Archwium > Numer 385 (09/2005) > Felietony > Świąteczny dyżur

Świąteczny dyżur

Za naszą wschodnią granicą spędziłem łącznie około czterech lat. Wielokrotnie spotykałem ludzi, którzy doświadczyli na swojej skórze komunistycznych represji za wierność religii chrześcijańskiej. Byli wśród nich więźniowie łagrów i zesłańcy na Sybir. Natrafiałem również na przemyślnych duchownych, którzy wyprowadzali w pole śledzących ich agentów. Na przykład ojciec Darzycki z Szarogrodu miał zezwolenie na odprawianie tylko jednej mszy w ciągu dnia. Robił to z samego rana, po czym siadał w zatopionym w półmroku konfesjonale, by spowiadać. W tylnej ściance konfesjonału było tajemne przejście, którym zakonnik wychodził z kościoła, a jego miejsce zajmował tymczasem podobny do niego mężczyzna. Kiedy sobowtór odgrywał rolę spowiednika, ojciec Darzycki objeżdżał sąsiednie wioski, odprawiał tam msze i udzielał sakramentów. Miejscowe KGB miało niezły zgryz, gdy przychodziły do nich raporty agentów, którzy w tym samym czasie widzieli księdza w dwóch różnych miejscach – jedni spowiadającego w konfesjonale, inni udzielającego komunii dwadzieścia kilometrów dalej. Do dziś w Szarogrodzie parafianie śmieją się, że dla kagiebistów był to dowód na bilokację duchownego.

Muszę jednak przyznać, że ogromne wrażenie robiły na mnie zawsze relacje z okresu, gdy komunizm chylił się już ku upadkowi, zwłaszcza z drugiej połowy lat 80. System tracił zęby, przestawał kąsać, ale dalej nienawidził religii.

Mojej rodzinie m (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Chwyć za broń!

Nuda niedzieli

W zbankrutowanej diecezji

Samospalenie jak paschał

Żółw i kogut


komentarze



Facebook