Nałóg hazardu

Zwracam się do Ojca z wielką prośbą o poradę i wskazówki w bardzo trudnej sytuacji. Mój dorosły syn jest nałogowym hazardzistą. Jego postępowanie, kłamstwa, okradanie rodziny z wszelkich środków do życia, przerażają mnie. Nie wiem już, jak mam postępować. Ta sytuacja mnie przerasta.

Syn ma wspaniałą żonę i dwoje małych dzieci, które za nim przepadają. Od czasu do czasu znika, ogołaca konto bankowe rodziny i przegrywa wszystkie pieniądze. Było już tak, że nie mieli za co kupić jedzenia dla dzieci i że wyrzucono ich z mieszkania, bo przez parę miesięcy nie płacili. Syn potrafił też zabierać pieniądze z konta staruszki, która okazała mu zaufanie. Był wyrzucany z pracy z powodu przywłaszczenia pieniędzy. Żonie udawało się wtedy uprosić pracodawców, żeby nie oddawali sprawy do sądu, pod warunkiem że odda ukradzione pieniądze. Zwracali się wtedy do mnie o pomoc i o pożyczkę — spisywaliśmy umowę, że będą mi spłacać dług w ratach, a ja wzięłam pożyczkę z banku na ich rzecz. Z pożyczonych pieniędzy prawie nic nie odzyskałam, muszę sama spłacać ten kredyt. Przychodzi mi to z trudem, tym bardziej, że jestem na emeryturze.

Ostatnio syn znowu wybrał z konta pieniądze przeznaczone na opłacenie mieszkania. Znowu groziło im, że znajdą się na ulicy. Początkowo nie chciałam im pożyczyć pieniędzy, bo zdałam sobie sprawę, że on staje się pasożytem. Jednak gdy uświadomiłam sobie cierpienie ich dzieci, wiedziałam, że nie mam wyjścia. Jego żona wydaje się bardzo zmęczona, rozgoryczona, doprowadzona do ostateczności. Całkowicie ją rozumiem. Żyje przecież w ciągłej niepewności i lęku, co przyniesie następny dzień, nie tylko jej, ale przede wszystkim dzieciom. Myślę, że jeżeli syn dopuści się następnego sprzeniewierzenia rodzinnych finansów, jest ona gotowa zabrać dzieci i odejść od niego. Wtedy on nie będzie miał już żadnych zobowiązań, które do tej pory jeszcze go w jakiś sposób skłaniały do pracy i do częściowego przynajmniej wypełniania obowiązków. Strasznie mnie boli, kiedy widzę, jak stopniowo doprowadza do ruiny życie swoje, swojej żony i dzieci. Robi wrażenie człowieka zupełnie bezwolnego, pozbawionego ambicji i sprecyzowanych celów.

Przeraża mnie jego przyszłość, tym bardziej że czuję się odpowiedzialna za jego ukształtowanie. Widzę błędy, które oboje z mężem popełniliśmy w jego wychowaniu. Dziś to dostrzegam. Dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Trapią mnie wyrzuty sumienia z powodu popełnionych błędów wychowawczych, nie mogę się uwolnić od myśli, że to my, ja i mój zmarły mąż, jesteśmy przyczyną tragedii naszego dziecka.

 

Na początku dwa słowa pociechy, których zapewne Pani się nie spodziewa. Słowo pierwsze: proszę mi wierzyć, że kiedy w tej rubryce ktoś przedstawia swoje bardzo trudne życiowe problemy, wielu czytelników spontanicznie modli się w intencji autora listu oraz dobrego rozwiązania jego trosk. Ufajmy, że to, czego Pani nie może sama wymodlić, wyprosimy u Boga wspólnie z czytelnikami tego tekstu.

I drugie słowo pociechy: jeden z największych bohaterów chrześcijańskiej miłości wobec biednych i opuszczonych, święty Kamil de Lellis (1550– –1614), zaczynał jako doszczętnie zgrany hazardzista. Już się wydawało, że nieodwracalnie zmarnował swoje życie, ale właśnie wtedy Pan Bóg w swoim miłosierdziu sprawił, że ten jego upadek stał się początkiem nawrócenia i wspaniałych dzieł, których Kamil później dokonał. Niech się Pani spróbuje zaprzyjaźnić z tym świętym i serdecznie poleca syna jego modlitwie.

I jeszcze uwaga na temat błędów, które mogła Pani popełnić w stosunku do swojego dziecka. Sądzę, że należy odróżnić takie błędy z przeszłości, do których powtarzania dziś nie mamy już nawet okazji, oraz błędy, które koniecznie musimy sobie uświadomić, ażeby przynajmniej na przyszłość nie udzielać swojemu dziecku fałszywej pomocy, która przyzwyczajałaby je jeszcze bardziej do nieodpowiedzialności.

Zdecydowanie radzę Pani nie trapić się szukaniem odpowiedzi na pytanie, jakie błędy wychowawcze wspólnie z śp. Mężem popełniliście. Zbyt wiele czasu minęło, a proces wychowania syna już dawno się zakończył. Przeszłość trzeba oddać Panu Bogu, a zwrócić uwagę na teraźniejszość — na to, jak dzisiaj może Pani swojemu dużemu i biednemu dziecku dopomóc.

Zastanawiam się, czy słusznie wybroniłyście go wspólnie z jego żoną od odpowiedzialności sądowej. Nie jestem pewien tego, co za chwilę napiszę, dlatego w tym miejscu proszę szczególnie liczyć się z tym, że mogę nie mieć racji. Otóż wydaje mi się, że w sytuacjach tak trudnych, kiedy naszemu bliskiemu grozi nawet więzienie, niesłuszne są oba skrajne stanowiska: nie powinno się zostawiać swojego bliskiego samemu sobie, ale też nie powinno się go chronić przed ponoszeniem odpowiedzialności za to, co narozrabiał. Panie chyba popełniły ten drugi błąd.

Próbowałbym — gdyby to tylko było możliwe — tak się porozumieć z okradzionym przez syna przedsiębiorcą, że on jednak zaskarżyłby go do sądu, wy natomiast wyrównałybyście w całości poniesioną szkodę, co zapewniłoby synowi wyrok w zawieszeniu. Wyrok taki nie stanowiłby wprawdzie w przypadku tak utrwalonego nałogu mocnej bariery chroniącej przed popełnieniem podobnych przestępstw w przyszłości, ale może wystarczyłaby one synowi do otrzeźwienia. Tak czy inaczej, uderzyło mnie w Pani liście, że zdecydowanie zbyt łatwo za pomocą swoich pieniędzy naprawiała Pani złe skutki jego przestępstw.

Zastanawiam się, co powiedziałbym Pani synowi, gdyby przyszedł do mnie z prośbą o pomoc. Zapewne poradziłbym mu podobnie, jak radzę ludziom uwikłanym na przykład w nałóg oglądania pornografii. Otóż stanowczo sugeruję im podjęcie radykalnej decyzji: odciąć się od Internetu, choćby to się wiązało z nie wiem jak dużym utrudnieniem sobie normalnego życia.

Już starzy Ojcowie pustyni dawali takie oto mądre rady na temat radzenia sobie z pokusą. Mówili: — Przypatrz się jatce z mięsem. Dopóki jest otwarta, pies kręci się koło niej nieustannie, nawet przez całe godziny i nawet kiedy go odpędzają. Zauważ jednak, że kiedy jatkę się zamknie, pies zaraz odchodzi i już się nią nie interesuje. Ogromnie to ważne: nie dawać pokusie nadziei, że cokolwiek osiągnie; stanowczo trzeba zamknąć swoją jatkę i już. Myślę, że rada ta dotyczy wszystkich pokus do złego.

Podobnie radykalny krok trzeba podpowiedzieć nałogowemu hazardziście. Trzeba go odciąć od pieniędzy — własnych czy cudzych — i od wszystkich dokumentów, za których pomocą mógłby dojść do ich posiadania. Może warto przeprowadzić rozdzielność majątkową z żoną, na pewno zaś powinien się z nią umówić, że nie będzie miał dostępu do karty kredytowej ani do żadnego dokumentu swojej tożsamości — i najlepiej, żeby te dokumenty nie były również w dyspozycji jego żony, aby w momencie pokusy nie dręczył jej prośbami: „daj kartę” itp. Oczywiście, przybędzie mu różnych kłopotów — ale trudno, jatkę z mięsem trzeba nieodwołalnie zamknąć. Ufajmy, że psy pokusy od razu się zorientują, co się dzieje, i go opuszczą.

Ufajmy też, że syn nie posunie się do kradzieży. Gdyby jednak — nie trzeba go bronić. Trudno — skoro łagodniejsze metody nie pomogły, niech idzie do więzienia. Może dopiero takie doświadczenie okaże się dnem, od którego się odbije, i wróci do normalnego życia już bez tego strasznego nałogu.

Nie mam pojęcia, jak u nas w Polsce rozwija się — analogiczny do AA — ruch „anonimowych hazardzistów” (Gamblers Anonymous). Można się nieco o nim dowiedzieć pod adresem: http://www.akmed.zdrowie.net/?t=0l8I Rzecz jasna, udzielane tam rady zawsze trzeba sprawdzić w świetle Ewangelii oraz przepuścić przed sito zdrowego rozsądku — ale to dotyczy wszystkich rad udzielanych przez ludzi, również tych, które przedstawiłem w niniejszym liście.

Na koniec muszę Pani powiedzieć, że jestem pełen podziwu dla jego żony. Ona jest prawdziwym skarbem. Ufajmy, że tę decydującą bitwę o jego uratowanie, która Was w najbliższym czasie czeka, jednak wygracie. I wtedy duch dziękczynienia Bogu za łaskę uratowania Waszego Najbliższego ogarnie Was spontanicznie. Ze swej strony serdecznie obiecuję modlitwę. I jestem pewien, że niejeden z czytelników będzie się modlił za Pani syna i za całą Waszą rodzinę, tak ciężko tym nałogiem doświadczoną.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

O co chodzi w duszpasterstwie związków niesakramentalnych?

Papież w więzieniu

"Przeprośmy Boga za nasze grzechy"

DOGMAT NAJBARDZIEJ WYSZYDZANY

Ból bezdzietności


komentarze



Facebook