Archwium > Numer 390 (02/2006) > Dominikanie na niedziele > Wierna miłość przy łożu boleści

Wierna miłość przy łożu boleści
Job 7,1-4.6-7 Ps 147 1 Kor 9,16-19,22-23 Mk 1,29-39

Niedawno spotkałem francuskiego dominikanina – dawnego przyjaciela ojca Pierre’a Claverie, biskupa Oranu, męczennika, zamordowanego w 1996 roku pod drzwiami swego domu. Kiedy zapytałem go, dlaczego o. Pierre zdecydował się pozostać w Algierii mimo szalejącego terroryzmu i braku możliwości swobodnego głoszenia Chrystusa, otrzymałem do przeczytania ten oto fragment homilii dominikańskiego biskupa z Oranu: „Jesteśmy tam ze względu na ukrzyżowanego Mesjasza. Dla żadnej innej racji i dla nikogo innego! Nie mamy żadnych innych interesów, które trzeba by chronić, żadnych wpływów, które chcielibyśmy zachować. Nie kieruje nami nie wiadomo jaka masochistyczna perwersja. Nie mamy żadnej mocy, ale jesteśmy tam jak przy łóżku przyjaciela, chorego brata, w milczeniu trzymając go za rękę i ocierając mu czoło. Jesteśmy tam ze względu na Jezusa, ponieważ to On cierpi tam w tej przemocy, która nikogo nie zbawia... Stoimy tam u stóp krzyża, gdzie Jezus umiera porzucony przez swoich i wyśmiany przez tłum”.

Jednak to Jezus pierwszy chwycił dominikanina z Oranu za rękę. Jezus pierwszy trzyma za rękę także mnie, kiedy to – jak mówi Hiob – życie zaczyna być odmierzane miesiącami męczarni i nocami udręki. Jezus trzyma mnie za rękę przy moim łożu boleści, kiedy bezbronny i bezsilny, trawiony gorączką niezrozumienia odkrywam, że noc to wieczność, a czas biegnie jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei.

Jezus – wierny przyjaciel mojej zdradliwej wierności; pewna moc w mojej słabości; wieczne światło w mojej ciemności; pewna dłoń, która podnosi mnie z upadku, bym mógł służyć.

Służyć tam, gdzie opuszczenie i osamotnienie, gdzie rezygnacja i kapitulacja. Gdzie – jak mówił o. Claverie – byłby Kościół Jezusa Chrystusa, który jest Jego Ciałem, gdyby nie był nade wszystko w tych miejscach, przy takich osobach? Kościół jako sakrament zbawienia jest sakramentem obecności Boga w licznych, często zaskakujących i niepozornych postaciach czy formach. Trzeba być świadkiem wierności Jezusa, stać się wszystkim dla wszystkich, żeby – jak pisał św. Paweł – ocalić przynajmniej niektórych, a nade wszystko, by mieć udział w Ewangelii Nadziei.

Na koniec szarego i trudnego zimowego dnia otrzymałem SMS od osoby pracującej w hospicjum: „Umarła dziś przy mnie kobieta. Bezradna trzymałam ją za rękę”. Jak Jezus, Wieczny Przyjaciel. Wierna Miłość przy łożu boleści człowieka o każdym czasie i w każdym miejscu.


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

W NIEBO WSTĄPIENI

Chrystus bez karabinu

Bóg podaje rękę

BÓG PRAGNIE NIEWIELE

JESTEŚ MÓJ!


komentarze



Facebook