Pospieszny

Jakieś dwa tygodnie temu dotarło do mnie, że jestem w ślepym zaułku.

W poniedziałek po rannej mszy wszedłem do trójki i spytałem, kto chce przyjąć Pana Jezusa. Zgłosił się Przybylak. Na sali leżał nowy pacjent, Waldemar Marciniak. To znaczy leżał już od tygodnia, ale nie udało mi się do tej pory nawiązać z nim kontaktu. Zwykle, gdy wchodziłem, albo spał, albo nie reagował na mnie. Był w depresji. Przed miesiącem dowiedział się, że zrezygnowano z operacji kręgosłupa, czyli uznano, że dalsze leczenie nie ma sensu i pozostaje mu opieka paliatywna. Prawdopodobnie zorientował się w swoim położeniu. Wydawało mi się, że coś szepnął. Podszedłem do niego z komunią. On jednak pokręcił głową. Odwróciłem się i zamierzałem wyjść. Kiedy byłem już w drzwiach, usłyszałem:

— Co ksiądz taki pospieszny?

Odwróciłem się.

— Gdzie tak się ksiądz spieszy? — powtórzył.

Uśmiechnąłem się przepraszająco.

— Niestety, obowiązki, za dwadzieścia minut rozpoczynam lekcje w szkole.

— A przygotowanie człowieka do najważniejszej decyzji w życiu nie jest dla księdza ważnym obowiązkiem?

Jakby we mnie piorun strzelił. Cofnąłem się i stanąłem przy jego łóżku. Chciałem usiąść na krześle.

— Proszę iść — zaprotestował. — Tak żartowałem.

Zobaczyłem stanowczość w jego twarzy. Nie było sensu przeciągać. (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jan Grzegorczyk - pisarz, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika "W drodze". Wydał m.in. "Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie", pięcioksiąg "Przypadki księdza Grosera", opowiadania "Niebo dla akrobaty", powieści "Chaszcze i Puszczyk". Jego ostatnią książką jest Święty i błazen, rozmowa z Janem Górą, która jest swoistym testamentem ojca Jana. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Laurka dla księdza

O Bożych uciekinierach

NA STAROŚĆ POSTANOWIŁ ZOSTAĆ KAPŁANEM

Cmentarek

Marzenia ściętych drzew


komentarze



Facebook