo już przez ich dziecko zawarte.

Jeżeli wolno mi sądzić na podstawie otrzymywanych listów, zwłaszcza matki potrafią porzucić elementarną bojaźń Bożą i wytrwale podżegają przeciwko swojemu zięciowi czy synowej. Czyniąc tak wielkie zło, kobiety te zazwyczaj nie odczuwają żadnych wyrzutów sumienia, a nawet niektóre z nich — co najbardziej zdumiewa — często przystępują do komunii świętej.

Niektórzy rodzice narzucają się swoim dorosłym dzieciom niedającą się znieść życzliwością. „Moja mama — skarży się młoda mężatka — przychodzi do nas dzień w dzień i wysiaduje w naszym domu przeciętnie po dwie, trzy godziny. Na nieszczęście nasze mieszkania są blisko siebie, a Pan Bóg nie chce dać nam dziecka, bo wówczas jej przychodzenie mogłoby mieć jakiś sens i nie niszczyłoby tak bardzo naszej prywatności. Najprościej byłoby przenieść się do innego miasta, ale na to, przynajmniej na razie, nie możemy sobie pozwolić ze względów materialnych”.

„Mam prawie czterdzieści lat — pisze ktoś inny — i ciągle słyszę od mojego ojca, że jestem nieudacznikiem i do niczego w życiu nie doszedłem. To prawda, że nie zrobiłem olśniewającej kariery, ale nigdy o niej nie marzyłem, a z życia jestem zadowolony. Jak wpłynąć na mojego ojca, żeby przestał prześladować mnie swoimi frustracjami?”.

I jeszcze jeden ludzki dramat: „Mój ojciec jest chory psychicznie. Nie chce się systematycznie leczyć, a leków prawie nie bierze. Nie chcąc słuchać jego urojonych wywodów na różne niepoważne tematy, denerwowałam się na niego, krzyczałam, wypraszałam go z mojego pokoju. Teraz już się tak nie denerwuję. Kiedy ojciec zaczyna perorować, się nie odzywam. Nie powiem jednak, że nie unikam swojego ojca, bo unikam go. Zamykam się wtedy w pokoju i go nie wpuszczam, bo nie chcę tego słuchać. Ogarnia mnie jednak niepokój, czy dobrze postępuję. Martwię się tym, że chyba nie kocham mojego ojca, nie mam dla niego należytego szacunku. Może to Panu Bogu się nie podoba?”.

Na wszystkie te listy odpisywałem, jak umiałem, zaznaczając zazwyczaj, że moje rady są nieporadne i nie do końca jestem ich pewien. Tym razem spróbuję ograniczyć do minimum rady praktyczne i spojrzeć na różne trudne problemy związane z przykazaniem „Czcij ojca i matkę swoją”, inspirując się głównie nauką Pisma Świętego na ten temat.

Otóż w Piśmie Świętym znajdziemy przede wszystkim dwie prawdy na nasz temat: że rodzicom należy się z naszej strony cześć szczególna, zarazem jednak ani ojciec, ani matka nie są ważniejsi od Pana Boga, toteż nasza miłość do nich bezwzględnie powinna być umieszczona w przestrzeni Bożych przykazań i podporządkowana miłości Boga, którego powinniśmy kochać ponad wszystko.

Przypatrzmy się kolejno tym prawdom. „Szanuj swoją matkę — poleca synowi stary Tobiasz niejako w testamencie — i nie zapomnij o niej przez wszystkie dni jej życia! Czyń to, co jej się będzie podobać, i nie zasmucaj jej duszy żadnym twoim uczynkiem! Przypomnij sobie, dziecko, na jakie liczne niebezpieczeństwa była ona narażona z powodu ciebie, gdy cię w łonie swoim nosiła” (Tb 4,3n).

Natomiast w Księdze Syracha znajduje się pouczenie, jakby bezpośrednio skierowane do autorki ostatniego z cytowanych tu listów: „Wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił” (Syr 3,12n).

Toteż odważę się najbliższe kilka zdań napisać specjalnie dla tej pani.

Zapewne te moje słowa odczuje Pani jako papierowe, zapewne to, co powiem, próbowała Pani realizować już wielokrotnie i nic to nie dawało. Ponadto jestem świadom tego, że mogę się mylić, ale może jednak te moje słowa będą miały dla Pani jakiś sens. Otóż wydaje mi się, że Pani tata znalazł się w studni, z której nie potrafi wyjść, a Pani nie umie mu pomóc. Czy jednak przez odmowę kontaktu z nim (zbywanie go milczeniem, zamykanie się przed nim) nie jest on wpychany do tej studni jeszcze głębiej? Rozumiem, że niekiedy nie sposób zachować się inaczej. Moim zdaniem, trzeba jednak wytrwale szukać jakiegoś sposobu dotarcia do niego. Może da się czasem poprosić go o to, żeby coś zrobił, tak by poczuł się potrzebny. Może uda się Pani wypracować jakieś sposoby przekazania mu komunikatu: „Ty jesteś moim kochanym tatą!”, może da się go namówić do wspólnej modlitwy, może warto go kiedyś o coś zapytać, może dałoby się zainteresować go rodzinnymi zdjęciami itp. Bardzo Panią przepraszam za tę moją przemądrzałość.

Natomiast co do drugiej z wymienionych wyżej prawd, zanim przytoczę podstawowe teksty święte mówiące o tym, że nawet ojca ani matki nie wolno stawiać w miejsce Pana Boga, przypomnę ogólną prawdę, że prawdziwa miłość stara się odróżniać człowieka od jego grzechów. Toteż podobnie jak nie wolno nam, potępiając czyjeś grzechy, nienawidzić ich sprawcy, tak samo nie wolno w imię miłości człowieka zgadzać się na jego grzechy. Słowem, zasadę odróżniania człowieka od jego grzechów należy zachować wobec wszystkich, zarówno w stosunku do naszych najbliższych, jak i wobec nieprzyjaciół.

Jak te ogólne zasady stosować do relacji z rodzicami? Są to przecież relacje szczególnie głębokie. Do tego stopnia, że z chwilą, kiedy dzieci stają się ludźmi dorosłymi, relacje te nie tylko nie nikną, ale nabierają nowych barw.

Otóż najważniejsze pouczenie na ten temat znajdziemy w Ewangelii: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37). Sens tego pouczenia jest oczywisty: wtedy nasza miłość i zgoda rodzinna są autentyczne, kiedy na pierwszym miejscu postawimy miłość Boga i posłuszeństwo Jego przykazaniom. Zgoda osiągana przeciwko woli Bożej i okazywanie czci rodzicom przeciwko Bożym przykazaniom nie może się podobać Panu Bogu. Zatem nie tylko rodzice, którzy chcieliby rozbić małżeństwo swojego dziecka, postępują niegodziwie. Również syn czy córka, którzy pod pozorem czci dla rodziców zgadzają się na to, żeby oni ingerowali w ich małżeństwo, rozgrywają swoją relację z rodzicami bardzo niewłaściwie.

Dorosłe dziecko nie powinno również pozwolić rodzicom na nadmierną obecność w swoim małżeństwie — jeżeli ma to negatywny wpływ na jego zgodę i trwałość. To bardzo znamienne, że słowa, iż „opuści człowiek ojca i matkę swoją, i połączy się ze swą żoną”, powtarza Pismo Święte aż cztery razy (Rdz 2,24; Mt 19,5n; Mk 10,6–9; Ef 5,28–31).

Podobnie należy ocenić wszystkie sytuacje, kiedy rodzice namawiają swoje dziecko do jakiegoś zła. Pan Jezus jednoznacznie pouczał, że nawet własnym rodzicom nie wolno pozwolić na to, żeby mnie oderwali od wiary w Niego: „Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej” (Łk 12,52n).

Dotyczy to, rzecz jasna, wszystkich sytuacji, kiedy rodzice namawiają, choćby tylko pośrednio, do jakiegoś grzechu — np. do aborcji, do stosowania antykoncepcji, do jakiegoś złodziejstwa (również tego, które dokonywane jest w białych rękawiczkach), do wejścia w takie czy inne ciemne układy itp.

Nie jest jednak tak, że w wymienionych wyżej sytuacjach jesteśmy zwolnieni od czci dla rodziców. Właśnie prawdziwa cześć dla rodziców żąda od nas tego, żebyśmy się oparli ich złym oczekiwaniom i niejako obronili ich przed nimi samymi. Nieraz nagrodą za takie zachowanie jest odnowa i pogłębienie wzajemnych relacji. Jednak nawet gdyby nasza odmowa spełnienia złych oczekiwań rodziców miała fatalnie wpłynąć na nasze z nimi relacje, lepsza jest zgoda z Panem Bogiem niż nawet z własnymi rodzicami.

Na koniec ustosunkuję się do listu, który skłonił mnie do napisania niniejszego tekstu. Otóż radziłbym Panu zrezygnować z takich prób „wychowywania” swojego ojca, reagowania na jego złe zachowanie i z takich prób wytłumaczenia mu czegokolwiek, o których z góry wiadomo, że będą bezskuteczne, a może jeszcze spowodują następne złe sytuacje.

Zarazem dobre sygnały w jego kierunku warto posyłać. I nie trzeba się zrażać, gdyby miało się to okazać nieskuteczne. My, chrześcijanie, staramy się nie czcić bożka, któremu na imię skuteczność, i cenimy sobie działania słuszne, nawet jeżeli są nieskuteczne. Kiedy jednak staramy się czynić to, co do nas należy, nawet wówczas, kiedy to się wydaje daremne, na koniec okazuje się zazwyczaj, że jednak daremne nie było. Ufajmy, że również Pan osiągnie coś dobrego swoim cierpliwym przypominaniem mu, że pamięta Pan o tym, iż jest jego synem. Ufajmy, że coś istotnie dobrego stanie się między wami najpóźniej w tym momencie, kiedy ojciec będzie potrzebował większej pomocy z Pańskiej strony.

Zakończę cytatem Jana Pawła II z jego Listu do rodzin:

Czy czwarte przykazanie zobowiązuje tylko do czci rodziców? Dosłownie biorąc — tak. Pośrednio jednak możemy mówić o „czci” należnej dzieciom od rodziców. „Czcij”, to znaczy uznawaj! Kieruj się wewnętrzną afirmacją osoby, przede wszystkim oczywiście ojca i matki, ale również wszystkich innych członków rodziny. Cześć jest postawą zasadniczo bezinteresowną. Rzec by można, że jest „bezinteresownym darem osoby dla osoby” i w tym spotyka się z miłością. Jeżeli czwarte przykazanie wymaga tej czci dla ojców i matek, wymaga jej także ze względu na dobro rodziny — to równocześnie, ze względu na to samo dobro, stawia też wymagania rodzicom. Rodzice — zdaje się im przypominać Boże przykazanie — postępujcie tak, aby zasłużyć na cześć (i miłość) ze strony Waszych dzieci! Nie pozostawiajcie Bożego wymagania czci dla Was w „moralnej próżni”! Chodzi więc ostatecznie o cześć, która jest wzajemna.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Aktualność ofiar, które przeminęły

WIARA WCZEŚNIEJSZA NIŻ SAKRAMENTY

CZY BYLIŚMY MAŁŻEŃSTWEM WOBEC BOGA?

Winni grzechów Kościoła

O Jozuem, który słońce zatrzymał


komentarze



Facebook