Bezdomni

— Zimno — powiedział, wychodząc przed dom. Prychnął, potrząsnął ramionami i postawił futrzany kołnierz. Mróz szczypał go w policzki na powitanie, łapał mocno, trzymał i puszczał ze śmiechem. Figlarz. Buty na śniegu trzeszczały, śnieg trzeszczał pod butami. Biel wesoła i świąteczna leciała z góry powolutku, wielkimi płatami, tańcząc w powietrzu, gdy wiatr zza rogu wąziutkiej ulicy, na skrzyżowaniu podawał rękę swojemu kuzynowi z przeciwka. Wyglądając przez okna z sieni wprost w ciemność, można było zaledwie rozpoznać czarny zarys kamienic w nieodległej dali i wszędobylski śnieg, od świtu po wieczór sypiący się w dół, powolutku, z cudowną gracją. „Wigilia” — zdawało się, że rozgłasza po mieście z czerwonej cegły cichy głos idący prosto z nieba. Kostki brukowe kuliły się do siebie, jak dzieci przed snem naciągające puchową pierzynę na szyję, na uszy, na nos. Latarnie, stojąc wysoko na przedprożach, w pobliżu balustrad, obok kamiennych kul i słupków, ciepłym światłem dotykały wyczarowanych przestrzeni, które śnieg, przykrywając, oczyszczał, rozjaśniał, a błyszcząc — rozweselał. Latarnie, których światło było słodkie jak rodzynkowe wino, jak mandarynka, lgnęły do śniegu i nocy, lubiły długie, ciągnące się w nieskończoność zimy. Kiedy grudzień wskoczył na kalendarz w kuchni, w piątek, trzysta trzydziesty piąty dzień roku, gdy Strzelec zodiakalny wypuścił strzałę, która w noc wigilijną miała rozbłysnąć na szczycie nieba fajerwerkiem Gwiazdy Betlejemskiej, w (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Waldemar Borzestowski - ur. 1964, artysta, autor książki "Nocny sprzedawca owoców", która ukazała się nakładem Wydawnictwa W drodze, żonaty, mieszka w Gdańsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Krótka opowieść o chorobie i uzdrowieniu

Ostatnia podróż Assmusa Brouwera

Obecność Mocy

Kozacka opowieść

Dżuma w mieście


komentarze



Facebook